Leczenie strachu – Bojaźń Boża

a

Leczenie strachu – Bojaźń Boża

Strach i stany z nim związane, takie jak bojaźń, niepokój, lęk, zaniepokojenie, strapienie, jak widzieliśmy, są fundamentalnie oparte na przywiązaniu do dóbr sensualnych. Człowiek może więc zostać z nich wyleczony tyko odrywając się od tego świata, tylko powierzając wszelką swą troskę Bogu, mając pewną nadzieję, że w Swej Opatrzności zaspokoi On wszystkie jego potrzeby. Tego właśnie naucza sam Chrystus: „Nie troszczcie się zatem mówiąc: Co będziemy jedli, albo: Co będziemy pili, albo: W co się ubierzemy, bo o to wszystko zabiegają poganie. A wasz Ojciec niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie najpierw królestwa [Bożego] i jego sprawiedliwości, a wszystko będzie wam przydane. Nie troszczcie się zatem o jutro” (Mt 6,31-34). W tej perspektywie święty Izaak radzi: „Jeśli wierzysz, że Bóg cię strzeże w Swej Opatrzności, to dlaczego niepokoisz się i troszczysz o rzeczy przemijające i potrzeby ciała? (…) Powierz Panu twe troski, a On cię wyżywi. Żadna groźba już cię nie przestraszy”; „zbliż się, mówi On, miej we Mnie nadzieję, a odpoczniesz od wszelkiego dzieła i wszelkiego strachu”.

Pierwszym źródłem strachu, jak to już widzieliśmy, jest brak wiary. Strach zostaje więc zniesiony w sercu człowieka, jeśli wierzy on w Boga. „Niezłomna wiara – pisze Ewargiusz – absolutnie nie dopuszcza jakiegokolwiek strachu”. Kto mocno wierzy w Boga i Jego Opatrzność, na pewno otrzyma od Niego we wszelkich okolicznościach pomoc i ochronę, a wobec tego nie powinien obawiać się ani okoliczności, ani jakiegokolwiek wroga, ani samej śmierci. Święty Paweł przypomina, że: „Bóg sam powiedział: Ani cię nie opuszczę, ani cię nie zostawię” i że „Pan jest moim obrońcą, a nie będę się lękał” (Hbr 13, 5-6). A Psalmista zauważa: „Pan jest moim światłem i moim zbawieniem: kogóż miałbym się obawiać ? Pan jest ostoją mego życia: kogóż miałbym się lękać? (…) Choćby wojsko rozłożyło się przeciw mnie obozem, serce moje się nie zatrwoży” (Ps 26,1-3); „Nie lękaj się nagłej trwogi ani zagrażającej napaści bezbożnych, bo Pan jest twoją podporą i strzeże twej stopy przed zasadzką” (Prz 3,25-26); „Choćby mi przyszło kroczyć w mrocznej dolinie, nie będę się lękał zła, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 22,4).

a

Nie wiara sama z siebie wybawia człowieka od strachu, ale Bóg, który w odpowiedzi na tę wiarę udziela mu Swej pomocy i Swego ratunku. Święty Izaak Syryjczyk pisze: „Kiedy jego serce boi się i drży, pozbawione wszelkiego spokoju, niechaj [człowiek] pojmie wówczas i niech wie, że ten strach jego serca oznacza i wyjawia, że absolutnie potrzebuje pomocy innego. (…) Mówi się, że wówczas ratuje jedynie Boża pomoc”.

a

Człowiek powinien prosić o tę pomoc w modlitwie, wierząc, że Bóg może mu jej udzielić, i z nadzieją, że mu ją przyniesie. Należy zauważyć, że najskuteczniejszym lekarstwem na strach i wszelkie pokrewne mu namiętności (niepokój, bojaźń, lęk, zaniepokojenie) jest modlitwa Jezusowa. Święty Jan Klimak radzi: „Smagaj twych wrogów imieniem Jezus, albowiem nie ma potężniejszej broni w niebie i na ziemi. Kiedy zostaniesz uzdrowiony z tej choroby [strachu], wychwalaj Tego, kto cię ocalił. Jeśli Mu dziękujesz, będzie cię chronił zawsze”. A Ewagriusz pisze: „Kto zmusza się do czystej modlitwy, usłyszy hałasy i zgiełk, głosy i obelgi; ale ale nie załamie się ani nie straci zimnej krwi, mówiąc Bogu: <<Nie przestraszę się żadnego zła, albowiem Ty jesteś ze mną>> i inne podobne słowa”. Ten sam konstatuje: „Część gniewliwa tego, czyj umysł jest zawsze zwrócony ku Bogu, pełna jest pamięci o Bogu, a część pożądliwa – cała skierowana ku Niemu, dlatego zupełnie naturalne jest nie bać się tych, którzy krążą wokół naszych ciał, a mianowicie buntowanych wrogów”. Modlitwa serca pozwala człowiekowi być stale zjednoczonym z Bogiem i ciągle korzystać z Jego pomocy; dlatego żadna przyczyna strachu nie może go zaskoczyć. „Pewien Starzec mówił: <<Czy śpisz, czy też czuwasz, czy cokolwiek robisz, jeśli masz przed oczyma Boga, wróg nie może cię przestraszyć. Jeśli twoja myśl pozostaje w Bogu, Boża siła także przebywa w tobie>>”. A człowiek tym mniej odczuwa strach, im czystsza jest jego modlitwa. „Znakiem, że osiągnęło się modlitwę doskonałą, jest nie niepokoić się więcej, nawet gdyby atakował nas cały świat” – pisze święty Barsanufiusz. Zniknięcie strachu j jej pokrewnych namiętności wynika w tym przypadku ze stałej obecności w człowieku boskiej siły dzięki ciągłej modlitwie. Ale człowiek może zostać wybawiony od tych namiętności również dzięki pewnej szczególnej modlitwie. I tak Jan Samotnik pisze: „Dzięki prośbie skierowanej do Chrystusa możemy otrzymać sił i pomoc przeciwko naszym lękom”. Pewien apoftegmat opowiada, że „zapytano abbę Teodora: <<Gdyby nagle wydarzyła się katastrofa, czy być się bał, abba?>>. Starzec odpowiedział: <<Nawet gdyby doszło do zatrzęsienia nieba i ziemi, Teodor by się nie bał>>. W rzeczywistości prosił on Boga, aby zabrał od niego strach”.

Leczenie strachu zakłada współzależnie wyrzeczenie się przez człowieka jego własnej woli i postawę pokory. I tak pewnemu bratu, który spytał go: „Powiedz mi, jak mogę zostać ocalony w tym momencie, albowiem niepokojąca myśl pojawiła się w moim sercu?”, święty Barsanufiusz odpowiada: „ W każdej chwili może odrzucić we wszystkim swoją wolę [i] zachować pokorne serce (…), Boża laska może go ocalić. A gdziekolwiek przebywa, nie ogarnia go niepokój”. Jak to widzieliśmy, strach jest związany z pychą i dopóki człowiek pokłada ufność we własnych siłach, podlega on tej namiętności. Aby móc go pokonać dzięki sile samego Boga, aby otrzymać tę siłę i ją zachować, człowiek musi wyrzec się samego siebie, uznać swą niemoc, gdyż w innym przypadku boska energia nie znajdzie w nim sobie miejsca. Toteż święty Izaak zaleca pragnącemu zostać wybawionym od strachu, by przede wszystkim się modlił, aby zdobyć pokorę: „Im więcej się modli, tym bardziej jego serce staje się pokorne (…). Jak tylko człowiek się ukorzy, natychmiast otacza go współczucie, a serce czuje wówczas Bożą pomoc. Odkrywa, że wznosi się w nim siła – siła ufności”.

Człowiek może pokonać strach również miłością, ponieważ miłość wyklucza strach, zgodnie ze słowami świętego apostoła Jana: „W miłości nie ma bojaźni, lecz doskonała miłość usuwa bojaźń” (1 J 4,18). Skonstatowawszy, że „na ile zanika miłość, pojawia się strach”, święty Jan Klimak naucza w ślad za świętym Janem, że kto jest „napełniony miłością, (…) nie odczuwa strachu”. Dotyczy to miłości do bliźniego: kto kocha swego brata, już się go nie obawia. Ale ta nauka bardziej zasadniczo dotyczy miłości do Boga, która wyklucza, wszystkie formy świeckiego strachu, a zwłaszcza strachu przed śmiercią, który często leży u ich źródła. W miłości do Boga człowiek zyskuje „siłę ufności”, przezwyciężając wszelki strach. Jest on zjednoczony z Tym, któremu podległe są wszystkie rzeczy i nic nie może wyrządzić mu krzywdy. Dzięki miłości człowiek żyje odtąd w bliskości Boga, oddalony wszelkich rzeczy tego świata – zewnętrznych lub wewnętrznych – które mogą wzbudzać strach i korzysta z dóbr duchowych, które nie mogą mu zostać zabrane. „Dopóki jesteś wśród ludzi, spodziewaj się kłopotów, niebezpieczeństw i ataków wiatrów duchowych. Ale kiedy osiągniesz to, co zostało dla ciebie przygotowane, wówczas będziesz bez strachu” – pisze święty Barsanufiusz.

Należy jednak podkreślić, że jeśli człowiek powinien dążyć do zostania uzdrowionym z namiętności strachu, to jednak nie powinien wyrzucać ze swojej duszy wszelkiego strachu, albowiem nie każdy strach jest namiętnością”. Jak to widzieliśmy, istnieje strach cnotliwy, który Bóg dał człowiekowi jako sposób zbawienia, a który Ojcowie z tego względu nazywają „zbawiennym strachem”, „zbawiennym niepokojem” i innym podobnymi określeniami strach ten tradycja ascetyczna nazywa „bojaźnią Bożą”. Strach namiętności powinien zniknąć, by ustąpić miejsca temu cnotliwemu strachowi. Obie formy strachu opierają się na tej samej naturalnej tendencji człowieka, by się bać. Ale w pierwszym przypadku ta tendencja dotyczy tego świata, zamiast stosować się do Boga, jak chciała tego sama jego natura. Zadaniem człowieka jest jego nawrócenie, ponowne skierowanie, ku Bogu. Oba strachy, ponieważ opierają się na tej samej tendencji, wzajemnie się wykluczają. Podczas gdy, strach-namiętność wyklucza bojaźń Bożą, ta z kolei, kiedy człowiek ją zdobywa, wyklucza tamten. Dlatego jednym ze sposobów lekarstw na namiętności strachu jest bojaźń Boża, która w miarę jej wzrastania w człowieku, ten strach redukuje, zajmując jej miejsce. Tak oto Syrach konstatuje: „Kto się boi Pana, nie lęka się niczego i nie popada w trwogę” (Syr 34,16). A święty Jan Klimak, wymieniając bojaźń Bożą, pisze: „Ta bojaźń (…) wygania wszelki inny strach”. Ten sam zauważa jeszcze: „Kto stał się sługą Pańskim, boi się tylko swego Pana; ale kto się go jeszcze nie boi, ten często boi się nawet swego cienia”. Abba Serapion zauważa, że jeśli człowiek „jest uważny wobec [Boga] w bojaźni w każdym czasie, nie musi się niczego obawiać e strony wroga”. Święty Symeon Nowy Teolog konstatuje z kolei, że „kto się boi Boga, nie obawia się ataków demonów ani ich bezsilnych napadów, ani nawet złośliwych gróźb”.

Bojaźń Boża pod wieloma względami może być uważana za cnotę podstawową. Aluzje do tej cnoty często pojawiają się w Piśmie Świętym, a Ojcowie przedstawiają jej posiadanie jako warunek zbawienia. Święty Jan Kasjan pisze: „Zasadą naszego Zbawienia i naszej mądrości jest, zgodnie z Pismem Świętym, <<bojaźń Boża>>”. A święty Barsanufius mówi: „Jeśli nasze uczynki nie świadczą o pamiętaniu o bojaźni Bożej i o wypływającej z niej skrusze, będziemy potępieni”. Święty Izaak ze swej strony stwierdza: „Początkiem prawdziwego życia człowieka jest strach Boży”.

Istnieją jednak dwie formy strachu Bożego, odpowiadające dwóm stopniom tej cnoty.

1.Pierwsza forma wynika ze strachu przed Bożym sądem – obecnym i przyszłym – i cierpieniami, które mogą z tego wynikać, a które Ojcowie często nazywają „karą”. W innym miejscu pokazaliśmy, że nie należy pojmować pod tym terminem kary, którą mściwy i okrutny Bóg wymierzy łamiącym Jego prawo, ale wewnętrzne cierpienia związane związane oddzieleniem się od Boga i pozbawieniem dóbr duchowych, na które swoim grzechem człowiek sam się skazuje, a którego Boski sąd tylko wyjawia pełną miarę.

Ta pierwsza forma strachu jest „bojaźnią początkową”, którą znają zaczynający. Napisane jest: „Początkiem mądrości jest bojaźń Boża” (Ps 110,10; por. 1,7 9,10).

Trzy powody, jak zauważają Ojcowie, mogą oddalić człowieka od zła i przywiązać go do Boga: strach przed karą, nadzieja na przyszłe dobra, miłość do Boga. Dwa pierwsze „właściwe są ludziom starającym się czynić postępy”, ale są jeszcze sługami (por. Ga 4,1); trzeci charakteryzuje doskonałych, „jest właściwy Bogu i tym, którzy osiągnęli jego podobieństwo”, tym, którzy nie są już sługami, ale jego przyjaciółmi i synami (por. Ga 4,7). „Jeśli więc – pisze święty Jan Kasjan – ktoś pragnie dążyć do doskonałości, wyruszywszy z pierwszego stopnia, którym jest strach typowo niewolniczy, (…) wzniesienie się dzięki ciągłemu postępowi aż do wyższych dróg nadziei, a następnie do trzeciego stopnia, którym jest strach typowo niewolniczy, (…) wzniesienie się dzięki ciągłemu postępowaniu aż do wyższych dróg nadziei, a następnie do trzeciego stopnia, którym jest miłość (…) Starajmy się więc z całą gorliwością wspiąć się od strachu, do nadziei, od nadziei do miłości Boga i do umiłowania cnót.”

Można zauważyć, iż kiedy Ojcowie stwierdzają, że ta pierwsza forma strachu jest właściwa dla początkujących, pojmują przez to tych, którzy nie osiągnęli jeszcze doskonałości, którzy jeszcze nie są świętymi. A wobec tego ten strach nawet duchowo zaawansowane osoby mogą, a nawet powinny, odczuwać. Święty Doroteusz z Gazy nie waha się powiedzieć swoim mnichom: „Ten początkowy strach jest więc nasz”

Ten strach powinien jednak zostać zniesiony i przezwyciężony w doskonałej miłości, jak naucza tego święty apostoł Jan: „W miłości nie ma bojaźni, lecz doskonała miłość usuwa bojaźń, ponieważ bojaźń powstaje z powodu kary, a kto się boi, nie kocha doskonale” (1 J 4,18). Święty Maksym pisze w ślad za nim: „Doskonała miłość wygania pierwszy rodzaj strachu z duszy, która, posiadając ją, już ni obawia się kary”. Dlatego Święty Antoni Wielki może powiedzieć: „Odtąd już nie boję się Boga, ale Go kocham; albowiem miłość wygania strach”.

Ale należy zauważyć, że tylko doskonała miłość, jak celowo podkreśla to święty apostoł Jan i Ojcowie, ten strach osłabia. Dopóki człowiek nie oczyścił się z namiętności, nie zdobył beznamiętności i nie osiągną doskonałej miłości, zachowuje on swą rację bytu i pozostaje dlań cennym. Święty Diadoch z Fotyki pisze bardzo wyraźnie: „Strach jest działaniem tych, którzy się jeszcze oczyszczają i towarzyszy mu średnia miłość; miłość doskonała należy do tych, którzy już się oczyścili, w których nie ma już strachu. Albowiem <<doskonała miłość mówi [Pismo Święte] usuwa bojaźń>> (Ps 33,10); to znów: <<Miłujcie Pana, wszyscy Jego czciciele>> (Ps 30,24), abyśmy się nauczyli, że sprawiedliwym, że sprawiedliwym, którzy się jeszcze oczyszczają, jak to zostało powiedziane, przystoi strach ze średnią miłością; podczas gdy oczyszczonym – miłość doskonała. Nie ma w nich już myśli jakiegokolwiek strachu, ale niegasnąca pożoga i ciągłe przywiązanie do miłości do Boga dzięki działaniu Ducha Świętego”.

Jeśli strach powinien trwać dopóki miłość nie stanie się doskonała, to znaczy, że w znacznej mierze przyczynia się on do oczyszczenia człowieka i sprawia, że osiąga on beznamiętność warunkującą tę doskonałość, do tego stopnia, że można powiedzieć, że nie zdobywszy najpierw tego strachu (samo zresztą zdobycie zakłada pewne oczyszczenie), człowiek, nie może dostąpić doskonałej miłości. Święty Izaak stwierdza kategorycznie, że widzi mianowicie motor i przewodnika pokajania, główny organ oczyszczenia duszy: „Podobnie jak nie sposób bez statku przepłynąć wielkiego morza, tak też bez strachu nikt nie może osiągnąć miłości. Możemy przepłynąć oddzielające nas od duchowego raju wywołujące mdłości morze tylko na okręcie pokajania, kierowanym wioślarzami strachu. Ale jeśli ci wioślarze nie sterują statkiem pokajania, dzięki któremu przepływamy morze tego świata, aby dojść do Boga, zostaniemy pochłonięci przez wywołujące mdłości wody. Pokajanie jest statkiem. Strach jest jego sternikiem. A miłość jest boskim portem.” Święty Maksym ze swej strony pisze , że „ten strach rodzi (…) beznamiętność – matkę miłości”. Także święty Diadoch z Fotyki pisze bardzo wyraźnie: „Nikt nie może kochać Boga w rozumie serca, jeśli nie zaczyna najpierw bać się Go z całego serca. W rzeczywistości, oczyszczona działaniem strachu i jakby zmiękczona, dusza zaczyna praktykować miłość. Ale nie byłaby ona w stanie w ogól osiągnąć bojaźni Bożej w wyżej wymieniony sposób, gdyby nie odeszła od wszystkich ziemskich trosk. Albowiem kiedy duch zamieszka w wielkim spokoju i w wielkim oderwaniu się, wówczas bojaźń Boża go dręczy, oczyszczając go, w głębokim tego poczuciu, ze wszelkiej ziemskiej ociężałości, aby w ten sposób poprowadzić go do wielkiej miłości do Bożej dobroci. I konkluduje on: „Miejmy więc jako wyższą i stałą radość najpierw bojaźń Bożą, a później miłość, która wypełnia prawo doskonałości w Chrystusie”.

a

Święty Grzegorz Palamas podobnie podkreśla nieodzowną rolę kształcącą i oczyszczającą strachu i widzi w nim zasadę i warunek osiągnięcia miłości, a wobec tego i samej kontemplacji Boga: „Kształcenie, które oczyszcza duszę, [ma za] zasadę bojaźń Bożą (por. Prz 1,7), która rodzi ciągłą modlitwę do Boga w skrusze i wypełnianiu ewangelicznych przykazań. Skoro tylko dojdzie do pogodzenia dzięki modlitwie i wypełnianiu przykazań, strach zamienia się w miłość, a ból modlitwy, przemieniony w radość, powoduje pojawienie się kwiatu oświecenia”. Święty Izaak Syryjczyk naucza podobnie, że strach jest nieodzownym warunkiem doskonałości życia cnotliwego, miłości i poznania Boga, a wobec tego koniecznej duchowej drogi dla wszystkich pragnących dojść do celu: „Poznanie duchowe z natury idzie w ślad za uczynkami cnót. Ale strach i miłość poprzedzają jedne i drugie. A sama bojaźń poprzedza miłość. Ktokolwiek bezczelne twierdzi, że możliwe jest osiągnąć ostatnie, zanim się popracuje nad pierwszymi, bez najmniejszej wątpliwości buduje w ten sposób zgubę swojej duszy. Albowiem taka jest droga Pana: dzieło cnót i poznanie rodzą się ze strachu i miłości.”

  1. Drugi rodzaj bojaźni jest nierozłącznie związany z miłością doskonałą. Wypływa on z miłości do Boga, podczas gdy pierwszy rodzaj strachu został przez nią wygnany. Jest on strachem przed byciem oddzielonym lub oddalonym od Boga, strachem bycia pozbawionym „bliskości właściwej miłości”. Jak bardzo słusznie powiedział Klemens Aleksandryjski, „boimy się [przezeń] nie Boga, ale bycia oddzielonym od Boga”. „Tego wyjaśnia święty Doroteusz z Gazy, kto posiada prawdziwą miłość, <<miłość doskonałą>>, jak mówi święty Jan, ta miłość doprowadzi do doskonałego strachu. Albowiem on się boi i spełnia Bożą wolę, (…) ponieważ, jak to powiedzieliśmy, skosztowawszy słodyczy bycia z Bogiem, boi się ją utracić, boi się zostać jej pozbawionym”. Zaś święty Jan Kasjan bardzo obszernie opisuje ten strach, cytując fragmenty z Pisma Świętego, w którym się o nim wspomina: „W oparciu o doskonałość tej miłość, wzniesiemy się nieodzownie na jeszcze wyższy i bardziej podniosły poziom, którym jest strach miłości. Nie rodzi się on z obawy przed karą ani z pragnienia nagrody, ale z wielkości samej miłości. Jest to ta mieszanina szacunku i uważnego uczucia, jaką ma syn dla wyrozumiałego ojca, brat dla swojego brata, przyjaciel dla swego przyjaciela, żona dla swego męża. Nie lęka się ona ani uderzeń, ani wymówek; boi się ona tylko ranić miłość, zadać nawet najlżejszą ranę. W każdym uczynku, nawet w każdym słowie, widzi się ją stale ubezwłasnowolnioną delikatnością, w obawie, że żar miłości wobec niego osłabnie choćby w najmniejszym stopniu.”

    Ta druga postać stanowi więc „strach doskonały”, „strach świętych, którzy osiągnęli doskonałość i szczyt świętej miłości”. Święci, pisze święty Doroteusz z Gazy, „wypełniają wolę już nie ze strachu przed karą, (…) ale z miłości(…), obawiając się uczynić coś wbrew woli Tego, kogo kochają (…). Święci nie działają już ze strachu, ale boją się z miłości”. Toteż święty Jan Kasjan zauważa, że „proroctwa zachęcają do tego strachu właśnie świętych, a nie grzeszników: <<Życie w bojaźni Pana, wy, Jego święci>>, mówi Psalmista, <<ci bowiem, który się Go boją, nie cierpią niedostatku>> (Ps 33,10). Tak bardzo jest pewne, że niczego nie brakuje doskonałości tego, kto boi się Pana tym strachem. (…) Również właśnie o strachu z miłości mówi prorok, kiedy opisuje siedmiokształtnego Ducha, który bez wątpienia zstąpił na człowieka-Boga, zgodnie z ekonomią Wcielenia: <<I spocznie na nim – mówi on – Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i mocy, duch umiejętności, i bogobojności>> (Iz 11,2), a wreszcie, na koniec, jakby ukoronowanie wszystkich tych darów” <<I napełni go duch bojaźni Pańskiej>> (Iz 11,3). Przy czym ważne jest, aby przede wszystkim dokładnie zauważyć, że nie mówi: <<Duch bojaźni Pana spocznie na tobie>>, jak uczynił to w przypadku innych darów, ale <<Duch bojaźni Pana Cię napełni>>. Ten Duch wylewa się tak obficie, że kiedy zawładnie jakąś duszą, nie posiada jej tylko częściowo, ale posiada ją całą. Jest to logiczne: będąc jednym z miłością, która nigdy nie przeminie, nie tylko wypełnia, ale posiada nierozdzielnie i na zawsze tego, kim zawładnęła (…). Taka jest bojaźń doskonałych, której jak się mówi, był pełen człowiek-Bóg, który nie tylko przyszedł nas odkupić, ale też powinien nam dać w Swojej Osobie pierwowzór doskonałości i wzór cnót.”

    Tylko, jak podkreśla to święty Doroteusz z Gazy, nikt nie może osiągnąć tego doskonałego strachu, nie poznawszy najpierw tej pierwszej formy strachu: „Niemożliwe jest osiągnięcie pierwszej formy strachu nie przeszedłszy przez strach początkowy”, „albowiem powiedziano: <<Początkiem mądrości jest bojaźń Boża>> (Ps 110, 10), i jeszcze: <<Początkiem i końcem jest bojaźń Boża>> (por. Prz 1,7; 9, 10; 22,4)”.

    Toteż temu, kto nie osiągną jeszcze zdrowia w beznamiętności ani doskonałej miłości, przystoi dążenie do zdobycia początkowego strachu. Albowiem w przeciwieństwie do strachu-namiętności bojaźń Boża nie jest w człowieku spontaniczna, ale jest cnotą, którą powinien on Bożą pomocą starać się zdobyć. Dlatego zresztą stanowi ona przedmiot przykazania: „Bój się Boga, (…) albowiem to jest obowiązek każdego człowieka” (Kl 12, 13); „zabiegajcie usilnie z lękiem i drżeniem o własne zbawienie” (Flp 2,12); „bogobojnie przeżywajcie czas waszego pielgrzymowania” (1 P 1,17). Człowiek nie mógłby czynić postępów na drodze paxis, nie będąc ciągle „uzbrojony” w to wewnętrzne usposobienie, jak to obrazowo wyjaśnia święty Barsanufius: „Kiedy podejmuje się podróż, zakłada się sandały. (…) Przygotowanie materialne powinno as skłonić do myślenia o przygotowaniu duchowym. Trzeba wziąć sandały duchowe, to znaczy przygotowanie bojaźni Bożej, przypomnieć, że powinno się wszystkiego dokonywać z bojaźnią Bożą.”

    Jakie są warunki osiągnięcia bojaźni Bożej? „Pochodzi ona z wiary”. Z drugiej strony, jest ona bezpośrednio związana z praktykowaniem przykazań, jak to wskazuje Psalmista: „Błogosławiony człowiek, który boi się Pana, który ma wielką radość w Jego przykazaniach” (Ps 111,1), „Błogosławiony każdy kto się boi Pana, który ma wielką radość w jego przykazaniach” (Ps 111,1), „Błogosławiony każdy, kto się boi Pana, kto postępuje Jego drogami” (Ps 127,1) i Eklezjastes: Bój się Boga i przykazań Jego przestrzegaj” (Ekl 12,13). Do tego stopnia, że Ojcowie często pojmują przez bojaźń Bożą samo praktykowanie przykazań. Albowiem człowiek okazuje, że posiada tę cnotę tylko dostosowując się do Bożej woli wyrażonej w przykazaniach. I tak demony także boją się Boga, ale strachem, który nie jest cnotliwy, albowiem o ile zakłada on uznanie Jego wszechmocy, to nie towarzyszy mu wypełnienie Jego woli.

    Oderwanie się od tego świata i obojętność duchowa wobec ziemskich rzeczy są kolejnym jego warunkiem. Rozmyślanie o śmierci i rzeczach ostatecznych, jak również samotność, które są bardzo związane z poprzednimi postawami, również go faworyzują. Podobnie regularne egzaminowanie sumienia, uznanie swego stanu grzechu, żal i łzy. Ojcowie zalecają również dążącym do zdobycia tej cnoty pilne odwiedzanie osoby duchowej, która już tę cnotę posiada.

    Nie należy jednak zapominać, że bojaźń Boża, jako cnota, jest przejawem łaski i o ile wysiłki człowieka są nieodzowne do jej zdobycia, to jednak jest ona zawsze Bożym darem, a wobec tego powinno się o nią prosić Boga w modlitwie. Głównie to dzięki modlitwie człowiek może uzyskać oczyszczenie, pozwalające mu odczuć bojaźń Bożą, której nie będzie w stanie poczuć nawet w jej najbardziej elementarnym stopniu, dopóki podlega ona namiętnością. Dlatego już sam „strach początkowy” zakłada pewien duchowy rozwój i jawi się w ten sposób jako cnota posiadania nie – przez ściśle rzecz biorąc początkujących, ale raczej przez czyniących postępy. Posługując się terminologią wyraźnie medyczną, święty Diadoch pisze: „Podobnie jak rany ciała, kiedy są zaniedbane i bez zbiegów, nie czują lekarstwa stosowanego wobec nich przez lekarzy, ale skoro już zostaną oczyszczone, czują działanie lekarstwa dzięki szybkiemu postępowi, do którego przyczynia się w procesie ich leczenia; tak też dopóki dusza jest bez opieki i cała pokryta trądem namiętności, nie może ona czuć bojaźni Bożej, nawet jeśli grozi się jej nieustannie strasznym i potężnym sądem Bożym. Ale kiedy zaczęła się ona oczyszczać dzięki intensywnej modlitwie, wówczas jak prawdziwe lekarstwo, życia, odczuwa ona palącą ją bojaźń Bożą, jak dzięki działaniu jej wymówek, w ogniu beznamiętności.”

    a

    Skutki bojaźni Bożej są szczególnie liczne i ważne, jako że jest ona jedną z podstaw i warunków duchowego życia, do tego stopnia, że święty Jan Chryzostom twierdzi: „Macie skarb bardziej obfity niż wszelkie bogactwa (…): bojaźń Bożą.”

    Przede wszystkim odwraca ona człowieka od zła, jak naucza Salomon (Prz 15,27; por. 8,13). Oczyszcza go z wszelkiego grzechu i wszelkiej namiętności, a z tego powodu jawi się jako „lekarstwo” globalne. Święty Jan Chryostom uważa ją za krzyż, na którym asceta powinien umrzeć dla świata. A święty Diadoch z Fotyki podkreślając jej wartość terapeutyczną, pisze: „Jak prawdziwe lekarstwo życia, pali ona [duszę] jakby działaniem jej wymówek (…). Toteż odtąd [dusza] stopniowo oczyszcza się i dąży do doskonałego oczyszczenia”. Święty Grzegorz Palamas widzi w niej „zasadę kształcenia, które oczyszcza duszę”, co „oczyszcza ją ze wszystkiego i nadaje jej blasku,(…) aby uczynić ją jakby tabliczką gotową przyjąć charyzmaty Ducha”. Bojaźń Boża jest szczególnie skuteczna w leczeniu namiętności, które czynią duszę otępiałą i paraliżują życie duchowe, a mianowicie: acedii („nic tak skutecznie jej nie wygania” – naucza święty Jan Klimak), zapomnienia i niedbałości, małoduszności i zniechęcenia, zatwardziałość serca w ascetycznym znaczeniu niewrażliwości duchowej.

    Oczyszcza ona również duszę z wszelkich pożądań cielesnych, wszystkich złych myśli i wyobrażeń. A usuwając je z duszy, chroni człowieka przed ich nawrotem. Święty Bazyli pisze: „Strach hamuje wszelkie namiętne sugestie (…). Tam gdzie jest bojaźń Boża, wszelkie nieczystości namiętności zostają wygaszone z naszej myśli”. Święty Jan Chryzostom podobnie podkreśla tę funkcję profilaktyczną: „Tam, gdzie jest bojaźń, złe pragnienia zostają stłumione, a normalne namiętności zostają wygaszone. I podobnie jak do domu nieustannie strzeżonego przez odział żołnierzy nie odważy się zbliżyć ani rozbójnik, ani morderca, ani żaden inny złoczyńca; tak też kiedy bojaźń opanowuje nasze dusze, żadna nieprzyzwoita namiętność nie wejdzie tam łatwo, wszystkie uciekają i odchodzą, wyganiane ze wszystkich stron władczą siłą zbawiennego strachu”. Bojaźń oddala również z duszy wszelką ziemską troskę i niepokój.

    Bojaźń przyczynia się więc do zasadniczego dzieła, którym jest strzeżenie serca, warunkującego czystą modlitwę, doskonałą miłość i prawdziwą kontemplację Boga. Orygenes posuwa się aż do napisania: „Nic tak nie strzeże naszego serca jak bojaźń boża”. A święty Barsanufiusz wspomina „doskonałych, którzy są zdolni kierować swoim duchem i strzec go w bojaźni Bożej, aby nie zboczył z drogi i nie pochłonęło go głębokie roztargnienie albo wytwory fantazji”.

    Bojaźń Bożą „nie tylko wygania z naszego serca namiętności, ale też wprowadza do niego wszystkie cnoty”. Abba Jakub naucza: „Podobnie jak lampa rozświetla ciemny pokój, tak też strach Boży, kiedy przenika do serca człowieka, oświeca go i naucza wszystkich cnót”. A święty Jan Chryzostom twierdzi: „Nic nie powoduje szybszego wzrostu i rozkwitu cnoty niż uczucie ciągłego strachu.”

    Bojaźń Boża stanowi warunek i zasadę wszelkiego cnotliwego życia. Poprzedza ona praktykowanie cnót, a cnoty rodzą się z niej i w ten sposób bez niej niemożliwe jest ich osiągnięcie, co bardzo wyraźnie stwierdza święty Izaak Syryjczyk. Święty Jan Chryzostom naucza podobnie: „Jest się tak dalekim od czynienia dobra, kiedy nie doznaje się tego uczucia, jak od czynienia zła, kiedy się je odczuwa”.

    Na ile odwraca ona człowieka os zła i z niego oczyszcza, na tyle pomaga mu ona osiągnąć dobro, na co wyraźnie wskazuje święty Paweł, radząc: „Oczyszczajmy się z wszelkiego brudu ciała i duszy i do końca doprowadzimy dzieło uświęcenia w bojaźni Bożej” (2 Kor 7,1). Ale też, bardziej pozytywnie, ponieważ faworyzuje ona praktykowanie przykazań” – odpowiada święty Bazyli, podejmując ciąg dalszy Psalmu. Albowiem „ci, którzy żyją w bojaźni, nie mogą ominąć ani niedbale przestrzegać choćby jednego spośród danych im przykazań”.

    Bojaźń Boża umacnia wiarę, od której pochodzi, a która leży u samych podstaw duchowego życia. Połączona z tą wiarą, daje człowiekowi „siłę podejmowania wszystkiego, nawet tego, co dla większości wydaje się trudne albo niemożliwe”, czyni go niezłomnym i zdecydowanym w jego dążeniach, „umacnia jego serce”, i to tym bardziej, że daje mu niewzruszoną ufność w Boga. Dzięki temu człowiek otrzymuje od niej wielką stabilność wewnętrzną, zarówno w obliczu cierpień tego życia, jak i w obliczu wrogów, którym musi stawić czoła na duchowej drodze, podczas gdy, wręcz przeciwnie, tym bardzie ulega zmianom i wyobcowaniu, jeśli bojaźń go opuściła.

    Jeśli faworyzuje ją pokajanie, skrucha i łzy, to z kolei bojaźń stanowi źródło tych pokutnych postaw, jako czynnik, który je rozwija i umacnia.

    Bojaźń faworyzuje modlitwę i czyni ją żarliwą. Czyni ona płodną modlitwę błagalną: „Jest to wielka radość, że ktoś prosi o coś z bojaźni Bożej, gdyż jest on pewien, że jego prośba zostanie spełniona” – pisze święty Barsanufiusz. Ale od niej pochodzi także modlitwa pochwalna, jak napisano: „Chwalcie Boga naszego, wszyscy (…), którzy się Go boicie” (Ap 19,5); „ulęknijcie się Boga i dajcie mu chwałę” (Ap 14,7). Bojaźń również „powoduje narodzenie się ciągłej modlitwy do Boga w skrusze i spełnieniu ewangelicznych przykazań” – pisze święty Grzegorz Palamas. Przyczynia się ona do uczynienia czystą wszelkiej formy modlitwy, jako że rodzi w duszy trzeźwość.

    Bojaźń Boża jest zwłaszcza podstawowym źródłem pokory, do tego stopnia, że pewnemu bratu, który go spytał: „W jaki sposób człowiek osiąga pokorę” abba Krnios odpowiedział: „Dzięki bojaźni Bożej”.

    Ale jak wyjaśniliśmy to wcześniej, przede wszystkim doprowadza ona człowieka do miłości – ukoronowania wszystkich cnót.

    Od oczyszczenia namiętności, beznamiętności i współzależności od praktykowania przykazań, od życia według cnót, na szczycie których jest miłość pochodzi poznanie duchowe. Toteż bojaźń Boża pośrednio stanowi jej nieodzowny warunek i zasadę, a szczególnie pierwszego jej stopnia – mądrości. Dlatego właśnie wielokrotnie mówi się w Piśmie Świętym, że „początkiem mądrości jest bojaźń Boża” (Ps 110,10; Prz 1,7; 9,10), a Psalmista mówi jeszcze: „roztropnie postępują ci, którzy jej strzegą” (Ps 110,10). W tym kontekście święty Jan Chryzostom stwierdza kategorycznie: „Kto jest cnotliwy i boi się Boga, jest najmądrzejszy z ludzi” i jeszcze: „kto boi się Boga, posiada mądrość”. Święty Grzegorz Palamas widzi w bojaźni Bożej źródło nie tylko boskiej mądrości, ale również kontemplacji. A święty Izaak Syryjczyk wyraźnie wskazuje proces, dzięki któremu strach prowadzi do poznania:”Z wiary rodzi się bojaźń Boża. Otóż, kiedy ta ostatnia towarzyszy uczynkom i choć trochę wnosi się ku spełnieniu, rodzi ona poznanie duchowe (…) Wiara pobudza w nas bojaźń, a bojaźń zmusza nas do pokajania i do wzięcia się za pracę. W ten sposób człowiek uzyskuje poznanie duchowe, które jest poczuciem tajemnic, które rodzi wiarę prawdziwej kontemplacji. Jednakże poznanie duchowe nie rodzi się tak po prostu jedynie z czystej wiary, ale wiara rodzi Bojaźń Bożą, a w bojaźni Bożej, kiedy zaczynamy przez nią działać, z energii tej bojaźni rodzi się poznanie duchowe, jak powiedział święty Jan Chryzostom: <<Kiedy ktoś osiąga wolę pójścia w ślad za bojaźnią Bożą i prawą mądrością, wszybko uzyskuje objawienie tajemnic>>”. A Święty Jan Kasjan podkreśla, że bojaźń Boża jest konieczna nie tylko do zdobycia poznania, ale i do jego zachowania: „Jeden z proroków dobrze wyraził jej wielkość: <<Bogactwa zbawienia – mówi on – mądrość i umiejętność: bojaźń Pana, ta jest skarbem jego>> (Iz 33,6) Nie mógł on wyraźniej zaznaczyć jej godności ani wartości, jak tylko mówiąc, że bogactwa naszego zbawienia, którymi są prawdziwa mądrość i poznanie Boga, zostają zachowane tylko dzięki niej”.

    Oczywiście, poznanie duchowe nie jest owocem samej bojaźni Bożej, ale stanowi dobrowolny dar Boga w odpowiedzi na modlitwę i na wszelkie ascetyczne wysiłki człowieka, w którym to dziele, jak to widzieliśmy, bojaźń odgrywa główną rolę. Dlatego święty Izaak Syryjczyk starannie precyzuje „To nie bojaźń Boża rodzi to duchowe poznanie, (…) ale to poznanie zostaje ofiarowane jako dar, kiedy tylko zaczyna działać bojaźń Boża”.

    Powyższe rozważania pomagają nam jeszcze pojąć, dlaczego Ojcowie uważają bojaźń Bożą za źródło duchowego szczęścia człowieka. W ślad za Psalmistą wołającym: „Błogosławiony człowiek, który lęka się Pana” (Ps 111,1) święty Jan Chryzostom Twierdzi: „Człowiekiem szczęśliwym jest tylko ten, kto boi się Pana”, „Kto lęka się Pana, (…) korzysta z prawdziwej i trwałej szczęśliwości”; „prawdziwa szczęśliwość polega na bojaźni Bożej”.

„Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego.” Jean-Claude Larchet

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.