Prawdziwy związek ze spowiednikiem – Święty Starzec Paisjusz Hagioryta

b

Prawdziwy związek ze spowiednikiem

Święty Starzec Paisjusz Hagioryta

Człowiek duchowy, chcąc komuś pomóc stara się związać go nie samym sobą, lecz z Chrystusem. Jeżeli udaje mu się to zrobić, cieszy się, a ten, kogo związał z Chrystusem, trudzi się dla Niego. W tym przypadku jeden i drugi mają swoją nagrodę i wszystko toczy się właściwą drogą. Jeżeli jednak ten człowiek próbuje przynieść zadowolenie temu, kto stara się związać go z Chrystusem, jeżeli martwi się o to, na ile jego postępowanie zirytuje albo ucieszy jego przewodnika, ale nie myśli o tym, że ten postępek widzi Chrystus, to nie cieszy on tym ani człowieka, który mu pomaga, ani Chrystusa, a także sam nie odnosi korzyści, ponieważ nie przyjmuje boskiej pomocy. To znaczy, jego postępowanie nie tylko nie przynosi radości ani Chrystusowi, ani spowiednikowi, ale i on sam nie otrzymuje koniecznej pomocy. Przypuśćmy, że siostra śpiewa a chórze i myśli: „Ciekawe, jak ja śpiewam? Dobrze? Czy matka ihumenia będzie zadowolona?” No cóż, taka siostra nie odniesie żadnej korzyści. Jeśli natomiast śpiewa dla Chrystusa, to wszystko idzie tak, jak trzeba: i śpiewa będzie dobrze, i matka przełożona będzie zadowolona.

  • Abba, czy człowiek, który niewłaściwie rozumie to, co powiedział mu spowiednik jest winien ?

  • Widzisz: jeśli nie zrozumiał, ponieważ jego umysł był zaprzątnięty jakimś pragnieniem, to i tak jest winien. Niektórzy swoją własną wolę biorą za „wolę Bożą”. Na przykład człowiek pyta swojego spowiednika o problem, z którym się zetkną, ale przy tym ma już na myśli taki sposób jego rozwiązania jaki mu odpowiada. Spowiednik mówi temu człowiekowi, co należy zrobić, a on rozumie to, co usłyszał, w taki sposób, że spowiednik kazał mu postąpić właśnie tak, jak chciał on sam. Z radością robi po swojemu i myśli jeszcze przy tym, że okazuje posłuszeństwo. A jeśli spowiednik pyta go potem: „Dlaczego to zrobiłeś?” – odpowiada mu: „No, a czy nie kazałeś mi tak postąpić?”.

    Zdarza się zresztą, że trudno zrozumieć dosłownie to co mówi spowiednik. Czasami wypowiedziane przez spowiednika słowa mogą być tylko figurą retoryczną. Przytoczę przykład. Pewna czterdziestopięcioletnia nauczycielka, mająca dzieci, skłoniła do grzechu swojego szesnastoletniego ucznia. Chłopiec uciekł z domu i mieszkał ze swoją nauczycielką. Kiedy jego ojciec przyszedł do kaliwy i odsłonił mi swój ból, powiedziałem, żeby postąpił tak, jak każe mu jego spowiednik. Nieszczęsny poszedł do swojego spowiednika, ale potem znowu wrócił do mnie. Tego dnia, kiedy przyszedł, przyjmowałem u siebie przedstawicieli Patiarchatu Ekumenicznego i dlatego, widząc, że nie uda mi się znaleźć dla niego czasu, powiedziałem mu: „Zrób to co kazał ci spowiednik”. Ale ten człowiek nie odchodził. I chwała Bogu, że nie poszedł i mimo wszystko doczekał się spotkania ze mną. Kiedy udało mi się poświęcić mu chwilę, powiedział mi: „Abba, postanowiłem zabić tę kobietę, ponieważ tak mi kazał mój spowiednik” – „Poczekaj, przyjacielu – speszyłem się – co konkretnie powiedział ci spowiednik?” – „Powiedział mi: <<Tą kobietę zabić mało!>>” Rozumiecie? Spowiednik powiedział to nie dlatego, żeby ten człowiek rzeczywiście zabił tę kobietę. Po prostu wyraził tym swoje oburzenie. Po tym wypadku nikomu już nie mówię: „Zrób to, co każe ci twój spowiednik”, ale najpierw pytam każdego, co konkretnie kazał mu zrobić jego spowiednik…

  • Abba, czy człowiek, prosząc swojego spowiednika o pomoc, może mu równocześnie przedstawić jakieś swoje rozwiązanie problemu?

  • Wobec tego cóż to za prośba o pomoc? Co innego, jeżeli człowiek pokornie, jako myśl, przedstawia swojemu spowiednikowi to, co jak sądzi, może mu pomóc. To ma obowiązek zrobić. Ale zupełnie co innego, jeśli upiera się przy tym, że jego myśl jest słuszna. To właśnie jest ten przypadek, kiedy człowiek zostaje pozbawiony korzyści. To tak, jakby poszedł do lekarza i powiedział mu: „Przepisz mi takie a takie lekarstwo”. Ale chory powinien okazać lekarzowi posłuszeństwo, nie powinien podpowiadać lekarzowi, jakie lekarstwo ma mu przepisać. Przecież lekarstwo to nie jest „sprawa gustu”, jak potrawy i słodycze, o których człowiek może powiedzieć: „Ja chcę ciastko, albo piankę”. Lekarz przepisuje choremu lekarstwo w zależności od jego choroby.

    a

Zmagania duchowe. Tom III” Święty Starzec Paisjus Hagioryta

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.