Ewangelia o przebaczeniu – św. Nikołaj Wielimirowicz

 
 

 

Ewangelia o przebaczeniu

św. Nikołaj Wielimirowicz

Mt 18, 23-35

Gdy Pan nasz Jezus Chrystus umierał na Krzyżu, także w przedśmiertnych cierpieniach Swoich starał się przynieść ludziom pożytek. Myśląc nie o Sobie, ale o ludziach, oddając ducha, dał rodzajowi ludzkiemu jedną z najważniejszych Swoich lekcji. Jest to lekcja przebaczenia. Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Nigdy przedtem na żadnym miejscu kaźni nie padły takie słowa. „Pomścij mnie!” – oto słowa, które najczęściej można było usłyszeć w miejscach straceń przed Chrystusem, a niestety, także dziś można usłyszeć te słowa wśród wielu plemion, nawet ochrzczonych świętym Krzyżem Chrystusowym. A Chrystus, wydając ostatnie tchnienie, wybacza rzucającym na Niego obelgi, Swoim dręczycielom i zabójcom, prosi Swojego Ojca Niebieskiego, aby im wybaczył, i co więcej – znajduje jeszcze dla nich usprawiedliwienie: nie wiedzą – mówi Chrystus – co czynią.

Dlaczego właśnie to pouczenie i przebaczeniu powtarza Pan na Krzyżu? Dlaczego z niezliczonej liczby pouczeń, które dał On ludziom na ziemi, wybrał właśnie to, aby wyrzec je Swoim Boskimi ustami na końcu, na samym końcu? Niewątpliwie dlatego, że chciał On, aby ten nakaz był zapamiętany i wypełniany. W niezawinionych cierpieniach na Krzyżu majestatem Swoim przewyższając całą wielkość świata, wyniesiony nas ziemskich królów i sędziów, ponad mędrców i nauczycieli, nad bogatych i biednych, ponad reformatorów społecznych i buntowników, Pan nasz Jezus Chrystus przykładem Swoim przypieczętował Swoją Ewangelię. Niechaj wskaże przez to, że bez przebaczenia ani królowie nie mogą rządzić, ani sędziowie sądzić, ani mędrcy filozofować, ani nauczyciele uczyć, ani bogaci i biedni żyć po ludzku, a nie po bydlęcemu, ani żarliwi reformatorzy i buntownicy zrobić czegoś pożytecznego. A przede wszystkim i koniec końców – niechaj wskaże, że bez przebaczenia ludzie nie mogą zrozumieć Jego Ewangelii, a już tym bardziej wypełniać jej.

Słowami na temat skruchy Pan zaczął Swoje nauki, a słowami o przebaczeniu – zakończył je. Skrucha to nasienie, przebaczenie – to owoc. Nasienie nie jest warte żadnej pochwały, jeśli nie przynosi owocu. Żadna skrucha nie ma wartości bez przebaczenia.

Czym byłaby społeczność ludzka bez przebaczenia? Zwierzyńcem pośród zwierzyńca przyrody.

Czym oprócz nieznośnych łańcuchów, byłyby wszystkie na ziemi prawa ludzkie, gdyby nie łagodziło ich przebaczenie?

Czy bez przebaczenia matka mogłaby nazywać się matką, brat – bratem, przyjaciel – przyjacielem, chrześcijanin – chrześcijaninem ? Nie, albowiem przebaczenie stanowi główną treść tych słów i pojęć.

Gdyby nie istniało: „Przebacz mi!” i „Bóg przebaczy i ja przebaczam” – życie ludzkie byłoby absolutnie nieznośne. Nie ma na ziemi takiej mądrości, która mogłaby zaprowadzić porządek i ustanowić pokój między ludźmi bez uciekania się do przebaczenia. I nie ma takiej szkoły i takiego wychowania, które mogłoby uczynić ludzi wielkodusznymi i szlachetnymi bez ćwiczeń w przebaczeniu.

Cóż za pożytek ma człowiek z całej swojej światowej uczciwości, jeśli nie może przebaczyć bliźniemu jednego obraźliwego słowa czy spojrzenia? Nie ma żadnego. I jaki pożytek miał by człowiek choćby ze stu litrów oleju, jeśli każda jego kropla nie świadczyłaby o jednej choćby przebaczonej urazie ? Żadnego.

O, gdybyśmy wiedzieli, ile nam w milczeniu przebaczają każdego dnia i o każdej godzinie – nie tylko Bóg, ale i ludzie – sami pospieszylibyśmy ze wstydem, by przebaczyć innym! Ile wypowiadamy nieostrożnych, obraźliwych słów, na które odpowiada nam milczenie, ile rzucamy złośliwych spojrzeń, ile wykonujemy niepotrzebnych ruchów! Dopuszczamy się nawet niedobrych uczynków. A ludzie znoszą to, nie odpłacając nam, „oko za oko i ząb za ząb”. A co tu mówić o przebaczeniu Bożym? Za słabe byłoby na to jakiekolwiek ludzkie słowa. Potrzebne są słowa Boże, żeby opisać niezmierzoną głębię Bożego miłosierdzia i Bożego przebaczenia. Takimi słowami zwraca się właśnie do nas dzisiejsza Ewangelia. I kto jeszcze na niebie i ziemi mógłby wypowiedzieć i opisać Boskie, prócz jedynego Pana naszego Jezusa Chrystusa, przedwiecznego Syna Bożego?

(…) i nikt nie zna Ojca tylko Syn

i ten, komu Syn zechce objawić (Mt 11, 27).

Niezmierzoność przebaczenia Bożego Pan nasz Jezus Chrystus objawił przypowieścią o wielkim dłużniku. Powód dał Apostoł Piotr, który zapytał Chrystusa: ile razy mam przebaczyć winy swojemu bratu, czy aż siedem razy? Pan odrzekł na to dobitnie:

  • Nie mówię ci: aż siedem razy, ale aż siedemdziesiąt siedem razy.

Porównajcie te dwie wypowiedzi, a zobaczycie różnicę między człowiekiem, a Bogiem. Piotr myślał, że mówiąc: aż siedem razy, osiągnął szczyt miłosierdzia. Pan nasz Jezus Chrystus odpowiada: aż siedemdziesiąt siedem razy! I zupełnie tak, jakby miara ta wydała Mu się niedostateczna, ażeby wszystko stało się bardziej zrozumiałe, zaczął następującą przypowieść: Dlatego królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który chciał zrobić obrachunek ze swoimi sługami.

Królestwa Niebieskiego nie sposób opisać słowami, ani namalować farbami; w pewnym stopniu tylko może być ono upodobnione do tego, co dzieje się w tym świecie. Pan mówi w przypowieściach, bo inaczej trudno jest wyrazić to, co nie jest z tego świata. Ten świat zaciemniony i zniekształcony jest przez grzech, ale nie utracił do końca podobieństwa do innego, prawdziwego świata. Ten świat nie jest – w żadnej mierze – duplikatem tamtego świata; jest co najwyżej jego bladym obrazem i cieniem. Z tego dopiero wynika możliwość poczynienia porównań tych dwóch światów – tak jak przedmiotu i jego cienia. Dlaczego Pan mówi: człowiek – król (Dlatego królestwo niebieskie podobne jest do człowieka – króla, który chciał zrobić obrachunek ze swoimi sługami), a nie po prostu „król”? Po pierwsze by podkreślić, że godność człowieka wyższa jest niż godność króla: być człowiekiem to wyższy honor, niż być królem. Dokładniej: „człowiek” to prawdziwa godność, a „bycie królem” – to służba. Po drugie – żeby pokazać dobrego króla. Gdy mówi Pan: człowiek „zasadził winnicę…” i: Królestwo niebieskie podobne jest również do kupca, który poszukuje pięknych pereł – to znaczy z tym zamiarem – podkreślenia, że mowa jest o dobrym gospodarzu, który nie bał się Boga i nie liczył się z ludźmi (Łk 18, 2), Chrystus nie mówi: „człowiek sędzia”, lecz po prostu: był sędzia. Wynika stąd, że mówiąc: człowiek–król – Chrystus ma na myśli „dobrego króla”.

Tak więc pewien dobry król chciał się rozliczyć ze swoimi sługami. Jego słudzy byli jego dłużnikami, bo to słudzy pożyczają od prawdziwego króla, a nie na odwrót. Gdy król zaczął rozliczać się ze swoimi sługami, przyprowadzono jednego sługę, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Jeden talent wart był przykładowo 240 złotych lirów albo 5000 złotych czerwońców; 10 000 talentów to mniej więcej 2 i pół miliona z złotych lirów albo, przykładowo, 5 milionów złotych czerwońców. To ogromny dług nawet dla państwa, a co dopiero dla człowieka. No i cóż? Jeszcze większy jest nasz dług wobec Boga, liczony ilością naszych grzechów przed Bogiem. Mówiąc o tym co sługa winien był królowi, Chrystus ma na myśli nasz dług wobec Boga. Dlaczego wykorzystuje tak ogromne, na pierwszy rzut oka nieprawdopodobne liczby, które oczywiście nie są tak niewiarygodne jeśli policzyć grzechy każdego ze śmiertelników.

Ponieważ nie mógł ich oddać, pan kazał sprzedać jego żonę, i dzieci, i wszystko co miał, i tak oddać dług. W tym czasie, według praw zarówno rzymskich, jak i judejskich, zubożałego dłużnika można było sprzedać w niewolę razem z jego rodziną. Pewna owdowiała kobieta mówiła z płaczem prorokowi Eliaszowi:

  • Sługa twój, mój mąż, umarł (…). Przyszedł wierzyciel zabrać sobie dwoje moich dzieci za niewolników (2 Krl 4,1).

To co król nakazuje zrobić ze swoim sługą-dłużnikiem, nakazuje więc według prawa i przyjętych reguł. Głębszy sens tego królewskiego wyroku polega na tym, że gdy grzechy nasze przewyższają wszelką miarę, Bóg pozbawia nas wszelkich darów Ducha Świętego, które z człowieka robią człowieka. Rozkazał sprzedać jego – oznacza, że grzesznik pozbawiony zostaje swojej, danej mu przez Boga, osobowości; i żonę – oznacza, że pozbawiony zostaje daru miłości i miłosierdzia; i dzieci – znaczy, że pozbawiony zostaje mocy tworzenia jakiegokolwiek dobra; i tak oddać dług – oznacza, że wszystkie dane przez Boga dary wracają ponownie od złego człowieka do Boga, jako Właściciela i Źródła wszelkiego dobra. Wasz pokój powróci do was – powiedział Pan Swoim uczniom (Mt 10, 13).

A sługa, upadłszy na twarz, oddał mu pokłon, mówiąc: Bądź cierpliwy, a oddam ci wszystko. – Pan ulitował się nad tym sługą, zostawił go na wolności i dług mu darował.

Jaka momentalna zmiana i jaki skromny wykup, i jak niezmierne miłosierdzie! Zły sługa, który tyle przetracił, nie miał na kogo liczyć. Nikt na świecie nie mógł mu pomóc, prócz ciągle tego samego pana, pożyczkodawcy. Dłużnik stał między panem a sługami. Słudzy nie śmią mu pomóc bez woli gospodarza. Wobec tego tylko ten kto go sądzi, może się nad nim zlitować. I sługa uczynił jedyne co było możliwe do zrobienia, a przy tym rozsądne – upadł panu do nóg i zaczął go błagać o litość. Nie o darowanie długu – o tym nie śmiał nawet pomyśleć – ale o prolongatę terminu: Bądź cierpliwy, a oddam ci wszystko. A człowiek-król – prawdziwy człowiek i prawdziwy król – zostawił go na wolności i dług mu darował. To znaczy, że wyzwolił go podwójnie: od sprzedaży w niedolę i od długu. Czyż to nie prawdziwie królewski dar ? Królowie ziemscy tak nie postępują nieoczekiwane miłosierdzie może okazać tylko Król Niebieski. I okazuje On je, i to często. Wystarczy, że jakiś grzesznik dojdzie do siebie i wyzna skruchę, a Król Niebieski gotów mu przebaczyć dziesięć tysięcy wozów grzechów i przywrócić wszystkie odebrane dary. Nie tylko nikt nie może porównywać się w miłosierdziu z Bogiem – nikt nie może nawet opisać miłosierdzia Bożego. Mówi Pan:

Występki twe starłem jak obłok

i twoje grzechy – jak chmurę.

Nawróć się do mnie, bom Ja cię odkupił! (Iz 44, 22).

Temu, kto przybiegł do Niego ze szczerą skruchą, przebacza On wszystko i daje jeszcze jeden termin, jeszcze jedną możliwość podjęcia walki – aby zobaczyć, czy człowiek ten chce trwać przy Panu, czy sprzedać Go. Król Ezechiasz śmiertelnie zachorował; z płaczem odwrócił się twarzą do ściany i modlił się do Jahwe, by przedłużył mu życie – i Bóg przedłużył mu życie jeszcze o piętnaście lat. I chwalił Ezechiasz za to Jahwe, powtarzając:

Ty zachowałeś bowiem życie moje

od zgnilizny grobu.

Rzuciłeś bowiem za siebie

wszystkie moje grzechy (Iz 38, 17).

Coś podobnego zdarzyło się w przypadku zadłużonego sługi. Błagał on swego Pana tylko o cierpliwość i prolongatę terminu spłaty długu, a pan darował mu cały dług, darował mu wolność i zgodził się czekać – nie na zwrot starego długu, ale na wdzięczność za nowe dobrodziejstwo. I oto jak szybko doczekał się jej:

A kiedy ów sługa wyszedł, spotkał jednego ze swoich towarzyszy, który był mu winien sto denarów. I pochwycił go, i zaczął dusić, wołając: Oddaj, coś winien! Otrzymawszy przebaczenie, uwolniony przez swojego pana, sługa spotyka innego sługę, swojego dłużnika, w stosunku do którego on jest teraz panem. Gdy jednak niewolnik staje się panem, to spójrzcie tylko, jak groźni są tacy panowie! Podczas gdy człowiek-król postąpił ze swoim dłużnikiem rzeczywiście i po ludzku, i po królewsku, ten sam dłużnik, którego miłosierdzie królewskie uratowało od zguby, traktuje teraz swojego własnego dłużnika gorzej niźli dzika bestia, i to jeszcze z powodu jakiego długu! Z powodu stu denarów! Jemu samemu człowiek-król darował pięć milionów złotych czerwońców, a on, z powodu stu denarów, chwyta i dusi swojego dłużnika, i zamyka w ciemnicy, dopóki nie odda długu. Teraz to już nie król rozlicza się ze swoimi sługami, tylko niewolnik z niewolnikiem. I niewolnik-pożyczkodawca chwyta za gardło niewolnika-dłużnika, dusi go i żąda bezzwłocznego zwrotu długu.

A jego towarzysz, upadłszy, prosi go: Bądź cierpliwy a oddam ci. Dokładnie taka sama scena rozgrywała się przed chwilą, gdy ten przzewrotny sługa klęczał przed swoim panem. A król ulitował się, darował mu dziesięć tysięcy talentów. On zaś nie zlitował się nad swoim dłużnikiem, który był mu winien zaledwie sto denarów. Nie chciał ani się użalić, ani okazać miłosierdzia, ani przebaczyć, tylko odszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie oddał długu. Tak oto niewolnik-pożyczkodawca postąpił z niewolnikiem-dłużnikiem. Ale ten postępek człowieka wobec człowieka zmienia miłosierdzie Boże na sprawiedliwy sąd. Gdy człowiek utracił miłosierdzie, spada na niego sąd Boży. A gdy miłość została stracona, sąd jest straszny. Nie łudźcie się, Bóg nie pozwala szydzić z siebie. Co człowiek posieje, to będzie zbierał (Gal 6, 7). My rzeczywiście lżymy Bogu, jeśli przyjmujemy od Niego miłosierdzie, a rozprzestrzeniamy wokół siebie brak miłości. My rzeczywiście szydzimy z Boga, jeśli na klęczkach wypraszamy przebaczenie a naszych niezliczonych grzechów, a zaraz potem wsadzamy do ciemnicy swojego brata za jego jedyne przewinienie przeciw nam. Nie łudźmy się, Bóg zaiste nie pozwala szydzić z siebie, nie wolno z Niego szydzić i nie można Go oszukać. Nigdy nie oddalamy się od Jego dłoni, zarówno od miłosiernej, jak i od karzącej. Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego! (Hbr 10, 31). A na ile jest to straszne, wskazuje też dalszy ciąg przypowieści Chrystusa:

Towarzysze jego widząc, co się stało,zasmucili się bardzo i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Kim byli ci towarzysze, którzy widzieli, co się stało i zasmucili się bardzo? Miłosiernymi ludźmi, którzy duchowym rozumem rozpoznali, co Bóg dał temu przewrotnemu słudze, i na własne oczy widzieli nieznośną złość przewrotnego sługi – i podnieśli krzyk do Boga. Może to również odnosić się do aniołów, których nazywać można towarzyszami ludzi, bo i miłosierni ludzie, i aniołowie wezwani są do służby Bożej, a oprócz tego, według słów Samego Zbawiciela, ci, którzy są godni Królestwa Bożego staną się równi aniołom (Łk 20, 36). Oczywiście ani miłosierni ludzie, ani aniołowie nie muszą opowiadać Bogu, co się dzieje na ziemi, jakoby po to, by się o tym dowiedział, albowiem jest On, Najwyższy Bóg wszechwiedzący i widzi wszystko, a to, co widzą i rozumieją owi jedni czy drudzy, widzą tylko i rozumieją dzięki Bożej pomocy. Czemu więc mówi się, że słudzy zobaczyli, co zrobił ich niemiłosierny towarzysz i opowiedzieli o tym swojemu panu? Ażeby wskazać na wrażliwość i współczucie dobrych ludzi i aniołów. Bo taka jest wola samego Boga, niech radują się wszyscy Jego wierni, widząc dobro, i niech się smucą, widząc zło. A zatem, zasmuceni słudzy Boży, przyszedłszy opowiedzieli swojemu panu, co się stało.

Wtedy pan, wezwawszy go, powiedział mu: – Sługo niegodziwy, cały dług podarowałem ci dlatego, żeś mnie prosił. Czyż więc i ty nie powinieneś zlitować się nad twoim towarzyszem, tak jak zlitowałem się nad tobą?

Król nie chce karać przewrotnego sługi, zanim nie ujawni całej istoty jego przestępstwa, Tak postąpi też Pan na Sądzie Ostatecznym. Zwróci się do tych co po prawej stronie i wezwie ich do życia wiecznego, i wyjaśni im czym zasłużyli sobie na to życie; zwróci się potem także do tych, co po lewej stronie, skazując ich na wieczne męki i wyjaśniając czym sobie zasłużyli na mękę. Bóg chce, aby każdy wiedział, za co otrzymuje nagrodę czy karę, by nikt nie uważał, że Bóg postąpił z nim niesprawiedliwie.

Bóg najpierw nazywa sługę niegodziwym, a potem na wieki odłącza go od Siebie. Bo zło nie ma nic wspólnego z dobrem. Zaraz potem następuje jasne uzasadnienie, dlaczego Pan nazywa grzesznika niegodziwym, złym: cały dług ci podarowałem. Bóg nie wdaje się w szczegóły. Nie mówi: „darowałem ci dziesięć tysięcy talentów, a ty nie chciałeś darować swojemu towarzyszowi stu denarów”, ale mówi po prostu: cały dług, aby pobudzić samego grzesznika do zastanowienia się nad wielkością długu. Potem wyjaśnia Bóg, co Go skłoniło do darowania dłużnikowi takiego długu: dlatego żeś mnie prosił. Tutaj pan również nie wdaje się w szczegóły, przemilczając to, co prośbę poprzedzało, a mianowicie, że sługa padł Mu do nóg i oddał Mu pokłon. Zachowanie takie wyraża skruchę, a skrucha poprzedza modlitwę. Modlitwa bez skruchy nic a nic nie pomaga. Ale gdy tylko modlitwa łączy się ze skruchą, zostaje przez Boga wysłuchana. Sługa-dłużnik, rzeczywiście, okazał najpierw swoją skruchę, a potem poprosił Pana o cierpliwość. Toteż jego prośba została natychmiast wysłuchana i Pan dał mu więcej, niż się sługa spodziewał – darował mu cały dług. Teraz przedstawione zostaje słudze zło jego uczynku wobec towarzysza, przy czym Pan odmalowuje jego czyn, zadając pytanie. Dlaczego Pan posłużył się formułą pytania? Dlaczego Bóg nie mówi: „Ulitowałem się nad tobą, a ty nie okazałeś miłosierdzia swojemu towarzyszowi”, ale: czyż więc i ty nie powinieneś zlitować się nad twoim towarzyszem, tak jak ja zlitowałem się nad tobą? Po to, by doprowadzić go d przeraźliwego milczenia, pozostawiając mu możliwość, by powiedział cokolwiek na swoją obronę, jeżeli potrafi. W podobnej, pytającej, formie odpowiedział Pan nasz Jezus Chrystus jednemu ze sług arcykapłana, który uderzył go w policzek ze słowami:

  • Tak odpowiadasz najwyższemu kapłanowi?

A Pan odrzekł:

  • Jeśli źle odpowiedziałem, udowodnij to! A jeśli dobrze – dlaczego Mnie bijesz ? (J 18, 22-23).

Taka odpowiedź Chrystusa nie mogła nie wprawić służącego w przeraźliwe milczenie. Odpowiedź taka to gorące węgle wysypane i na głowę i na nogi. Podobnego sposobu demaskowania winy używa też człowiek-król z dzisiejszego czytania Ewangelii: czyż więc i ty nie powinieneś zlitować się nad twoim towarzyszem, tak jak ja zlitowałem się nad tobą?

Nastąpiło przeraźliwe milczenie… A potem przeraźliwy wyrok: I rozgniewawszy się, pan oddał go oprawcom, dopóki nie odda długu. Gdy miłosierdzie Boże przekształca się w sprawiedliwy sąd, Bóg jest straszny. Błogosławiony Dawid mówi Bogu:

O groźny jesteś –

któż się przed Tobą ostoi

w godzin Twego gniewu? (PS 76, 8)

A prorok Izajasz:

Oto imię Jahwe nadciąga z oddali.

Gniew Jego płonie (Iz 30, 27).

Takim ognistym gniewem zapłoną przeciw niemiłosiernemu słudze człowiek-król i oddał go oprawcom, tzn. złym duchom. Złe duchy są bowiem rzeczywiście katami ludzi. Komu zresztą oddać tego, kto z zatwardziałości swojego serca odpadł od Boga, kogo sam Bóg nawał niegodziwym, złym – komu, jeśli nie głównym nosicielom zła, demonom? Dlaczego powiedziano: dopóki nie odda długu? W pierwszym rzędzie po to, by podkreślić, że sługa oddany został na wieczyste męki. Albowiem niewyobrażalne jest przede wszystkim to, by człowiek mając taki dług, mógł go kiedykolwiek spłacić; prócz tego taki ostateczny wyrok wydaje Bóg na człowieka nie w tym życiu, lecz dopiero po śmierci, gdy nie ma już ani skruchy, ani jakiejkolwiek możliwości odkupienia grzechów dokonanych na ziemi.

Tak też Ojciec mój niebieski uczyni z wami, jeżeli z serca nie przebaczycie każdy swojemu bratu. Są to słowa zamykające przypowieść i w nich zawiera się jej główny sens. Nie ma w nich żadnej dwuznaczności i żadnego podtekstu. Tak jak my postępujemy ze swoim bratem, tak też Bóg postępuje z nami. Objawił am to Pan nas Jezus Chrystus, Który nie myli się i nie błądzi. W tym przypadku Chrystus nie mówi: Ojciec wasz, ale Ojciec mój niebieski. Chce bowiem podkreślić, że jeśli nie wybaczymy grzechów swoim braciom, to tracimy prawo do nazywania Boga swoim Ojcem. Chrystus też podkreśla, jak mianowicie należy przebaczyć – z serca. Człowiek-król także przebaczył zadłużonemu słudze z serca, powiedziano bowiem: ulitował się nad tym sługą – tzn. w sercu pana zrodziło się miłosierdzie. My zatem jeśli nie przebaczymy swojemu bratu, i jeśli nie przebaczymy z serca z miłością i miłosierdziem, Bóg, Stwórca i nas, i naszych braci postąpi z nami dokładnie tak samo, jak człowiek-król ze sługą o okrutnym sercu. To znaczy, że i my oddani zostaniemy katom, demonom, które będą wiecznie nas męczyć w królestwie ciemności, gdzie nieustanny płacz i zgrzytanie zębów. A gdyby miało to być nie tak, czy Pan nasz Jezus Chrystus byłby nam to opowiedział? A mówi On o tym nie tylko w tej przypowieści o okrutnym słudze, ale i w wielu innych przypadkach: Jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzą (Mt 7, 2). Czyż to nie ta sama nauka? I również pozbawiona dwuznaczności i podtekstu. A czyż Chrystus nie umieścił tego samego pouczenia w najważniejszej danej nam modlitwie, modlitwie Pańskiej: I odpuść nam nasze win, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom? Tymi strasznymi słowami, każdego dnia odmawiając Ojcze nasz, odnawiamy jak gdyby „nasz układ z Bogiem”, prosząc Go, aby postąpił z nami tak, jak my postępujemy ze swoimi bliźnimi; aby przebaczył nam tak, jak i my przebaczamy; aby okazał On nam tyle miłosierdzia, ie my okazujemy naszym dłużnikom. Z jaką łatwością nakładamy na Boga obowiązki – ale jaką przy ty odpowiedzialność bierzemy na siebie! Łatwo Bogu wybaczyć nam na tyle, na ile my wybaczamy innym; łatwo byłoby Mu darować każdemu z nas dług choćby i dziesięciu tysięcy talentów – o, gdybyśmy i my z taką Boską łatwością chcieli darować swemu bratu dług wysokości stu denarów! Uwierzcie, że choćby ogromny był dług człowieka wobec człowieka, grzechy brata wobec brata i towarzysza wobec towarzysza, nie stanowi on więcej niż sto denarów – w porównaniu z olbrzymim długiem każdego z nas wobec Boga. Wszyscy bez wyjątku jesteśmy wielkimi dłużnikami Bożymi. I kiedy przyjdzie nam do głowy by sądzić się z towarzyszem z powodu jego długów, powinniśmy przypomnieć sobie, że my sami bez porównania więcej winni jesteśmy Bogu, Który ciągle jeszcze czeka na nas, odkładając ciągle termin spłaty, ciągle czeka i przebacza. Ach, trzeba byśmy przypomnieli sobie: Jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzą! A oprócz tego, powinniśmy przypomnieć sobie ostatnie słowa Chrystusa, które wyrzekł On, umierając na Krzyżu: Ojcze, przebacz im. Ten, komu pozostało choć trochę niewypalonego sumienia, zawstydzi się, wspominając to, i osłabnie jego ręka, prześladująca małych jego dłużników.

Pośpieszmy, bracia, przebaczyć wszystkie grzechy i urazy, aby i Bóg przebaczył nam niezliczone nasze grzechy i winy. Pośpieszmy, dopóki śmierć nie zapuka do drzwi i nie powie: „Za późno!” Za drzwiami śmierci ani my nie będziemy mogli przebaczyć, ani nam nie będzie przebaczone. Chwała Bożemu miłosierdziu i Bożemu sądowi. Cześć i chwała Boskiemu Nauczycielowi i Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, z Ojcem i Duchem Świętym – Trójcy Jednoistotnej i Niepodzielnej, teraz i zawsze, po wszystkie czasy i na wieki wieków Amen

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.