Leczenie żądzy próżnej sławy

a

Leczenie żądzy próżnej sławy

Opisując żądzę próżnej sławy, zauważyliśmy, że jest ona namiętnością szczególnie subtelną, trudną do rozpoznania, zdolną przybrać wiele postaci i zaatakować człowieka z różnych stron, a którą święty Jan Klimak uważa za „najtrudniejszą i najniebezpieczniejszą ze wszystkich pułapek”.

Leczenie tej duchowej choroby okazuje się więc od razu szczególnie delikatne, tym bardziej, że żywi się ona tym właśnie, co się robi, aby ją zwalczyć i zostaje wzmocniona swoją porażką, jak to wyjaśnia święty Jan Kasjan: „Wszystkie przywary marnieją, skoro tylko zostaną opanowane, a kiedy zostaną zwyciężone, słabną z każdym dniem. (…) Żądza próżnej sławy, skoro się ją pokona, podnosi się, by walczyć ostrzej i kiedy wierzy się, że została ona osłabiona, w swym zabiciu znajdzie ona przyrost sił. Inne przywary atakują na ogół tych, których już pokonały; ale ta gwałtownie prześladuje swoich zwycięzców i im energetyczniej się ją druzgocze, tym bardziej korzysta on dumy swego zwycięzcy, aby zaatakować go jeszcze gwałtowniej”. I tak „żądza próżnej sławy (…) okrutniej wywodzi w pole tych, którzy się tego nie spodziewają i nie mają się na baczności”.

Kto podejmuje się leczenia żądzy próżnej sławy, będzie więc musiał dowieść od początku a do samego końca wielkiej duchowej rozwagi i ciągłej czujności.

Szczegółowe poznanie tej namiętności, jej licznych twarzy, wybiegów i sideł, ale także środków pozwalających udaremnić jej podstępki, jak i leczenia. Ojcowie uważają za konieczne udostępnienie go tym, którzy przybywają, by się u nich nauczyć, jak podkreśla to święty Jan Kasjan: „Podobnie jak najbardziej doświadczeni spośród lekarzy nie zadawalają się na ogół wyleczeniem obecnych chorób, ale w swym mądrym doświadczeniu wychodzą naprzeciw przyszłym chorobom i je uprzedzają dzięki zbawiennym zaleceniom i lekarstwom, tak samo ci prawdziwi lekarze dusz, niszcząc zawczasu w duchowej rozmowie – jak dzięki niebieskiemu antidotum – choroby serca, zanim się jeszcze pojawią, i nie dopuszczają, aby rozwinęły się one w duchu młodych, ukazują im również przyczynę namiętności, które im grożą, i lekarstwa, które dają im zdrowie.”. „Podczas gdy [lekarze dusz] przedstawiają złudzenia wszystkich namiętności – typowych dla początkujących i typowych dla gorliwych – młodzi uczą się tajników ich zwalczania, które widzą jak w zwierciadle, uczą się przyczyn i lekarstw na przywary, którymi zostali poruszeni i wiedzą też, zanim się one zrealizują, jak należy się uzbroić przed przyszłymi walkami i stawiać im czoła jak bojownicy.”

Człowiek zostanie pobudzony do zwalczania tej namiętności, jeśli uświadomi sobie ryzyko, na jakie go ona naraża, a mianowicie całkowitą utratę korzyści z trudów, jakie dotąd znosił, jak i wszelkich cnót, które mógłby zdobyć i okazanie się ostatecznie samemu unicestwionym, zgodnie ze słowami Psalmisty: „Bóg rozsypał kości tych, który się ludziom podobają” (Ps 52,6). Tak oto przyczyniają się do walki rozmyślanie i strach przed Bożym sądem obecnym i przyszłym, sądem który nam wyjawia szczególnie to słowo Chrystusa: „Kto się wywyższa, będzie poniżony” (Łk 14, 11).

Ponieważ żądza próżnej sławy jest dążeniem do sławy ludzkiej, światowej, ziemskiej, człowiek pragnący pokonać powinien uznać próżność takiej chwały, uświadamiając sobie niestałość jej postaw i nicość celów, do których ona dąży, jak to wielokrotnie podkreślają Ojcowie. Śmierć wyjawia pełną miarę próżności i nicości rzeczy ludzkich, które żądza próżnej sławy uważa za swój przedmiot, a jednocześnie stanowi ona decydujący moment oznajmienia człowiekowi Boskiego sądu. Dlatego „pamięć o śmierci” również jest skuteczną bronią przeciwko tej namiętności.

Ponieważ żądza próżnej sławy jest poszukiwaniem poważania, renomy, zaszczytu, należy wyrzec się wszystkiego, co może stanowić jej źródło lub do niego okazję. Trzeba unikać osoby najwyraźniej przez nią opanowanych i stanowiących szkodliwy przykład. Trzeba odrzucić od siebie wszelką funkcję uważaną przez ludi za zaszczytną, zwłaszcza z powodu władzy albo prestiżu, który ona daje, odrzucić wszelkie wyróżnienie, które mogłoby przyciągać podziw lub pochwały. Ponieważ żądza próżnej sławy jest pragnieniem bycia zauważonym, jak i w naszych uczynkach i zachowaniu. Kto pragnie zostać wybawionym od żądzy próżnej sławy, powinien akurat robić wszystko, aby stać się albo pozostać nieznanym przez ludzi. Wybór niskiej pozycji społecznej, jak również dążenie do samotności także mogą się do tego przyczynić.

Widzieliśmy, że żądza próżnej sławy polega na wywyższaniu się nie tylko z powodu „ dóbr” świeckich, ale też z powodu dóbr duchowych, na chwaleniu się przed innymi, albo przed samym sobą swoją ascezą i cnotami. Jest to najbardziej subtelna forma namiętności, ale te najbardziej niebezpieczna, która nie przestaje czyhać na osobę duchową. Powinno się ją zwalczać na kilka sposobów.

a

Innym ludiom, od których żądza próżnej sławy oczekuje podziwu i pochwał, nie należy pozwalać dostrzec niczego ze swojej ascezy czy też posiadanych cnót, ani wyjawiających je uczynków. W tym sensie święty Maksym pisze: „Żądza próżnej sławy zostaje zniesiona ukrytym działaniem”. A w innym miejscu notuje on podobnie: „Ciężka jest walka przeciwko żądzy próżnej sławy. Można się od niej uwolnić dzięki ukrytemu praktykowaniu cnót (…)”. Należy czuwać, kontrolując starannie swoje zachowanie i słowa, nie pozwalać, by uwidoczniło się cokolwiek z własnego stanu wewnętrznego, niczego nie wyjawiać ze swego życia duchowego. Tak właśnie radzi święty Jan Klimak: „Bądź gorliwy w swej duszy, niczego przy tym nie wyjawiając w swoim ciele, czy to twoim wyglądem zewnętrznym, czy to słowem czy to przez niedopowiedzenie”; „gdziekolwiek się udasz, ukryjesz swój sposób życia”. W innym miejscu pisze on: „Początkiem zwycięstwa nad żądzą próżnej sławy jest strzeżenie ust”. Implikuje to tym bardziej wyrzeczenie się uczenia innych, a nawet wygłoszenie słowa, jak podkreśla to święty Makary Wielki: „Kto jest proszony o przemówienie i kogo zmusza się do wygłoszenia słowa, powinien się z tego powodu smucić, unikać tego jak ognia i odrzucać myśli o tym, aby tego unikać i nie popadać w żądzę próżnej sławy z powodu swego słowa”. I przytacza on przykład Mojżesza, który proszony, przez samego Boga o wygłoszenie słowa do Izraela: „wymówił się mówiąc: <<Nie potrafię przemawiać>> (por. Wj4,10)”, Jeremiasz, który podobnie wymówił się twierdząc: „Jestem dzieckiem i nie potrafię tego zrobić” (por. Jr 1,6) i świętego Pawła, który pisał, nie czynię tego z własnej woli, to znaczy spełniam tylko powierzone mi czynności szafarza (1 Kor 9,17). W Apoftegmatach można znaleźć niezliczone przykłady Ojców, w ten sposób odmawiających mówienia albo odpowiadających na pytania przychodzących do nich dopiero po długim naleganiu.

a

Pragnący pokonać żądzę próżnej sławy powinien nie tylko ukrywać swoją ewentualną ascezę, cnoty i mądrości, ale też nie ukrywać przed innymi swoich wad, ale tylko pod warunkiem, że nie przyniesie im to szkody. Święty Jan Klimak radzi w tym kontekście: „Nie ukrywaj upokarzającego Cię grzechu pod pretekstem uniknięcia zgorszenia. Jednakże nie w każdym przypadku stosowne jest używane tego lekarstwa; to zależy od natury danego grzechu”. Ogólnie rzecz biorąc, i to jest fundamentalne lekarstwo przeciwko żądzy próżnej sławy, człowiek powinien zaakceptować bycie upokorzonym, a nawet dążyć do tego, czym może zasłużyć na pogardę. „Początkiem zwycięstwa nad żądzą próżnej sławy jest (…) umiłowanie upokorzeń” – pisze święty Jan Klimak. Także pewien Starzec radzi: jeśli diabeł „przychodzi wprowadzić cię w żądzę próżnej sławy, dokonaj czynu albo zachowuj się wobec ludzi w taki sposób aby tobą wzgardzili. Albowiem wiedz o tym dobrze, że szatan nigdy nie jest tak zmartwiony, jak kiedy człowiek pragnie upokorzenia i pogardy.” I Święty Jan Klimak pisze, że „Bóg cieszy się, widząc „jak biegniemy naprzeciw upokorzeniom, aby zdławić, uderzyć i unicestwić próżną opinię, jaką mamy o sobie”. Ten sam oznajmia, że niektóry ihumeni czy też ojcowie duchowi zmuszeni są upokorzyć tych, którzy nie czynią tego sami, aby wyleczyć ich z próżnej sławy: „Zauważywszy, że niektórzy lubią się wykazywać kiedy do monasteru przybywają osoby świeckie, lekarz obrzucał ich w obecności odwiedzających najcięższymi obelgami, a do tego dołączał najbardziej upokarzające prace”. Sam Bóg zresztą może wykorzystać upokorzenie w tym samym celu, jak pisze o tym jeszcze święty Jan Klimak: „Pan często doprowadza próżnych do braku próżnej chwały przy pomocy jakiegoś upokorzenia, które się im przydarza.”

Dlatego człowiek powinien widzieć w rozmaitych przydarzających mu się upokorzeniach (wzgardzie, obelgach itp.) opatrznościowe lekarstwa, a w tym, kto go zasmucił, zranił, okazał pogardę lub obraził – jakby lekarza, który wyjawił mu jego chorobę i dostarczył środków do wyleczenia żądzy próżnej sławy. I tak pewien Ojciec radzi: „Jeśli ktoś zachowuje wspomnienie o bracie, który go zasmucił, zranił lub obraził, powinien pamiętać o nim jako o lekarzu posłanym przez Chrystusa i uważać go za dobroczyńcę. Albowiem jeśli zasmucasz się w takich okolicznościach, to znaczy, że Twoja dusza jest chora. Doprawdy, gdyby twoja dusza nie była chora, nie cierpiałbyś. Powinieneś dziękować Twojemu bratu, ponieważ dzięki niemu znasz swoją chorobę, modlić się za niego i przyjmować to, co od niego pochodzi jako lekarstwa, które zostały ci posłane prze Pana. Jeśli wręcz przeciwnie, gniewasz się na niego, to tak jakbyś powiedział Jezusowi: << nie chcę przyjmować od Ciebie lekarstwa, wolę by gangrena zagnieździła się w moich ranach>>”. A dalej: „Jeśli chcesz zostać wyleczony ze swoich strasznych ran duszy, powinieneś znosić to, co ci narzuca lekarz. Wcale nie z przyjemnością chory znosi w swoim ciele amputację albo przyjmuje lekarstwo na przeczyszczenie. Zachowuje nawet złe tego wspomnienia, a mimo to przekonany, że bez tych środków nie może zostać wybawiony od swojej choroby, znosi to, co narzuca mu lekarz. Wie, że dzięki małej przykrości zostanie uwolniony od długotrwałej choroby. Żegadło Jezusa to ten, kto obrażając cię albo wyrządzając ci szkodę, wybawia cię od próżnej chwały”. Ten sam mówi o sobie: „Nie oskarżam tych, którzy robią mi wymówki, ale nazywam ich moimi dobroczyńcami i nie odrzucam lekarza dusz, który dostarcza upokarzającego lekarstwa mojej nieczystej i pysznej duszy”.

Oznaką tego, że człowiek został wyleczony z żądzy próżnej sławy jest to, że nie odczuwa on już bólu, kiedy jest publicznie upokarzany, nie żywi urazy wobec tego, kto go obraził, okazał mu wzgardę, kto powiedział albo jeszcze mówi o nim zło, ale wręcz przeciwnie, dziękuje mu jako dobroczyńcy, na wzór uprzednio cytowanego Starca. W tej właśnie perspektywie można pojmować twierdzenie świętego Maksyma, że „miłość bliźniego (…) czyni obojętnym na sławę”.

a

Przyjmowanie, a nawet dążenie do upokorzeń, uzdrawia człowieka z żądzy próżnej sławy, jako że szuka ona światowej sławy, podziwu, albo choćby tylko poważania u innych. Ale żądza próżnej sławy jest też namiętnością, dzięki której człowiek się ceni, podziwia i czci sam siebie, i wychwala sam siebie w swoich oczach. Aby ją zwalczyć na tym poziomie, człowiek powinien przede wszystkim ignorować swoją ascezę i cnoty, ukrywać przed sobą to, co jest w nim dobrego i co dobrego uczynił. Święty Jan Chryzostom zauważa, że Chrystus, „oskarżywszy próżność (…), przynosi lekarstwo dla dusz dotkniętych tym złem [nakazując]: (…) <<niechaj twoja lewa ręka nie wie, co czyni prawa>> (Mt 6,3)”.

Nawet kiedy spełniłby on całą Bożą wolę, człowiek powinien, jak zaleca to Chrystus (Łk 17,10), uważać siebie za bezużytecznego sługę, który nie czyni nic ponadto, co powinien uczynić. To jeszcze jeden dany przez Ojców sposób by uniknąć żądzy próżnej sławy.

Ale znacznie wcześniej człowiek powinien zbadać swoje sumienie i rozważyć, jak bardzo jest daleki od wypełniania wszystkich przykazań. Przedtem powinien on jeszcze przypomnieć sobie swoje grzechy i je opłakiwać, co szybko położy kres żądzy próżnej sławy zarówno w stosunku do niego samego, jak i wobec bliźnich. „Jeśli nie zapominamy o naszych grzechach, zewnętrzne dobra nigdy nie będą nadać pychą naszych dusz. Bogactwa, władza, najwyższa ranga, godności i zaszczyty nie będą miały na nas żadnego wpływu” – zauważa święty Jan Chryzostom. A święty Jan Klimak radzi: „Kiedy nasi pochlebcy (…) zaczynają nas chwalić, przypomnijmy sobie pokrótce mnóstwo naszych grzechów, a uznamy siebie za niegodnych tego, co się mówi, albo czyni na naszą cześć”.

Zauważmy wreszcie zasadniczą rolę, jaką odgrywa modlitwa w wyleczeniu żądzy próżnej sławy, jak i każdej innej namiętności. Dzięki modlitwie człowiek otrzymuje od Boga pomoc, bez której pozostaje bezsilny jeśli chodzi o pokonanie jakiejkolwiek namiętności. Ale w przypadku żądzy próżnej sławy, uzyskuje on poza tym zdolność rozróżniania dobra i zła, potrzebną mu do udaremnienia wszystkich pułapek, które ona nań zastawia. Modlitwa umożliwia mu także oderwanie się od tego świata, który żąda próżnej sławy ma za przedmiot, i przywiązanie się do Boga. Pomaga mu wreszcie wychwalać Boga, uznając, że: „Jemu należna jest wszelka chwała, cześć i kult”.

a

Zauważyliśmy, że chwała pochodząca od ludzi i chwała pochodząca od Boga są sobie przeciwstawne i wzajemnie się wykluczają. Jeśli człowiek powinien wyrzec się wszelkiej ludzkiej sławy, to po to, aby mieć dostęp do chwały boskiej, do której przeznacza go jego natura. Dopóki pozostaje on przywiązany do sławy ziemskiej, nie może w żaden sposób skosztować chwały niebieskiej. „Tak jak ogień nie rodzi śniegu, tak też poszukujący sławy tutaj nie będzie się nią cieszył w niebie” – pisze święty Jan Kasjan. Dlatego upokorzenie jest konieczną drogą, nieodzownym warunkiem, aby uczestniczyć w boskiej chwale. W tym właśnie sensie pewien Starzec radzi: „Jeśli chcesz być znany przez Boga, bądź nieznany przez ludzi”. Człowiek, jak widzieliśmy z natury dąży do chwały, ale tylko chwała pochodząca od Boga jako jedyna naprawdę mu odpowiada. Toteż powinien wsławiać się tylko w Bogu, zgodnie ze słowem Apostoła: „Chlubimy się w Chrystusie Jezusie, a nie pokładamy ufności w ciele” (Flp 3,3), i zgodnie z obietnicą Bożą: „Ktokolwiek Mnie wielbić będzie, uwielbię, go” (1 Sm 2,30). Jego dążenie do „chwały według ciała” (2 Kor 11,18) powinno zostać zastąpione „chwałą, która pochodzi od samego Boga” ( J 5,44). Tak właśnie radzi Orygenes: „Pogardzajcie wszelką chwałą, która pochodzi od ludzi, aby szukać tylko tej, która prawdziwie zasługuje na to miano, chwały, którą tylko Bóg daje tym, którzy są jej godni”.

Im bardziej człowiek dąży do chwały boskiej, tym bardziej przestaje się interesować sławą pochodzącą od ludzi. Dlatego miłość Boga i Jego chwała stanowią sposób wybawienia duszy od żądzy próżnej sławy. Tak właśnie radzi święty Jan Klimak: „Starajmy się kosztować tylko chwały niebieskiej. Kto jej skosztował, wzgardzi wszelką ziemską sławą”.

Niemniej pozostaje prawdą fakt, że antidotum specjalnie przeznaczonym dla żądzy próżnej sławy jest pokora. I tak święty Doroteusz z Gazy pisze: „Lekarzem naszych dusz jest Chrystus, który wie wszystko i który daje na każdą namiętność odpowiednie lekarstwo, mam na myśli Jego przykazania: na żądze próżnej sławy – pokorę”. Święty Jan Kasjan radzi w podobny sposób w szczególnie w związku próżnej sławy: „Stosujcie więc do człowieka albo części waszej duszy, którą określiliśmy jako szczególnie zranioną, lekarstwo prawdziwej pokory”. Święty Jan Klimak pisze: „Jak tylko (…) święta pokora zaczyna w nas kwitnąć, zaczynamy natychmiast (…) nienawidzić wszelkiej ludzkiej sławy”. Zaś święty Maksym zauważa: „Pokora wyzwala ducha (…) z żądzy próżnej sławy”. I zobaczymy później, że wiele środków zalecanych przez Ojców do zwalczania żądzy próżnej sławy stanowią sugerowane przez nich środki do zdobywania pokory.

“Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycnej Kościoła prawsławneg.” Jean-Cloude Larchet

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.