Pożądliwość

a

Pożądliwość

Namiętność pożądliwości (πορνεια) polega na patologicznym korzystaniu z życia płciowego.

Zanim rozważy się cokolwiek innego, należy sprecyzować, że korzystanie z życia płciowego nie leżało w ludzkiej naturze od samego początku, a pojawiło się w ludzkości dopiero jako konsekwencja grzechu naszych prarodziców. Dopiero wtedy gdy Adam i Ewa odwrócili się od Boga, zapragnęli siebie nawzajem i połączyli się seksualnie, jak uczą Ojcowie opierając się na wskazówkach Pisma Świętego (por. Rdz 3,16; 4,1). I tak święty Jan Damasceński precyzuje: „Dziewictwo jest stanem pierwotnym i wrodzonym w naturze ludzi. W raju dziewictwo było stanem normalnym. Kiedy przez grzech śmierć weszła w świat, dopiero wtedy Adam poznał swoją żonę, a ona poczęła”. Święty Jan Chryzostom naucza podobnie: „Dopiero po okazaniu nieposłuszeństwa i wygnaniu Adama i Ewy obcowali ze sobą. Wcześniej żyli jak aniołowie. (…) Zatem, w kolejności chronologicznej, dziewictwo dzierży palmę pierwszeństwa.”

W stanie ludzkości, wynikłym z pierworodnego upadku, dziewictwo pozostaje normą doskonałości. Wszelako, ponieważ umożliwia ono podtrzymanie ciągłości ludzkości w jej nowym, obecnym stanie, z którego to powodu jest błogosławione przez Boga (por. Rdz 9,7), wykorzystanie życia płciowego w kontekście małżeństwa nie jest w żaden sposób godne potępienia. W ślad za Chrystusem, który swą obecnością błogosławił wesele w Kanie, jak też za nauką Apostoła (Hbr 13,4; 1 Kor 7,28), uznając całkowitą prawidłowość i głosząc nawet jego wartość, Ojcowie uważają, że jest ono powołane do uświęcenia podobnie jak wszystkie pozostałe funkcje ludzkiej egzystencji.

W kontekście małżeństwa namiętność pożądliwości nie polega więc na korzystaniu z funkcji płciowej, ale na jej zdeprawowanym, nadmiernym używaniu. Pojęcie nadużycia, które często napotykamy w nauce Ojców, nie ma znaczenia ilościowego, ale jakościowe. Oznacza ono tutaj, jak i gdzie indziej, złe wykorzystanie rozważanej funkcji, deprawację, używanie przeciwne jej naturalnemu celowi, a przez to przeciwne naturze i anormalne, innymi słowy patologiczne. Tak właśnie wyraża to dokładniej święty Maksym, wypowiadając się na temat tej i innej namiętności: „Nic z tego, co istnieje, nie jest złe, a tylko złe wykorzystanie (παραχρησις) na skutek niedbalstwa naszego ducha, by się rozwinąć zgodnie z naturą.” Święty Izaak Syryjczyk, wspominając o namiętności pożądliwości, rozwija podobną perspektywę, a w związku z tym podkreśla odpowiedzialność człowieka za kontrolowanie swych działań naturalnych: „Kiedy człowiek poruszony jest przez żądzę, (…) to nie naturalna siła zmusza go do wykroczenia poza granice natury i oddalenia się od swej powinności. Tym, co powoduje jego wykroczenie, jest to, co dodajemy do natury, aby zaspokoić naszą wolę. Albowiem Bóg wszystko, co stworzył, uczynił to w pięknie i w miarę. Jeśli właściwie przestrzegamy miary, która została nam przydzielona w rzeczach, które nosimy z natury, ruchy naturalne nie mogą nas zmusić do zejścia z właściwej drogi. Ciało działa tak naprawdę w dobrym porządku.”.

Do nadużycia- albo dokładniej do złego wykorzystania – dochodzi wtedy, kiedy człowiek posługuje się życiem seksualnym mając na względzie wyłącznie rozkosz, która się z tym wiąże, kiedy czyni z przyjemności cel swej aktywności w tej dziedzinie. Taki cel jest perwersyjny i patologiczny z kilku powodów.

Przede wszystkim neguje on jeden z głównych celów funkcji życia płciowego, ten najbardziej oczywisty i wpisany w samą jego naturę: prokreację. I tak święty Maksym zauważa, że na ogół „przywara (κακια) polega na mylnym osądzie dotyczącym wyobrażeń, z którego wynika złe wykorzystanie rzeczy” i że na przykład, „jeśli chodzi o stosunki z kobietami, regułą osądu jest, by były one skierowane ku prokreacji. Jeśli więc dąży się do rozkoszy, źle się formuje osąd, przedstawiając jako dobro coś, co nim nie jest i – co jest tego nieodzowną konsekwencją – nadużywa się kobiety jednocząc się z nią”.

Jednakże ten cel, bez względu na jego istotność, nie jest ani jedynym, ani najważniejszym. W rodzaju ludzkim prokreacja może się jawić bardziej jako naturalny rezultat połączenia płciowego niż jako sam jego cel. Połączenie seksualne jest przede wszystkim jednym ze sposobów zjednoczenia mężczyzny i kobiety, jest sposobem zamanifestowania ich wzajemnej miłości, przekłada tę miłość na pewną płaszczyznę ciała. To miłość stanowi pierwszy cel połączenia płciowego, podobnie jak liczne korzyści duchowe, które człowiek może z niej czerpać w ramach małżeństwa w połączeniu z innymi modusami jedności małżeńskiej. Należy jednak sprecyzować, że miłość małżeńska jest widziana, z perspektywy chrześcijańskiej, jako jedność dwóch osób – to znaczy istot pojmowanych z jednej strony w ich integralności, zaś z drugiej w ich naturze duchowej – w Chrystusie i z myślą o Królestwie, jedność w swej naturze i celu przypieczętowała łaską Ducha, udzieloną poprzez sakrament małżeństwa. Koncepcja ta podporządkowuje połączenie płciowe, podobnie jak wszystkie inne sposoby połączenia małżonków, duchowemu wymiarowi ich jestestwa i miłości. Połączenie płciowe powinno więc zostać ontologicznie poprzedzone jednością duchową, która nadaje mu swój sens i wartość, i tylko z tego tytułu może być uznany jego cel, jak też cel natury istot, między którymi ustanawia stosunek.

Połączenie seksualne przezywane niezależnie od swego kontekstu duchowego i dokonywane tylko z myślą o sensualnej rokoszy, której dostarcza, nieuchronnie kaleczy człowieka, deprawując głęboko normalny porządek jego stosunku do Boga, do niego samego i do jego bliźniego.

  1. Wyłączne pragnienie rokoszy seksualnej, które charakteryzuje pożądliwość, mobilizuje siłę pożądliwą człowieka i odwraca ją od Boga, który powinien stosować jej cel zasadniczy. Zmroczony rozkoszą seksualną, której dostarcza mu namiętność, człowiek pozbawia się duchowej rozkoszy najwyższych dóbr Królestwa. Pożądliwość, tak jak i wszystkie inne namiętności, dokonuje, co widać, obalenie wartości na najwyższym poziomie. Odsuwa Boga na drugi plan, zapomina Go i neguje, na Jego miejsce ustanawiając rozkosz sensualną. I w w ogóle powoduje ona przesunięcie w egzystencji namiętnego ciała ponad ducha. „Żądza – pisze święty Maksym – czyni istoty, będące na wzór jednej Przyczyny i Natury, jedynymi pożądanymi, (…) bardziej pożądanymi niż ona sama. Przez to czyni ona ciało bardziej godnym uwagi niż duch i korzystanie z widzialnego przyjemniejszym od chwały i blasku ducha”.

    Życie płciowe, jaki wszystkie pozostałe sposoby zjednoczenia wykorzystywane w sposób normalny, uświęcony przez sakrament małżeństwa, scalone i przeobrażone duchowo miłością małżonków e Bogu, oznacza przezroczystość wobec Boga i realizuje na swojej płaszczyźnie i analogicznie połączenie Chrystusa i Kościoła(por. Ef 5,20-32), prowadząc w ten sposób do znaczenia mistycznego (por. Ef 5,32). W przypadku pożądliwości jest akurat odwrotnie, jako że staje się ona dla człowieka przeszkodą w spotkaniu z Bogiem. Przestaje ona być wyrazem pewnego poziomu miłości zakorzenionej w Duchu, a zatem, na swój sposób przestaje być aktem duchowym, ponieważ uduchowionym, by stać się aktem czysto cielesnym, skupionym na samym sobie, nieprzeniknionym wobec wszystkiego, co transcendentne. Rozkosz praktykowana jako cel sam w sobie staje się dla człowieka absolutem, który wyklucza Boga i zajmuje Jego miejsce. Przez pożądliwość człowiek czyni siebie bożka lubieżności.

  2. W efekcie człowiek nie widzi centrum swego jestestwa w obrazie Boga, którego jest nosicielem, ale w swych funkcjach płciowych. W pewnym sensie redukuje siebie do nich, dokładnie tak jak człowiek owładnięty namiętnością obżarstwa redukuje siebie, jak to widzieliśmy, do swych funkcji smakowych i trawiennych. Człowiek zostaje w ten sposób przesunięty i żyje na zewnątrz siebie samego; jest on wyobcowany. Funkcja płciowa nie będąc, jak powinno to mieć miejsce, podporządkowana miłości duchowej, zajmuje w człowieku miejsce przesadne, a nawet wyłączne, i podstawia w miejsce miłości prymitywne i instynktowne pożądanie.

    Człowiek zatem, jak zauważa święty Bazyli z Ancyry, ciągnie swoją duszę za ciałem: „Ciała, w poszukiwaniu rozkoszy, zajęte swoją sprawą, łączą duszę, w nich będące, aby oddać je na usługi namiętności, która je pobudza, a dusze w ten sposób powalają się prowadzić przywarom ciała”.

    Porządek mocy ludzkich zostaje zatem naruszony i pojawia się głęboka dysproporcja w jestestwie, jako że rozum, wola i uczuciowość przestają służyć duchowi, być przezeń kształtowane i kierowane, a zaczynają służyć seksualnemu pożądaniu w jego dążeniu do rokoszy. Człowiek kierowany instynktem upodobania się do zwierzęcia.

    a

    Z powodu pożądliwości wiele funkcji cielesnych okazuje się być odwróconymi od ich normalnego celu, a stają się narzędziami przyjemności sensualnej. Zmysł wzroku, który odgrywa w realizowaniu tej namiętności rolę zasadniczą, stanowi pod tym względem szczególnie pouczający przykład. Święty Jan Kasjan trafnie ukazuje, jak patologiczny charakter w tym przypadku wynika z korzystania przeciwnego naturze, z deprawacji używania zdolności perceptywnej: „Chore i uszkodzone strzałą pożądania seksualnego jest serce, które spogląda z pożądaniem, wypaczając dar wzroku dany przez jego Stwórcę, zmuszając go do służenia jego złym uczynkom.”

    Można by powiedzieć, że ciało w swym całokształcie okazuje się odsunięte od swego naturalnego celu pod działaniem pożądliwości. Ciało człowieka, przypomnijmy, jest powołane, podobnie jak i dusza i wraz z nią, do zjednoczenia się z Bogiem przez cnotę i zostania uświęconym, przebóstwionym wsławionym i jeszcze w tym świecie manifestowania chwały Boga i początku Królestwa dzięki przeobrażającej obecności Ducha w nim. „Czyż nie wiecie – mówi święty Paweł – że ciała wasze są świątynią Ducha Świętego, który w was przebywa? Otrzymaliście Go od Boga. Niech więc ciała wasze chwalą Boga!” (1 Kor 6,19-20)

    Jasne jest zgodne z nauką Apostoła, że naturalnym, normalnym celem ciała jest być poświęconym Bogu, wychwalać Boga i być duchonośnym, zupełnie jak dusza, z którą jest złączony. Twierdząc zaś z drugiej strony, że „ciało nie jest dla rozpusty” (1Kor 6,13), święty Paweł objawia wyraźnie, że człowiek czyni zeń użytek przeciwny naturze i anormalny, kiedy oddaje się tej namiętności. Redukując ciało do bycia narzędziem rozkoszy sensualnej, człowiek wypiera się swego wymiaru duchowego i przeznaczenia transcendentnego, gardzi obrazem Bożym, na który sam został uczyniony, a w ten sposób „zapomina o ludzkiej naturze”. Profanuje on to, co z natury jest święte i bogopodobne, „profanuje świątynię Bożą”, czyni ze świątyni Ducha Świętego, a z miejsca modlitwy jaskinię zbójców, przemienia ją w prostytutkę (por. 1 Kor 6,15), to, co wraz duszą powołane jest być poślubionym Chrystusowi ignoruje wolę Bożą w zakresie używania swojego ciała (por. 1 Tes 4,3-7), tak więc „grzeszy przeciw własnemu ciału” (1 Kor 6,18) i odrzuca samego Boga” (1 Tes 4,8).

    Ponieważ doprowadza ona człowieka do wyrzeczenia się własnej natury i odrzucenia Tego, który daje istnienie, sens i życie, pożądliwość może być używana za źródło śmieci dla całego jestestwa.

    Poprzednie rozważania na temat ciała nie powinny jednak doprowadzić nas do zapomnienia, że nie zawsze bierze ono udział w namiętności pożądliwości, czy też że najczęściej jego udział jest drugoplanowy. „Pożądanie, choć za pośrednictwem ciała powstaje, nie jest pochodzenia cielesnego” – zauważa Klemens Aleksandryjski. Najczęściej ciało doprowadzone jest do zgrzeszenia przez pragnienie, które rodzi się w sercu (Mk 7,21) i rozwija się aż do implikowania przejścia do aktu fizycznego. „Żądza serca” jawi się jako już zawierająca w zalążku całą namiętność, a nawet już jako już wyrażająca ja w pełni (por. Mt 5,28). A jeśli prawdą jest, że w niektórych przypadkach pożądanie może zostać wzbudzone w duszy przez impulsy cielesne, można sądzić, że to znowu dusza zachowuje inicjatywę, jako że posiada ona władzę akceptowania, aby te impulsy się rozwinęły, jako że posiada ona władzę akceptowania, aby te impulsy się rozwinęły albo, wręcz przeciwnie, odmówić wprowadzania ich w życie. W każdym bądź razie należy podkreślić, że namiętność pożądliwości może być praktykowana w myśli, przez rozkoszowanie się wyobrażeniami, a dokładniej obrazami. „Podobnie – pisze święty Maksym – jak ciało ma dla świata rzeczy, tak też duch ma dla świata myśli. I jak ciało popełnia grzech nierządu z ciałem kobiety, duch grzeszy z wyobrażeniami, które sobie tworzy, kobiety i swego własnego ciała. Albowiem w wyobraźni widzi on obraz własnego ciała połączonego z obrazem ciała kobiety. (…) Działaniu, które ciało konkretnie dokonuje w świecie rzeczy, odpowiada działanie ducha w świecie wyobrażeń”. Skoro te wyobrażenia nie są tworzone przez zmysły lub pamięć, mogą obie być fabrykowane przez wyobraźnię pod wpływem pożądania. Może to doprowadzić, ze względu na siłę szczególnie intensywnego pożądania, ale też przez bezpośrednią inspirację demonów, do prawdziwych halucynacji. Demon pożądliwości, zauważa Ewgariusz, skłania duszę do „mówienia różnych słów i słuchania ich w odpowiedzi, tak jakby obiekt [pożądania] był widoczny i obecny”. Pożądliwość zatem powoduje, że ten, w którym ona mieszka, żyje w świetle duchów i wytworów fantazji, pogrąża się w nierealnym świecie, oddaje go na pastwę majaczenia i demonicznych sił.

    Miłość jest otworzeniem się na drugą osobę i dobrowolnym oddaniem samego siebie. Każda z dwóch osób które ona łączy oddaje się drugiej i otrzymuje w zamian. W tej komunii każdy na tyle się wzbogaca i rozwija w każdym zakresie swego jestestwa i ą do boskiej nieskończoności, na ile, jak być powinno, miłość żywi się łaską i ma swój ostateczny cel w Królestwie. Pożądliwość, na odwrót, jest stosunkiem samolubnym, objawia egoistyczną miłość do samego siebie. Skupia na sobie samym tego, kogo posiada i zupełnie zamyka go wobec drugiego. Uniemożliwia ona wszelką wymianę, ponieważ pod jej wpływem osoba ogarnięta namiętnością troszczy się tylko o własny interes, nie daje nic innemu i chce wyłącznie otrzymywać od niego, ale tylko to, co odpowiada jego namiętnemu pożądaniu. To, co uzyskuje, uważa bardziej za spełnienie swego własnego pragnienia niż za dar drugiej osoby. Pochłonięty namiętnością sam sobie daje drugą osobę. Ten drugi jest dla niego tylko zwykłym pośrednikiem pomiędzy sobą i nim samym. Pożądliwość zatem więzi człowieka w jego „ja”, a dokładniej i bardziej restrykcyjni w odosobnionym i zamkniętym świecie własnej cielesnej seksualności, instynktów i fantazmatów, a zamyka go całkowicie na nieskończony świat miłości i ducha.

  3. Skoro pożądliwość jest rozkoszowaniem się wyobrażonym obrazem drugiej osoby, to osoba ta nie istnieje jako osoba albo jako bliźni, ale jako urojony przedmiot, wytworzony przez projekcję pragnień osoby owładniętej namiętnością. Takie widzenie drugiego nie może nie mieć żadnych konsekwencji dla sposobu, w jaki osoba ogarnięta namiętnością będzie postrzegać rzeczywistość, istoty konkretne, które odpowiadają jego namiętnością. Nieuchronnie dojdzie do superpozycji wyobrażonego na realne, przez co widzenie tego ostatniego ostanie zmodyfikowane przez to pierwsze.

    Ale widzenie drugiego w rzeczywistości nie zostaje wypaczone przy pomocy wyobrażonego, które by je poprzedziło. Kiedy namiętność realizowana jest w bezpośrednim stosunku do osoby konkretnej i obecnej, powoduje ona redukcję tej ostatniej. W pożądliwości drugi nie jest rozumiany jako osoba, nie jest pojmowany w jego wymiarze duchowym, w jego fundamentalnej rzeczywistości jako stworzenie na obraz Boży. Zostaje on zredukowany do tego, co w jego wyglądzie zewnętrzności mogłoby odpowiadać pragnieniu rozkoszy osoby owładniętej namiętnością. Staje się on dla niego zwykłym narzędziem przyjemności, przedmiotem. W niektórych przypadkach negowany jest nawet jego wewnętrzny charakter, podobnie jak i cały wymiar jego jestestwa przewyższający poziom seksualny, a  zwłaszcza sumienie, wyższa uczuciowość i wola. Z drugiej strony, owładnięty namiętnością ignoruje wolność drugiego, jako że troszczy się tylko o zaspokojenie własnego pożądania, które najczęściej jawi mu się jako absolutna konieczność, lekceważąca pragnienie drugiej osoby. W wyniku tego ten drugi nie jest uznany ani szanowany w swej odmienności, ani w unikalnym charakterze jego osobistej rzeczywistości, które to mogą się objawić tylko w wyrażeniu jego wolności i przejawie wyższej sfery jego jestestwa, albowiem zredukowane przez pożądliwość do rozmiaru rodzajowego i zwierzęcego cielesnej seksualności, ludzkie istoty stają się, praktycznie rzecz biorąc, wymienne jako przedmioty.

    Widać zatem, ze pod wpływem pożądliwości człowiek widzi bliźniego takim, jakim ten nie jest i nie widzi go takim, jakim on jest. Innymi słowy, pozyskuje on widzenie urojone tych, których jego namiętność każe mu spotykać. Stąd wszystkie jego stosunki nim stają się zupełnie zdeprawowane.

    Patologiczny i chorobotwórczy charakter pożądliwości ukazuje się nam wystarczająco wyraźnie na różnych poziomach, abyśmy dobrze zrozumieli, że Ojcowie określają ją chorobą i widzą w niej formę szaleństwa.

    a

    Żądza jest chorobą” (επιθυμια νοσος εστι ψιχης) – pisze święty Bazyli, przypominając zwłaszcza tę, która działa w tej namiętności. „Jest chore i zranione przez namiętność serca, które spogląda z pożądliwością” – mówi święty Jan Kasjan, który w innym miejscu nazywa tę samą namiętność „zgubną chorobą” alb po prostu „chorobą” i mówi o duchu doprowadzonym do choroby jej atakami. Aby określić tę namiętność, święty Grzegorz z Nyssy mówi o „chorobie przyjemności (νοσος της ηδονης)”. Święty Jan Chryzostom, który jak święty Jan Kasjan, nazywa ją „chorobą zgubną”, mówi z drugiej strony: „jest pożądliwość o wiele gorszą niż zapalenie oka; jest to choroba nie oczu ciała, ale oczu duszy”.

    Jeszcze częściej pożądliwość uważana jest za formę szaleństwa. Święty Bazyli widzi w objawach tej choroby „dzieła duszy frenetycznej i zbłąkanej”, zaś święty Jan Klimak pisze: „Ten, który został nią dotknięty (…), wydaje się, że stracił rozum i jest jakby na zewnątrz siebie, staje pijany pożądaniem stworzeń”. Ten sam mówi jeszcze: „Demon rozpusty ograbia przewodzący umysł i nakłania oraz powoduje, że przy ludziach czynimy to, co robią jedynie oszołomieni”. Święty Jan Chryzostom dokłada starań, aby wykazać, jak ta namiętność wprowadza w błąd rozum człowieka, zaciemnia, podnieca, dewastuje i dręczy jego duszę: „Tak jak chmury i mgła spowijają oczy ciała, tak też, kiedy nieczysta namiętność zawładnie duszą, zabiera jej zdolność przewidywania, nie pozwala jej nic obaczyć poza obecnym przedmiotem; (…) ale tyranizowany przez te pokusy dusza łatwo zostaje podporządkowana grzechowi; (…) ma już tylko jeden przedmiot przed oczami, w duchu, w myśli. (…) I jak ślepi, stojąc pod gołym niebem i w południe, nie przyjmują już światła słonecznego, ponieważ ich oczy są zamknięte, tak też nieszczęśni, wydani na pastwę tej choroby, zamykają swe uszy na liczne zbawienne nauki, które rozbrzmiewają wokół nich”. Ten sam święty w innym miejscu określa lubieżność, która jest celem pożądliwości, jako „matkę szaleństwa”.

    Pouczenia patrystyczne dotyczące pożądliwości uwydatniają, jak można to już było zauważyć z przedstawionych powyżej fragmentów, trzy zasadnicze patologiczne skutki tej namiętności”

    1. Wzburzenie i podniecenie duszy, które towarzyszą jej praktykowaniu od narodzenia się pożądania, aż do jego zaspokojenia.

    2. Zaniepokojenie, które towarzyszy namiętności od samego początku, w poszukiwaniu jej obiektu i w wypracowaniu środków, które pozwolą go osiągnąć. (wraz ze wszystkim, co to implikuje, a zwłaszcza niepewność, niespokojne oczekiwanie tegoż albo strach rozminięcia się z nim). Niepokój również, który towarzyszy zaspokojeniu pożądania. Przyjemność znika niemal tak szybko jak się pojawiła i pozostawia w duszy gorycz tym większą, że człowiek uczynił z niej absolut i oczekiwał jej całkowitego i zupełnego zaspokojenia. Ogarnięty namiętnością, czuje się wobec tego sfrustrowany, czemu towarzyszy obawa, a czasami nawet trwoga. Pod wpływem namiętności wierzy on, że ponawiając rozkosz będzie w stanie zaradzić temu stanowi cierpienia. I tak pożądanie, zaledwie zaspokojone, odradza się ponownie ze swą cząstką niepokojów. Ten niepokój jest tym większy, że praktykowanie namiętności utrzymuje i wzmacnia siłę pożądania, które ją wyraża, jednocześnie zwiększając wagę przywiązywaną do rozkoszy, co czyni jeszcze bardziej bolesnymi, z jednej strony trudności nieuchronnie napotykane przy ponawianiu zaspakajania pożądania tyle razy, ile wymaga tego namiętność, a z drugiej strony rozczarowanie, które wynika z rozdźwięku pomiędzy tym, czego owładnięty namiętnością oczekuje od rozkoszy i tym, co ona mu rzeczywiście daje.

    3. Zamroczenie ducha, rozumu, sumienia i utrata rozsądku.

    W wyniku tej namiętności, poza tymi trzema zasadniczymi skutkami, duch staje się otępiały, a dusza ociężała. Wobec owładniętej nią osoby stosuje ona prawdziwą tyranię, bardziej niż wszelkie inne namiętności, z powodu swej nadzwyczajnej mocy. „Wśród wielu występków ogarniających ludzkie serce, żaden grzech nie ma tak wielkiej siły, by mógł się równać z szaleństwem lubieżności” – pisze święty Grzegorz z Nyssy. Z tego powodu jest ona „wrogiem trudnym do pokonania i odparcia”, ale również z powodu zadziwiającej szybkości działania demona, który ją inspiruje.

    Podobnie jak wszystkie pozostałe namiętności, jest ona niszczycielką cnót. Współzależnie rodzi ona w duszy wszelkie rodzaje postaw zdeprawowanych, a zwłaszcza brak bojaźni Bożej, wstręt do modlitwy, samolubstwo, niewrażliwość, przywiązanie do tego świata, rozpacz.

    Na koniec zauważmy, że namiętność pożądliwości w swym narodzeniu, trwaniu i rozwoju faworyzowana jest głównie przez trzy rodzaje namiętności zachowania: pychę i żądzę próżnej sławy, osądzanie bliźniego, obfitość jedzenia i snu.

Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego.” Jean-Claude Larchet

Dodaj komentarz