Bóg chce, żeby człowiek poprawiał się z pomocą człowieka – Święty Starzec Paisjusz Hagioryta

b

Bóg chce, żeby człowiek poprawiał się z pomocą człowieka

Święty Starzec Paisjusz Hagioryta

  • Abba, kiedy spotykam się z jakimiś trudnościami i modlę się ot o, żeby zostały one przezwyciężone, jak mam pojąć, jaka jest wola Boża?

  • Woli Bożej nie można poznać w ten sposób. W takich trudnych przypadkach lepiej pytać innych. Nie proś Boga o wiadomość, jeśli możesz poradzić się człowieka. Przecież inaczej możesz popaść w zbłądzenie. Pewien człowiek przychodząc do świątyni, stawał przed ikonostasem i zaczynał mówić: „Przenajświętsza Bogarodzico, czy mogę wziąć pieniądze ze skrzyneczki na ofiary?” – „bierz” – odpowiadały mu własne myśli. „Dobrze, wobec tego wezmę”- odpowiadał swoim myślom i brał pieniądze. Kiedy zdarzyło się to kilka razy, jeden z członków rady parafialnej zauważył, że ze skrzyneczki na ofiary znikają pieniądze. „Co się dzieje? – zdziwił się. – Czyżby ktoś zabierał pieniądze?” Postanowił dowiedzieć się kto to robi. I cóż zobaczył? Wkrótce przyszedł ten człowiek i wszystko się powtórzyło: „Przenajświętsza Bogarodzico, czy mogę wziąć pieniądze ze skrzyneczki?… Dobrze, wobec tego wezmę”. W ten sposób członek rady parafialnej złapał go na miejscu przestępstwa.

    Zawsze, kiedy w pobliżu jest człowiek duchowy, trzeba pytać go o radę. Natomiast kiedy człowieka, którego można spytać, nie ma – na przykład znajdujesz się gdzieś na pustyni – ale żyje w tobie pragnienie posłuszeństwa, wtedy Dobry Bóg sam staje się twoim Starcem. Oświeca cię i poucza. Przypuśćmy, że nie możesz znaleźć człowieka, który potrafiłby ci wyjaśnić jakiś fragment Pisma Świętego. Ale w tym wypadku świeci cię Bóg i zrozumiesz ten fragment.

  • Abba, a jak można zrozumieć w czym leży przyczyna takiego czy innego zjawiska mojego życia duchowego – czy to pokusa złego, czy też winna jest moja własna niedbałość?

  • Trzeba pójść i spytać.

  • A więc człowiek nie może tego zrozumieć sam?

  • Nawet jeśli zrozumie nie może być pewien. Przecież nawet ktoś, kto ma doświadczenie, idzie i pyta innego. Jeżeli problem dotyczy mnie osobiście, to zawsze kogoś pytam. Jeśli mowa jest o czymś, co dotyczy mnie osobiście, to swoją własną decyzję – jakakolwiek mądra by się wydawała – uważam za wielką głupotę. Przy czym idę pytać nie tego człowieka, który wie z góry, jaka decyzja będzie mi się podobała, lecz tego, kto o tym nie wie. Spójrz, przecież nawet lekarz, żeby się upewnić, że w ciężkim przypadku postawił prawidłową diagnozę naradza się z innym lekarzem. Tym bardziej powinien radzić się jakiś student! Nawet jeśli człowiek jest w wysokim stopniu duchowym, nawet jeśli potrafi rozkładać na półeczkach dotyczące go problemy – nie może znaleźć spokoju wewnętrznego, ponieważ Bóg chce, ażeby człowiek otrzymał pomoc od innego człowieka i poprawiał się dzięki innemu człowiekowi. Dobry Bóg czyni tak po to, żeby człowiek się uczył. Człowiek powinien wyznawać swoje myśli i to co się z nim dzieje, swojemu spowiednikowi, radzić się go i nie rozstrzygać trudnych problemów samodzielnie. Nie powinien także próbować samemu przezwyciężać te trudności, które napotyka w swojej duchowej walce – przecież czyniąc tak, dokonuje eksperymentów na samym sobie, zły może go zmylić i stworzyć mu [nowe] problemy. Niektórzy ludzie posuwają się do tego, że sami nakładają na siebie epitemie. Takie rzeczy są bardzo niebezpieczne.

    Chrześcijanin, nie mający spowiednika, którego mógłby się poradzić, posuwają się swoją duchową drogą, błądzi, opada z sił, wlecze się w ogonie. Bardzo trudno jest takiemu człowiekowi osiągnąć postawiony cel. Jeżeli człowiek sam rozwiązuje swoje problemy, to jakkolwiek byłby mądry, pozostaje otumaniony, ponieważ postępuje z zarozumiałością i pychą. Natomiast ten, kto korzy się, idzie z ufnością i samozaparciem do swojego spowiednika i pyta go o zdanie, otrzymuje pomoc. Dzieje się tak dlatego, że w tym tym ostatnim przypadku Bóg bezwzględnie oświeca spowiednika i spowiednik daje człowiekowi właściwą odpowiedź. Na przykład jeśli przychodzi do mnie człowiek z wielką pobożnością, wierzący, że jestem święty – podczas gdy ja jestem jak pusta puszka – to zauważam, że doświadczam jakiejś wewnętrznej przemiany i czuję, że nie mówię od siebie. Stąd jest dla mnie jasne jak dwa razy dwa równa się cztery, że odwiedzający mnie człowiek przyszedł z pobożnym nastawieniem i Bóg, aby człowiek ten nie został potraktowany niesprawiedliwie, zsyła na mnie ten dobry stan. W podobnych przypadkach jeśli pytają cię o coś poważnego, Bóg oświeca cię i możesz powiedzieć człowiekowi o tym, co się stanie, jak się stanie i jak się powinien do tego odnieść.

Zmagania duchowe. Tom III.” Święty Starzec Paisjusz Hagioryta

1

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.