Samolubność

a

Samolubność

Samolubność (φιλαυτια) przez wielu Ojców uważana jest za źródło wszelkich chorób duszy, matkę wszystkich namiętności, a przede wszystkim trzech namiętności rodzajowych, z których wyłoniły się pozostałe: obżarstwo, chciwość i żądza próżnej sławy. „Bezspornie to ona – pisze święty Maksym – rodzi szaleństwo trzech pierwszych i głównych myśli”.

Istnieje cnotliwa forma samolubstwa należąca do natury człowieka, którą poleca Chrystus w kontekście pierwszego przykazania: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” (Mt 19,19; 22,39; Łk 10,27), a polegającą na kochaniu siebie samego jako stworzenie na obraz Boży, a wobec tego kochania siebie w Bogu i kochania Boga w sobie. Samolubstwo – namiętność jest zdeprawowaniem tego cnotliwego samolubstw i polega, wręcz przeciwnie, na miłości własnej w pierwotnym i niezłagodzonym sensie tego słowa, to znaczy na egoistycznej myśli do siebie, miłości do upadłego „ja”, odwróconego od Boga i skierowanego ku światu sensualnemu, prowadzącego odtąd życie cielesne, a nie duchowe. Z tego ostatniego powodu samolubstwo jest na ogół określone jako miłość albo namiętność do ciała i „do jego namiętnych skłonności”. Przez ciało należy tu pojmować mniej samo złożenie somatyczne, jakim zostało ono stworzone na początku przez Boga, podległe duszy i uduchowione, którego wszystkie organy były skierowane ku Bogu, ale raczej ciało upadłe, któremu podporządkowuje się dusza i które staje się przez swe zmysły i członki głównym organem poznania i korzystania ze świata pojmowanego wyłącznie z sensualnego punktu widzenia, to znaczy niezależnie od Boga. Innymi słowy, ciało oznacza tutaj to, co Apostoł i tradycja nazywają na ogół ciałem-materią (σαρξ). Także święty Teodor Edessy definiuje samolubstwo jako „namiętne usposobienie” i jako zaspokojenie zachcianek cielesnych”. Święty Nicetas Stethatos pisze podobnie: ludzie psychiczni, „zdominowani przez samolubność (…) całą swą troskę skupiają na zdrowiu i przyjemności ciała”.

Święty Maksym w następujący sposób ten proces prowadzący człowieka od nieznania Boga do samolubstwa i od samolubstwa do namiętności: „To nieznanie (…) zupełnie oddaliło człowieka od boskiego poznania, by zapełnić jego egzystencję wyłącznie namiętnym poznaniem rzeczy sensualnych. Dobrowolnie wydany wyłącznie na pastwę uczuć zmysłów na wzór zwierząt pozbawionych rozumu, człowiek, oddalony od duchowego i boskiego piękna – znajduje, poprzez doświadczenie części zewnętrznej i cielesnej swej natury, stworzenie, które wywyższył zamiast Boga, ponieważ lepiej odpowiada ono potrzebom jego ciała. Ponieważ ciało jest tej samej natury co stworzenie wywyższone zamiast Stwórcy, człowiek otacza swoje własne ciało miłością i rozmaitymi zabiegami. Rzeczywiście można ubóstwiać stworzenie tylko troszcząc się o swoje własne ciało. (…) Skazany na niszczycielską niewolę u swego własnego ciała i uwięziony przez samolubstwo, człowiek pozwala nieustannie rozwinąć się w nim namiętnościom rozkoszy i cierpienia”.

Samolubstwo okazuje się fundamentalnie związane z przyjemnością. Jest ono dążeniem do przyjemności sensualnej, cielesnej, dążeniem, jak widzieliśmy, determinującym w procesie upadku człowieka, a związanym z nieznajomością Boga, która je ugruntowuje, a która też jest wzmacniana przez to pierwsze. Święty Maksym wyjaśnia: „Im bardziej człowiek skłaniał się ku rzeczom sensualnym, wyłącznie przez swe zmysły, tym bardziej przytłaczała go niewiedza Boga. Im bardziej zniewalany był przez niewiedzę Boga, tym bardziej oddawał się korzystaniu z rzeczy materialnych znanych z doświadczenia. Im bardziej nakłaniał tym korzystaniem, tym bardziej pobudzał swe samolubstwo, które było jego konsekwencją. Im bardziej kultywował samolubstwo, tym więcej wymyślał rozmaitych sposobów na osiągnięcie przyjemności – owocu i samolubstwa”. Popychając człowieka do nieustannego i wielokształtnego dążenia do przyjemności, samolubstwo jednocześnie skłania go do unikania bólu, który niezawodnie towarzyszy rozkoszy. Zdaniem świętego Maksyma wszystkie namiętności rodzą się w odpowiedzi na tę podwójną tendencję. Skoro ten ostatni punkt został wspomniany już wcześniej, poniżej przeanalizujemy już tylko inne patologiczne skutki samolubstwa, które święty Nicetas Stethatos uważa zarówno e względu na jej konsekwencje, jak i jej naturę za „niezmierzone zło”.

Ponieważ człowiek prawdziwie istnieje tylko w Bogu, kochając siebie niezależnie od Boga, nie może prawdziwie kochać sam siebie i tylko łudzi się myśląc, że siebie kocha. Święty Teofilakt Bułgarski pisze: „Samolubny jest ten, kto kocha tylko siebie samego, z czego wynika dlań fakt braku miłości nawet dla siebie”.

Samolub nie tylko siebie nie kocha, ale też, nieświadom tego, siebie nienawidzi. Jak mówi święty Maksym: „kocha on siebie wbrew siebie samemu”. W rzeczywistości negując Boga ze względu na wyłączną miłość do siebie, neguje sam siebie w swym zasadniczym jestestwie, wyrzeka się swego boskiego przeznaczenia i odcina się od źródła swego prawdziwego życia, popełniając jak to już zauważyliśmy, duchowe samobójstwo. „Jest naprawdę straszne – pisze święty Maksym, wspominając samolubność – z powodu miłości do rzeczy przemijających, dobrowolnie zabić życie, które otrzymaliśmy od Boga poprzez dar Ducha Świętego”. Tak więc człowiek przestaje praktykować cnoty (które odpowiadają jego orientacji ku Bogu), a otwiera drzwi dla namiętności, wyrządzając sobie największą krzywdę, jako, że wprowadzają one weń tyle wszelkiego rodzaju chorób, niepokojów, rozdarcia i cierpień. Żyjąc w samolubstwie i jej orszaku namiętności „ludzie – mówi święty Maksym – czczą samą przyczynę unicestwienia swej egzystencji i gonią, sami tego nie wiedząc, za przyczyną ich demoralizacji. (…) Ludzie, jak dzikie bestie, sami niszczą swą własną naturę”.

O, samolubności! Nienawidząca wszystkich!” – wołają Ewagriusz, święty Teodor z Edessy i święty Jan Damasceński: nienawidząca Boga, siebie samą, ale i swego bliźniego.

Miłość do Boga i do siebie samego w Bogu implikuje w człowieku miłość do swego bliźniego (por. 1 J 5,1), noszącego jak i on obraz Boży, jak on powołanego aby być synem Bożym przez usynowienie i bogiem przez łaskę. Każdy człowiek jest dlań bliźnim i bratem, w którym odnajduje on Boga i odnajduje siebie albo przynajmniej inny członek tego samego ciała, inna część jednej ludzkiej natury. Człowiek na skutek samolubstwa nie znający Boga, nie jest już w stanie prawdziwie kochać bliźniego, albowiem nie widzi już tego, na czym opiera si ta miłość, nie postrzega też transcendentalnej więzi łączącej ludzi między sobą i z nim. Ze względu na swą nieroumność (αλογια, to znaczy przez niepostrzeganie Logosu, zasady jedności tego, co odległe, a jednocześnie ze względu na oddzielenie od Niego), samolubność powoduje podział tego, co jest zjednoczone. W ten sposób samolubność leży u podstaw „tego podziału, który obecnie panuje w naturze”. Z jej powodu „ludzka natura rozpada się na tysiąc kawałków” – mówi święty Maksym Wyznawca., który pisze ponadto: „To samolubstwo oddaliło nas zdradliwie (…) od Boga i od innych (…) to ono rozczłonkowało jedną naturę na mnóstwo części”. Oddzielając się przez samolubność od innych, człowiek rozrywa swe własne członki. Otóż zauważa święty Jan Chryzostom, „rozrywanie swych własnych członków to czyn furiata i szaleńca”.

Nie postrzegając już w swym bliźnim tego, co stanowi jego głęboką rzeczywistość i przestając być z nim zjednoczony duchowo, samolub pozbawia się wszelkiego autentycznego z nim związku. Wtedy właśnie zostają ustanowione pomiędzy ludźmi stosunki powierzchowne albo panuje wzajemna nieznajomość, to znaczy wzajemna niewiedza, niewrażliwość wobec siebie nawzajem i brak prawdziwej łączności, już nawet w sytuacjach obiektywnej bliskości, jak na przykład w komórce rodzinnej. Dla samoluba inni ludzie przestają być bliskimi braćmi, którymi być powinni, jako, że wszyscy są synami tego samego Ojca i dzielą w Bogu tę samą naturę, a stają się obcymi (por. Kol 1,21), a co gorsza, rywalami i wrogami.

Ale też właśnie z tego powodu, że samolub dąży przede wszystkim do własnej przyjemności a pośrednictwem licznych namiętności, które rodzi samolubność, ta ostatnia przeciwstawia się miłości do bliźniego i skłania do nienawiści. Zamiast dążyć do pożytku i dobra drugiego, samolub dąży do potwierdzenia siebie i swojego interesu. Często bliźni staje się dlań już tylko zwykłym środkiem do osiągnięcia przyjemności, którą pragnie uzyskać i zostaje w ten sposób zredukowany do rangi przedmiotu.

Może też on być dla niego konkurentem, rywalem w autoafirmacji i dążeniu do przyjemności, a wobec tego kieruje przeciw niemu całą swą agresję. To samolubność, mówi święty Maksym, „przez umiłowanie przyjemności zmusza nas do zwrócenia przeciwko sobie nawzajem nasze siły gniewu, która stała się bezlitosna”. „Samolubność – zauważa jeszcze święty Maksym – spowodowało zezwierzęcenie najbardziej oswojonej z natur i jedną zasadniczo ludzkość rozczłonkowało na rozliczne i antagonistyczne albo – co gorsza – wzajemnie nieszczące się części”. Na tym polega omawiany wcześniej podział ludzkiej natury. Jak zauważa ten sam święty: „Samolubność ludzi (…) podburza ich przeciw sobie nawzajem, (…) skąd bierze się podział jedynej natury na wiele części”.

Tam gdzie jest miłość do Boga, „wszystkim we wszystkich jest Chrystus” (Kol 3,11) i „nie ma już Greka ni Żyda, obrzezanego i nieobrzezanego, nie ma barbarzyńcy ni Sycyty, niewolnika ani wolnego” (Kol 3), „mężczyzny ni kobiety” (Gal 3,28). Tam gdzie panuje samolubność, wręcz przeciwnie, widzi się tylko przeciwieństwa, podziały, rywalizacje, zawiść, zazdrość, niesnaski, wrogość, kłótnie, agresję, wszelkie objawy będące wynikiem jej namiętności, w równej mierze co stronienie od ludzi, niesprawiedliwość, wykorzystywanie jednych przez drugich, a nawet zabójstwa i wojny.

Samolubstwo jawi się zatem jako patologiczne na wielu poziomach i uważane jest przez Ojców, zarówno w swej naturze, jak i w skutkach, za oznakę oszalałego człowieka i samo jako takie uznawane jest za obłąkanie i głęboko niedorzeczne.

Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego” Jean-Claude Larchet

Dodaj komentarz