Leczenie smutku. Żal, skrucha i radość.

a

Leczenie smutku.

Żal, skrucha i radość.

Leczenie smutku, bardziej niż jakiejkolwiek innej namiętności, zakłada świadomość bycia chorym i wolę wyzdrowienia. Albowiem nierzadko zdarza się, jak zauważa to szczególnie święty Jan Chryzostom, że chory znajduje upodobanie w tej chorobie, czerpie z niej „wtórną korzyść” pewnej chorobliwej rozkoszy, a wobec tego pasywnie poddaje się swemu stanowi, ale zauważając nawet czasem, że padł ofiarą namiętności szczególnie poważnej ze względu na jej zgubne skutki dla całego życia duchowego. Toteż wspomniawszy o tych szkodliwych dla zdrowia skutkach, święty Jan Kasjan pisze: „Jeśli pragniemy prowadzić duchową walkę zgodnie z regułami, powinniśmy leczyć tę chorobę z taką samą przezroczystością, co i poprzednie”, a święty Jan Chryzostom podkreśla konieczność „chcenia i pragnienia swego uzdrowienia” i pisze zwłaszcza: „Dla rozproszenia smutku bardzo użyteczne jest ogromnie się martwić z tego powodu”.

W części poświęconej jego nozologii widzieliśmy, że smutek może mieć rozmaite przyczyny. Każdy przypadek wymaga szczególnego leczenia.

  1. Pierwszą możliwą przyczyną smutku jest udaremnienie przyjemności obecnej albo oczekiwanej, wobec tego, bardziej fundamentalnie, utrata dobra sensualnego, frustracja pożądania albo zawiedzenia cielesnych nadziei. W przypadku takiej etiologii leczenie smutku implikuje zasadniczo wyrzeczenie się pożądań i rozkoszy „cielesnej” i, współzależnie, oderwanie się od wszelkich „dóbr” sensualnych, prowadzące aż do pogardy nimi. Święty Maksym zauważa: „Kto uniknie wszystkich żądz świata, staje się niedostępny dla świętego smutku świata”, a dalej radzi: „Przeciw (…) smutkowi, pogardzaj (…) przedmiotami materialnymi”. Święty Jan Klimak konstatuje w tym samym duchu: „Człowiek, który doszedł do gardzenia światłem, unikną smutku, ale kto jest przywiązany do czegokolwiek widzialnego, ten jeszcze nie ostał uwolniony od smutku. Albowiem jak się nie smucić, jeśli zostało się pozbawionym tego, co się kocha?” A Ewagriusz pisze: „Kto ucieka przed wszystkimi przyjemnościami świata, jest cytadelą niedostępną dla demona smutku. Smutek jest frustracją przyjemności – obecnej lub oczekiwanej – i niemożliwe jest odepchnąć tego demona, jeśli mamy namiętne przywiązanie do tego lub innego sposobu dóbr cielesnych. Albowiem zastawia on swoją sieć i powoduje smutek tam, że kieruje się nasza skłonność”. Ponieważ u podłoża każdej namiętności leży cielesne pożądanie w dążeniu do rozkoszy sensualnej, oczywiste jest, że leczenie smutku jest uwarunkowane leczeniem innych namiętności. Ewagriusz wyjaśnia: „Smutek pojawia się wówczas, kiedy nie uzyskuje się tego, czego się pragnie cieleśnie. Otóż pragnienie jest związane z każdą namiętnością: kto pokonał namiętności, tego nie opanuje smutek (…). Kto panuje nad namiętnościami, panuje nad smutkiem, ale kto został pokonany przez przyjemności, nie uniknie jej więzi. Kto kocha świat, będzie wielokrotnie zasmucony (…) Ale kto gardzi przyjemnościami świata, tego myśli smutku nie będą niepokoić”.

Człowiek podległy ciału jest żądny nie tylko dób materialnych, ale też zaszczytów i ludzkiej sławy, a analizując namiętność smutku, zauważyliśmy ścisłą więź istniejącą między nią a namiętnością żądzy próżnej sławy. A ponieważ rozczarowanie w dążeniu do zaszczytów i sławy w tym świecie jest czystą przyczyną smutku zarówno dla już je posiadających, ale pragnących jeszcze większych, jak i dla tych, którzy pragną wyjść z cienia. W tym przypadku leczenie smutku implikuje pogardę tej sławy i światowych zaszczytów albo lepiej – totalną wobec nich obojętność, czy się z nich korzysta, czy się jest ich pozbawionym: „Aby zwalczyć smutek, pogardzaj sławą [i] cieniem” – radzi święty Maksym.

  1. Drugą zasadniczą przyczyną smutku jest gniew – bez względu na to, czy jest on jego następstwem, czy też konsekwencją doznanej obrazy, przybierając wówczas często formę urazy.

    a

Ojcowie podkreślają, że przyczyna smutku nie leży w tych, na których się rozgniewaliśmy i do których żywimy urazę ani w tych, którzy nas obrazili, ale w nas samych. I dlatego zakończenie z tego powodu wszelkich stosunków z tymi osobami nie stanowiłoby odpowiedniego leczenia. Tak oto pisze święty Jan Kasjan: „Bóg, Stwórca wszystkiego wiedząc lepiej niż ktokolwiek inny, jak leczyć swoje stworzenie i że to nie w rzeczach, ale w nas samych tkwi korzeń i przyczyna naszych grzechów, nie nakazał nam zarzucić odwiedzania naszych braci ani unikać tych, których uważamy za zranionych przez nas albo przez których sądzimy, że zostaliśmy obrażeni”. Odwiedzanie bliźniego w tym przypadku, wręcz przeciwnie, umożliwia szybsze uzdrowienie niż samotność, jako że stanowi ono dla człowieka próbę konfrontującą go bezpośrednio z problemami leżącymi u źródła odczuwanego przezeń smutku, a w ten sposób pomaga mu łatwiej i szybciej go wyleczyć. W przeciwnym razie istniałoby ryzyko, że te trudności staną się bardziej lub mniej nieświadome, wciąż działając i utrzymując człowieka pogrążonego w smutku. Z drugiej strony wiadomo, że pamięć krzywd, żal, uraza i w ogóle wszystkie następstwa gniewu zazwyczaj nie gasną spontanicznie, ale wręcz przeciwnie – rozwijają się skrycie, wzmacniają się skrycie, wzmacniają się pod wpływem wyobraźni, rozprzestrzeniają się jak jad i stopniowo zatruwają całą duszę. Dlatego święty Jan Kasjan pisze, że smutek należy do tych namiętności, które „uzdrowione przez rozmyślanie serca i długotrwałą czujność, bywają również uleczone przez odwiedzanie braci i ciągłe prowokowanie tych namiętności. Im częściej te niepokoje są objawiane i nam zarzucane, tym szybciej uda się nam z nich wyzdrowieć”. W innym miejscu pisze on podobnie, że tym namiętnościom „towarzystwo nie szkodzi; wręcz przeciwnie – przynosi ono większe korzyści temu, kto prawdziwie pragnie się ich wyzbyć. Odkrywają się one towarzystwu ludzi i przez to samo, że się przy takich okazjach przejawiają częściej, uniemożliwiają one również szybsze wyleczenie”.

W tej właśnie perspektywie Ojcowie zalecają nie tylko nie mieć za złe temu, kto nas obraża, ale też uważać go za dobroczyńcę, za lekarza, który pracuje nad uzdrowieniem naszej duszy i mu dziękować. Jeśli jeden z braci „cię obraża albo w inny sposób cię zasmuca – zaleca pewien Starzec – módl się za niego, jak powiedzieli Ojcowie, z myślą, że dostarcza ci on wielkich dobrodziejstw i że jest lekarzem leczącym w tobie umiłowanie rozkoszy”. Inny radzi: „Jeśli ktoś zachowuje wspomnienie kogoś, kto go zasmucił, skrzywdził, albo znieważył, powinien on pamiętać o nim jako o lekarzu posłanym przez Chrystusa i uważać go za dobroczyńcę. Albowiem jeśli się smucisz w takich okolicznościach, to znaczy, że twoja dusza jest chora. Doprawdy, gdybyś nie był chory, nie cierpiałbyś. Powinieneś więc dziękować temu bratu, ponieważ dzięki niemu znasz swoją chorobę, modlić się za niego i przyjmować to, co pochodzi od niego jak lekarstwa, posyłane ci przez Pana. Jeśli, wręcz przeciwnie, jesteś na niego obrażony to tak jak byś powiedział Jezusowi <<Nie chcę przyjmować twoich lekarstw>>”.

W każdym bądź razie należy przebaczyć temu, kto obraził, porzucając wszelką urazę przeciw niemu i, na odwrót, dowieść wobec niego swojej życzliwości i miłości. Taką postawę można realizować zwłaszcza modląc się za niego i w ten sposób położy się kres smutkowi. „Smutek i uraza idą ze sobą w parze” – wyjaśnia święty Maksym: „jeśli więc, kiedy wyobrażasz sobie twarz brata, twój duch odczuwa smutek, to dowodzi to, że żywi on do Ciebie urazę”. „Czujesz do kogoś urazę? Módl się za niego i unicestwisz poryw namiętności, jako że modlitwa oczyszcza wszelką gorycz wspomnienia zła, które wyrządził ci ten człowiek. Potem, osiągnąwszy miłość i przychylność dla bliźniego,wyeliminujesz ze swojej duszy wszelki ślad namiętności”.

Zamiast oskarżać obrażającego, ten, kto został obrażony, powinien oskarżyć sam siebie, uznać się godnym zniewagi z powodu swego stanu grzechu, czy też uznać, że go sprowokował jakimś niewłaściwym słowem, postawą albo gestem w stosunku do niego. I tak święty Doroteusz z Gazy naucza, że „jeśli się siebie egzaminuje ze strachem Bożym i bada się starannie swoje sumienie, znajdzie się siebie na wszelkie sposoby odpowiedzialnym”. We wszystkich przypadkach, wyjaśnia on, „jeśli zbadamy starannie, to przyczyną niepokoju [odczuwanego po zniewadze] jest zawsze nieobwinianie samego siebie. Stąd bierze się przygnębienie i to, że nigdy nie znajdujemy spokoju. Nie powinniśmy się dziwić, jeśli wszyscy mówią, że nie ma innej drogi niż ta (…). Jeśli nie będziemy iść tą drogą, nigdy nie przestaniemy sprawiać cierpienia i sami cierpieć, niwecząc w ten sposób cały trud. Jakiejże radości, wręcz przeciwnie, jakiego odpoczynku, gdziekolwiek się uda, kosztuje ten, kto oskarża samego siebie, jak powiedział to abba Pojmen! Bez względu na to, jaką szkodę poniesie, jaka go spotka zniewaga czy cierpienie, z góry uważa siebie za godnego i nigdy się nie niepokoi. Czy jest stan, który byłby bardziej wolny od trosk”?

  1. Widzieliśmy, że obok form smutku, których przyczynę można dokładnie określić, istnieje też smutek „nieuzasadniony”, który może pojawić się w duszy bez powodu, a który w większości przypadków pobudzony jest przez demoniczną interwencję bardziej bezpośrednią niż w innych przypadkach. W takich przypadkach nie jest możliwe przewidzenie jakiegoś określonego lekarstwa i należy wówczas zastosować leczenie o charakterze ogólnym, to samo zresztą, które uzupełnia określone leczenie uprzednio omawianych form smutku.

    a

Ważne jest, by człowiek opanowany tym smutkiem nie zamykał się w sobie, bo to sprzyjałoby rozwojowi tej choroby, ale otworzył się ze swego stanu i wyjawił swe myśli doświadczonym osobom duchowym i z nimi rozmawiał. Będzie on mógł w ten sposób uwolnić się od tych myśli i usłyszeć pocieszające słowa, które okażą się dla niego niezastąpioną pomocą. Święty Jan Chryzostom w taki oto sposób podkreśla terapeutyczną wartość duchowej rozmowy dla cierpiących na smutek: „Dopóki nie zagoi się ta rana smutku, będę na nią przykładał lekarstwo pocieszenia. Jeśli lekarze leczą rany ciała aż do ustania bólu, to czyż nie powinno się w podobny sposób postępować z chorobami duszy? Raną waszej duszy jest smutek i na nią należy nieustannie wylewać dobroczynną wodę łagodnych słów. Zaiste, one łagodzą ruchy duszy lepiej niż ciepła woda łagodzi guzy ciała. Lekarze potrzebują gąbki, my aplikujemy nasze lekarstwo za pomocą języka. Nie potrzebujemy ognia, jak lekarze używający go do podgrzania wody; to łaska Ducha Świętego ogrzewa naszą mowę. Dzisiaj jeszcze dążymy do pocieszenia was. Jeśli nie będziemy tego czynić, gdzie znajdziecie ukojenie w waszych chorobach?”

Człowiek może również znaleźć potrzebną mu moc i pocieszenie w lekturze i rozmyślaniu nad odpowiednimi fragmentami Pisma Świętego, które stanowią lekarstwo tym skuteczniejsze, że towarzyszy mu modlitwa. Aby rozproszyć wasz smutek, święty Jan Chryzostom radzi Stairiuszowi: „dołączcie do rozważań wytrwałą gorliwą modlitwę. Dzięki częstemu stosowaniu tego podwójnego lekarstwa Dawid (…) złagodził swe ble i pocieszał się w zmartwieniach. To modlił się, mówiąc: <<Udręczenia serca mego rozmnożyły się: wyrwij mię z potrzeb moich>>, to znów kierował do niego nawet te pobożne i religijne słowa: <<Czemuś strapiona, duszo moja, czemu się trwożysz we mnie? Miej nadzieję w Bogu. Jeszcze Go będę wielbił>> (Ps 24,17; 42,6). Po czym powraca on do modlitwy (…), a potem znowu dodawał sobie odwagi”.

Modlitwa – we wszystkich jej formach – stanowi zasadnicze lekarstwo na smutek, bez względu na jego pochodzenie. „Modlitwa jest antidotum na smutek i zniechęcenie” – naucza święty Nil.

Jeśli psalmodia okazują się sposobem modlitwy szczególnie skutecznym do zwalczania smutku pochodzącego bezpośrednio od demonów”, to modlitwa serca, praktykowana z czujnością i uwagą, jawi się jako lekarstwo par exellence wszystkich form smutku. Święty Jan Kasjan, który pisze, że smutek należy do namiętności „uzdrawianych poprzez medytację serca i długotrwałe czuwanie”, precyzuje dalej: „oto jak możemy odsunąć od nas tę zgubną namiętność: (…) naszego ducha nieustannie zajętego rozmyślaniem duchowym. W ten sposób będziemy mogli pokonać wszelkie rodzaje smutku, bez względu na to, czy pochodzi on od gniewu, utraty zysku, szkody, którą nam wyrządzono, zniewagi, jaką nam ktoś wyrządził albo który odczuwamy bez jakiegokolwiek logicznego powodu, czy też który popycha nas do śmiertelnej rozpaczy”.

Walka z namiętnością smutku i zwycięstwo nad nią nie pozwala człowiekowi bezpośrednio osiągnąć stanu przeciwnego do smutku, a mianowicie radości. Człowiek powinien dążyć do uwolnienia się od smutku-namiętności tylko po to, by zrobić miejsce dla innej formy smutku, tym razem cnotliwej, która jako jedyna może pomóc mu poznać prawdziwą radość. I tylko o tej ostatniej formie smutku powiedziano: „Smutek wasz przemieni się w radość” (J 16,20).

Analizując namiętność smutku podkreślaliśmy, że pojawiła się ona w efekcie deprawacji smutku cnotliwego.

Podczas gdy smutek namiętność (który Ojcowie na ogół określają terminem λυπη) polega na smuceniu się z powodu frustracji pragnień cielesnych, utraty dóbr i przyjemności sensualnych albo doznanych zniewag, smutek cnotliwy – nazwany jest żalem, strapieniem (πενθος), skruchą (κατανυξις) – polega przede wszystkim na smuceniu się z powodu bycia oddzielonym lub oddalonym od Boga, bycia pozbawionym dóbr duchowych, na odczuwaniu bólu, na byciu boleśnie dotkniętym swoim stanem upadku w ogóle albo swoim grzechem w szczególności, na opłakiwaniu swoich grzechów obecnych i przeszłych, świadomych i nieświadomych. Stąd jawi się on jako stan duchowy bezpośrednio związany z pokajaniem, a którego przejawami są lamentowanie i łzy.

Polega on po drugie, na smuceniu się, bo widzi się swego bliźniego oddalonego od Boga, pozbawionego dóbr duchowych i smuceniu się z powodu jego grzechów i słabości.

Ojcowie stale przeciwstawiają sobie te dwa rodzaje smutku i podkreślają przywary tego pierwszego i zachęcają do wyrzeczenia się go, aby pobudzić do zdobycia drugiego, którego wykorzystanie usprawiedliwiają i wskazują wartość, a nawet nieodzowność dla życia duchowego i dzieła zbawienia, a które z tego powodu nazywają w ślad za Apostołem (2 Kor 7,9-11) „smutkiem według Boga”, albo jeszcze „smutkiem umiłowanym przez Boga”, „smutkiem zbawiennym”, „smutkiem pożytecznym”, „smutkiem użytecznym”, „pięknym smutkiem”, „smutkiem przyjemnym”, „smutkiem szczęśliwym” itp. Właśnie ten rodzaj smutku wymienia święty Paweł, kiedy pisze „Opanował mnie wielki smutek, a w sercu zapanował niemierny ból” (Rz 9,2). To do jego posiadania zachęca również Eklezjastes, który pisze: „Serce mądrych jest w domu żałoby” (Ekl 7,4).

Sam Święty Paweł wyraźnie ustanawia tę opozycję, pisząc: „smutek znoszony po Bożemu dokonuje zbawiennej zmiany usposobienia, czego się nigdy nie żałuje. Natomiast smutek świata powoduje śmierć” (2 Kor 7,8-10). W ślad za nim święta Synkletyka naucza: „Jest smutek użyteczny i jest smutek niszczycielski. Cechą pierwszego jest opłakiwanie swojego grzechu i smucić się z powodu słabości swoich bliźnich, aby nie odpaść od swojego postanowienia i aby przywiązać się do dobroci doskonałej. Ale jest też smutek pochodzący od wroga (…). Trzeba więc wygrać tego ducha (…)”. Święty Maksym tak samo przeciwstawia „nierozumnemu smutkowi wielu, wprowadzającemu do duszy śmierć powodu niezaspokojonych namiętności albo nieobecnych przedmiotów materialnych, ponieważ ich porywy dążą wbrew naturze do tego, do czego nie nie powinny, a ich odraza przeciw temu, co jest odpowiednie”, „smutek pożyteczny”, „ten smutek rozumny, pochwalny przez tych, którzy są mądrzy w rzeczach boskich”. A w innym miejscu pisze on: „Kto kocha Boga (…), nie smuci się przeciw nikomu powodów doczesnych. Inspiruje i odczuwa tylko smutek, ale ten zbawienny.” Święty Jan Chryzostom radzi: „O wierny wygoń twój obecny smutek, aby przywdziać ten inny smutek, który Apostoł nazywa smutkiem według Boga, smutkiem zdolnym dokonać naszego trwałego zbawienia: innymi słowy pokajanie za popełnione grzechy”. I precyzuje on w innym miejscu: Jezus Chrystus „ogłasza szczęśliwymi tych, którzy płaczą, ale nie tych którzy czynią to jakiegoś ludzkiego powodu, jak utrata dóbr doczesnych, ale tych, którzy mają skruchę chrześcijańską, opłakują swoje ubóstwo, pokutują za swoje grzechy, a nawet za grzechy innych”. Święty Jan Kasjan z kolei pisze „Powinniśmy odrzucić wszelki smutek bez różnicy jako smutek tego wieku, rodzący śmierć i wygnać go z serca”, „z wyjątkiem tego, który pobudza zbawienną pokutę, dążenie do doskonałości albo pragnienie dóbr przyszłych”.

a

Nie chodzi zaś o zniesienie wszelkiej formy smutku, a tylko smutku namiętności. Tuta także położenie kresu namiętności nie oznacza położenia kresu samej funkcji, ale jej uzdrowienie, aby umożliwić odzyskanie jej naturalnego i normalnego wykorzystania i działania na nowo w sposób zdrowy. Tu również uzdrowienie przybiera formę powrotu, nawrócenia tej funkcji, od jej wykorzystania namiętnego, przeciwnego naturze, do wykorzystania cnotliwego, które jest dla niej stosowne. Święty Grzegorz z Nyssy wyraźnie na to wskazuje: „rozum powinien wyraźnie dysponować wszelkimi rzeczami w naszym wnętrzu i wykorzystać zgodnie z ich właściwym celem i zmyślą o dobru każdego wszelką spośród sił duszy, które Stwórca stworzył, aby nam służyły jako instrumenty i narzędzia”, pisze on: „Jeśli chodzi o cenne dobro smutku, trzeba się weń wyposażyć w sprzyjającej chwili pokajania za swoje grzechy (…) albowiem nigdy nie jest użyteczny, jak tylko do takiej służby”. Zauważając, że „od nas zależy kazać służyć naszym członkom grzechowi albo sprawiedliwości”, święty Jan Chryzostom pisze w tym samym sensie, że nie powinno się odrzucać smutku, ale raczej wykorzystać go zgodnie z zasadami rozumu i przezorności. Pisze on szczególnie: „Grzesznik (…) powinien stosować smutek do oczyszczania swojej duszy i polepszania jej stanu”. „Pan – wyjaśnia on – pragną aby smutek stanowił jedną z [naturalnych] namiętności człowieka (…), aby ten czerpał z niego cenne korzyści. Jak je uzyskać ? Smucąc się ze słusznych powodów. Już nie przeciwności losu, a jedynie grzech powinien wywoływać ten smutek.” Gdzie indziej zauważa on: „Wielka jest władza smutku: jest to duchowa choroba wymagająca wiele siły, by się jej odważnie sprzeciwić i odrzucić to, co ma ona złego, wziąwszy uprzednio to, co ma użytecznego, albowiem smutek może być użyteczny. W rzeczywistości smutek jest dobry i użyteczny tylko wtedy, kiedy zgrzeszyliśmy, ale jest on bezużyteczny, kiedy jest spowodowany ludzkimi nieszczęściami”. Święty Barsanufiusz radzi bardziej lakonicznie: „Absolutnie nie powinniśmy się smucić z powodu jakiejś rzeczy tego świata, ale wyłącznie z powodu grzechu”.

Smutek cnotliwy nie jest więc zasadniczo innej natury niż smutek namiętność. Różni się tylko celem, jaki wyznacza mu człowiek, tylko przedmiotem, na który go przenosi. Ale ten cel, w jednym i drugim przypadku, nadaje mu inną formę. Święty Jan Kasjan tak oto przedstawia odpowiednie ich charakterystyki: podczas gdy smutek-namiętności jest cierpki jest „cierpki, niecierpliwy, nieznośny, pełen urazy, bezpłodnej goryczy i uciążliwej rozpaczy”, „paraliżujący działanie tego, którym on zawładną i odciąga go od zbawiennego cierpienia, albowiem jest on nierozumny”, to na odwrót, „smutek, <<dokonujący zbawiennej zmiany usposobienia>> (2 Kor 7,10), jest posłuszny, życzliwy, pokorny, łagodny, pełen słodyczy i cierpliwości, ponieważ pochodzi z miłości do Boga. Przez pragnienie doskonałości, rozszerza się on niestrudzenie na wszystkie bóle ciała i na żal za grzechy ducha. Na swój sposób radosny i umocniony swoim postępowaniem, zachowuje zawsze słodycz charakteru i wielkoduszność, sam posiadając wszystkie owoce Ducha Świętego, które wylicza Apostoł: <<miłość, radość, pokój, cierpliwość, dobroć, życzliwość, wierność, łagodność, opanowanie>> (Ga 5,22-23)”.

Nie chodzi tylko o to aby człowiek smucił się z powodu obecnych grzechów, ale, jak to powiedzieliśmy, z powodu swego stanu upadku, oddzielenia od Boga albo przynajmniej oddalenia od Boga. Dlatego duchowy smutek powinien być stały. „Powinno się zawsze mieć penthos” – naucza abba Pastor. A inny Starzec głosi: „Podobnie jak wszędzie nosimy cień naszego ciała, tak samo powinniśmy mieć z nami w każdym miejscu łzy i żal za grzechy”. Święty Jan Chryzostom twierdzi podobnie: „Zawsze jest czas łez”. Święty Jan Klimak pisze: „prawdziwa skrucha jest bólem duszy, który nie pozwala jej na żadną nieuwagę, który nie pozwala jej dać sobie jakiekolwiek wytchnienie, ale który w każdej chwili pokazuje jej własny rozpad”. I pisze on że „penthos jest bólem, który dla duszy objętej ogniem stał się jakby naturalny”.

Celem smutku według Boga jest osiągnięcie doskonałości, a tym co go motywuje jest pragnienie tej doskonałości i przyszła niebiańska szczęśliwość. Otóż im bardziej człowiek zbliża się do Boga, tym bardziej uświadamia sobie, że jest od Niego oddalony; im bardziej postępuje drogą doskonałości, tym mniej ma wrażenie, że ją osiąga; im bardziej jest oczyszczony ze swoich grzechów tym bardziej widzi siebie grzesznym i odczuwa potrzebę czynienia pokajania i opłakiwania swoich grzechów. Tak więc smutek według Boga, daleki od zmniejszania się w miarę czynienia duchowego postępu, na odwrót – wzrasta, jak wskazuje to święty Jan Klimak: „Smutek jest cierpieniem, które stało się dla pokutującej duszy jakby naturalne, podobnie jak dla kobiety ból rodzenia.

Podobnie jak wszystkie cnoty smutek jest bożym darem. Jak wszystkie cnoty zakłada on jednak nieustanny wysiłek człowieka, aby go sobie przyswoić i zachować. W odróżnieniu od smutku-namiętności nie jest on stanem, któremu człowiek podlega pasywnie, w niektórych momentach bardziej niż w innych, ale postawą ascetyczną, która powinna stale pobudzać i utrzymywać dzięki prawdziwej ciężkiej pracy. W tej synergii Bożej łaski i ludzkiej woli Bóg często przejawia inicjatywę; ale, naucza święty Bazyli, dzieje się tak po to, aby stymulować wolę człowieka, aby „dusza, zasmakowawszy słodyczy takiego smutku starała się go żywić” albo żeby mu pokazać, że „gdy dusza miała nieco więcej gorliwości, mogłaby zawsze być w tym stanie”. Jeśli w tym przypadku człowiek nie może go zachować, wynika to tylko z jego niedbałości i jeśli ogólnie rzecz biorąc nie może go zdobyć, świadczy to tylko o braku uwagi i wysiłku z jego strony. Tak samo święty Barsanufiusz konstatuje, że łzy przychodzą do człowieka „tylko z wysiłkiem, dzięki wielkiej gorliwości i wytrwałości”. A święci Kalikst i Ignacy Ksantopulos podkreślają, że są one owocem walki. Święty Jan Klimak z klei akcentuje konieczność gorliwej praktyki, aby zdobyć tę cnotę, ale też szczególnie, aby ją zachować. Taki wysiłek pozostaje konieczny dopóki smutek nie będzie solidnie zakorzeniony i nie stanie się normalnym.

Aby osiągnąć stałą skruchę, człowiek powinien być przede wsystkim nieustannie świadomy swoich grzechów. Ta postawa, której przykład daje Psalmista, mówiąc: „Albowiem uznaję nieprawości moje, a grzech mój stoi mi zawsze przed oczami” (Ps 50,5), stanowi to co Ojcowie często nazywają „pamięcią o grzechach”. Tak radzi pewien Ojciec: Trwajmy w pamiętaniu naszych grzechów i będziemy mieli wielki smutek w naszych sercach.” A święty Barsanufiusz pisze: „W ciągłości pamięci przychodzi do człowieka skrucha”. Jednakże nie oznacza to koniecznie świadomości, albo pamięci o jakiś szczególnych grzechach, ale raczej świadomości bycia grzesznikiem, jak precyzuje to święty Barsanufiusz: „Przez pamięć o grzechach pojmuje nie – że przypomina się sobie każdy z osobna, aby w wyniku ingerencji wroga nie doszło do nowego zniewolenia, a tylko przypomnienie, że się jest wpędzanym w grzechy”. Aby osiągnąć skruchę, do pamięci o swoich grzechach człowiek powinien oczywiście to co Ojcowie nazywają powszechnie osądem siebie.

Ponieważ skrucha jest darem Bożym, a Bóg nie narzuca swoich darów, człowiekmusi prosić w modlitwie aby ją otrzymać.

Skoro już zostały wykazane te dwa warunki, okazuje się, że jednym z głównych źródeł skruchy jest strach Boży. Święty Piotr Damasceński zatytułował rozdział swej Księgi: „Niechaj strach rodzi żal”, a święty Jan Chryzostom naucza: „Tam gdzie jest skrucha, tam te są szczere i obfite łzy, westchnienia pełne skruchy”. Ten sam mówi w innym miejscu „Kiedy łzy pochodzą od strachu Bożego trwają one zawsze”

Smutek według Boga jest równie rodzony przez pamięć o śmierci, myśli o przyszłym sądzie, niepewność bycia zbawionym, strach mąk piekielnych i świadomość faktu, że „kto nie płacze nad sobą tutaj, będzie musiał płakać wiecznie w tamtym świecie”.

Psalmodia i lektury duchowe (szczególnie żywoty świętych) praktykowane z uwagą i skupieniem również stwarzają dlań dogodne warunki. Tak samo pobudza go wyjawienie myśli i rozmowy z osobami zaawansowanymi duchowo.

Ubóstwo materialne, samotność, milczenie (te dwa ostatnie pojęcia na ogół streszczane są terminem hezychia) również przyczyniają się do jego zdobycia i zachowania.

Podczas gdy smutek-namiętność osłabia człowieka, drąży go, niszczy jego życie wewnętrzne i, jak mówi to apostoł Paweł, „powoduje śmierć” (2 Kor 7,10). Smutek cnotliwy w żaden sposób nie przynosi takiego skutku. „Zasmuceni byliście po Bożemu tak, że w niczym nie ponieśliście szkody” – precyzuje święty Paweł (2 Kor 7,9). „Smutek po bożemu nie atakuje człowieka” – zauważa abba Izajasz; nie wzbudza w nim lęku i go nie deprymuje. Stanowi on dla niego wręcz przeciwnie zasadniczy i nieodzowny motor życia duchowego. W tym właśnie celu Bóg umieścił go w ludzkiej naturze. „Bóg pragną, by smutek był jedną z [naturalnych] namiętności człowieka, aby czerpał on zeń cenne korzyści” – pisze święty Jan Chryzostom. A pewien Starzec nie waha się stwierdzić: „Z żalu pochodzą wszelkie dobra”.

Jest on dla człowieka przede wszystkim zasadniczą drogą pokajania, pomagającą mu uzyskać od Boga przebaczenie jego grzechów i uzdrowienie namiętności. Jest przez to warunkiem jego bawienia. I tak pewien Starzec twierdzi: „Aby zostać zbawionym trzeba zachować smutek wraz bezmierną skruchą”. Zaś abba Pojmen mówi jeszcze bardziej kategorycznie „Płakanie jest drogą, którądajenam Pismo Święte i nasi Ojcowie, kiedy mówią <<Płaczcie!>> Doprawdy, nie ma innej drogi niż ta”. Podobnie święty Symeon Nowy Teolog twierdzi: „Znieś łzy: zniosłeś jednocześnie oczyszczenie, ale bez oczyszczenia nikt nie może zostać zbawiony”. Stanowi to kontynuację samej nauki świętego Pawła: „Zasmuciliście się ku pokucie. (…) Smutek, który jest z Boga, przynosi nieodmienną pokutę ku zbawieniu” (2 Kor 7,9-10). Toteż święty Symeon Nowy Teolog nie waha się stwierdzić „Oprócz smutku i łez nie ma w nas innego pokajania”, a abba Pojmen widzi w nim jedyny sposób uwolnienia się od grzechu. Święty Jan Chryzostom nie przestaje podkreślać oczyszczającej mocy penthos: „Masz grzech bądź w smutku i spowodujesz zniknięcie grzechu”, albowiem „penthos ściera grzech”. „Smutek, którego tematem jest grzech, oczyszcza z tego grzechu”. „Jeśli ktoś, popełniwszy grzech, smuci się, grzech znika, a wina zostaje naprawiona”. I wskazuje on, że jest to prawdziwy i główny cel smutku i że po to Bóg dał go człowiekowi: „ma on moc tylko niszczenia grzechu poprzez starcie go, gdyż Bóg nie stworzył go w innym celu”. I uważając go wyraźnie za lekarstwo, pokazuje, że może być skuteczny tylko wobec grzechu, do którego został dokładnie dostosowany: Lekarstwa zostały zrobione z myślą o chorobach, które mogą wyleczyć, a nie z myślą o tych, w których nie mogą przynieść ulgi(…). Zastosujmy to, co zostało przed chwilą powiedziane, do smutku, a odkryjemy, że nie ma on żadnego wpływu na rozmaite zdarzenia życia, a jedynym złem, które może on w nas wyleczyć, jest grzech. Jest więc pewien, że został on przeznaczony wyłącznie do tego, aby nas od niego wybawić.” Z kolei Ewgariusz, zgodnie z tą samą perspektywą medyczną, uważa łzy przelane podczas opłakiwania grzechów za „antidotum namiętności”. „Nic tak nie niszczy namiętności jak smutek” – twierdzi podobnie święty Izaak Syryjczyk. A święty Ammonas uczy bardziej ogólnie: „Penthos niewzruszenie wygania wszystkie przywary” Tak samo święty Jan Klimak „Czyste łzy niszczą wszystkie widzialne albo ukryte nieczystości”. Tak oto można powiedzieć wraz ze świętym Izaakiem, że „przez smutek dochodzi do czystości duszy”.

Łzy mają taką moc oczyszczania i uzdrawiania, że Ojcowie nie wahają się uważać je za wodę innego chrztu, która zmywa wszystkie grzechy popełnione po pierwszym chrzcie i pozwala odzyskać łaskę. Święty Symeon pisze na ten temat: „Nigdy, przenigdy nie słyszano, by dusza bez łez została oczyszczona z brudu grzechu, skoro zgrzeszyła ona po chrzcie”. (…) Chrzest oczyszcza nas od popełnionych przed nim grzechów, zaś łzy ścierają grzechy popełnione przez nas później. Ponieważ wszyscy przyjmujemy chrzest w dzieciństwie, potem go zanieczyszczamy; ale dzięki łzom odnawiamy go w jego pierwszej czystości”.

Tak właśnie łzy przyczyniają się w znacznej mierze do doprowadzenia człowieka do beznamiętności. Święty Izaak pisze na ten temat „Niemożliwe jest aby namiętności niepokoiły człowieka ciągle pogrążonego w żalu. Żyć w smutku i płakać to właśnie charyzmaty beznamiętności. Jeśli łzy nie tylko mogą doprowadzić do beznamiętności tego, kto chwilowo żyje w smutku i płacze, ale też mogą oczyścić jego umysł i wybawić go od pamiętni namiętności, cóż rzecz o tych, który noc i dzień oddają się świadomie temu dziełu?” Człowiek zaznaje wówczas spokoju myśli, prawdziwego i doskonałego pokoju duszy, który z tego punktu widzenia można uważać za skutek penthos. A czystość serca i umysłu, jak również ten spokój myśli, osiągnie dzięki smutkowi, skrusze i łzom, otwierają mu drzwi d kontemplacji tajemnic i prawdziwego poznania Boga, zgodnie z obietnicą samego Chrystusa: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem nazwani będą synami Bożymi” (Mt 5,9) „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (tamże, 8) Dlatego święty Izaak Syryjczyk mówiąc o smutku i łzach, precyzuje: „Wszyscy święci starali się wejść tymi drzwiami”.

Oczyszczenie z grzechów i namiętności nie jest jedyną korzyścią wynikającą ze smutku według Boga i czyni człowieka gorliwym w życiu duchowym, jak wskazuje to Apostoł: „Oto, jaką gorliwość spowodował wśród was ten smutek znoszony po Bożemu. Nie tylko gorliwość, ale również (…) bojaźń, tęsknotę, żarliwość” (2 Kor 7,11) „Nic nas tak nie pobudza do duchowości i nie skłania nas do życia w sferze duchowej jak smutek” – twierdzi w ślad za nim święty Izaak Syryjczyk. Innymi słowy, ta cnota wybawia duszę od niewrażliwości, oschłości i zatwardziałości, do których doprowadził ją grzech. Pomaga człowiekowi być ciągle czujnym. Smutek powinien zawsze towarzyszyć modlitwie, ale też stwarza dla niej dogodne warunki i przyczynia się do uczynienia jej owocną. Tak oto radzi Ewgaiusz: „W początkach modlitwy zmuś swą duszę do przelania łez i do skruchy po to, aby cała twoja modlitwa stała się owocna”; i jeszcze: „Wykorzystaj łzy, aby wszystkie twoje prośby zostały wysłuchane, albowiem Twój Pan ma wielkie upodobanie w przyjmowaniu modlitwy odmawianej ze łzami”. A święty Izaak widzi we łzach spełnienie modlitwy i znak, że modlitwa już została usłyszana. Głęboko związana z pokorą i przezeń pobudzona, skrucha jest też jej zasadniczym źródłem, a nawet jak mówi święty Symeon Nowy Teolog, jest jej warunkiem sine gua non. Ale w rzeczywistości jest ona drogą dojścia do do wszystkich cnót i umożliwia im wszystkim rozwój. Abba Mojżesz naucza: „Dzięki łzom zdobywa się, cnoty tak jak również dzięki łzom uzyskuje się przebaczenie grzechów”. A święty Antonii głosi: „Kto pragnie poczynić postępy w budowaniu cnót, będzie je czynił przez płacz i łzy”. Abba Pojmen uważa go za „jedyny sposób”, aby tego dokonać, podobnie jak święty Izaak, który pisze: „Dusza, która troszczy się o cnotę, (…) nie może przeżyć nawet jednego dnia bez smutku. Albowiem cnoty są związane ze strapieniami. Kto uwalnia się od smutków, nieuchronnie oddziela się od cnoty.”

a

Charakterystycznym skutkiem smutku według Boga jest jego pocieszająca słodycz, która paradoksalnie ujmuje od smutku i cierpienia ich bolesność i jawi się jako wyraźny znak Bożej pomocy i obecności łaski w duszy. I tak święty Jan Chryzostom zauważa: „Owoc lamentów jest wielki, wielka jest ich przekonywująca słodycz. (…) Ciągłe lamenty przynoszą pocieszenie”. A święty Jan Klimak pisze: „Otchłań smutku widzi pocieszenie (…). Boża pomoc jest odnowieniem duszy przybitej troską, która w cudowny sposób bolesne łzy czyni bezbolesnymi”. Jest to naturalnie godne z nauką Chrystusa „Błogosławieni, którzy płaczą: albowiem oni będą pocieszeni” (Mt 5,4), który ustami proroka Izajasza mówił: „Oto namaścił mnie Pan i posłał mnie, bym (…) łagodził ból tych, których serca złamane, (…) abym pocieszał wszystkich żałobą dotkniętych, płaczących Syjonu napełnił radością, dał olejek radości zamiast sat żałobnych” (Iz 61, 1-3).

Bóg daje zasmuconemu człowiekowi nie tylko pocieszenie, ale i duchową radość, która jest najbardziej charakterystycznym skutkiem smutku, skruchy i łez, jak to wskazuje sam Chrystus: „Będziecie płakać i zawodzić (…) będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość” (J16,20). Toteż Ojcowie często nazywają smutek według Boga paradoksalnie „smutkiem radosnym”. Abba Izajasz twierdzi po prostu: „Smutek według Boga jest radością”. Święty Jan Klimak, który nie zawahał się zatytułować VII stopnia swojej Drabiny raju: „O smutku (πενθος) niosącym radość”, podkreśla paradoks: „Kiedy rozważam naturę skruchy, jestem zaskoczony: jak to, co nazywa się strapieniem i smutkiem, może zawierać ukryte w swym wnętrzu tyle radości i wesołości?” I zmuszony jest konstatować, że „kto idzie w ciągłym smutku według Boga, spędza każdy dzień swojego życia ma duchowym świętowaniu. Święty Jan Kasjan pisze w podobnym sensie: „Często zbawienna obecność skruchy objawia się właśnie poprzez niewypowiedzianą radość i uniesienia. Do tego stopnia, że ogrom radości czyni ją nieznośną, wybucha ona w wielkie krzyki, które, a do sąsiedniej celi donoszą dobrą nowinę naszego szczęścia i naszego upojenia”. Ze swej strony święty Jan Chryzostom konstatuje: „Smutek, którego podmiotem jest grzech, (…) dostarcza nam wielkiej radości”; „smutek według Boga rodzi tylko rozkosz i wesołość. Doskonale wiedzą o tym dusze modlące się z bólem i przelewające łzy pokajania. Jakimiż radościami nie zostają oni zasypani!” W innym miejscu precyzuje on, że Chrystus „ogłasza błogosławionymi tych, którzy płaczą, ale nie tych, który płaczą z jakiegoś ludzkiego powodu (…), a tych, którzy mają chrześcijańską skruchę” i zauważa on, że radość zalecana przez świętego Pawła, piszącego: „Radujcie się wzajemnie w Panu. Powtarzam raz jeszcze: radujcie się” (Flp 4,4), „daleka od bycia przeciwną tym łzom, rodzi się u ich czystego i obfitego źródła. Opłakiwać swoje prawdziwe biedy i je wyznawać, oznacza tworzyć sobie radość i szczęście”.

Fakt, że smutek powoduje radość i paradoksalną możliwość współistnienia tych dwóch, można wyjaśnić na kilka sposobów.

Należy przede wszystkim zauważyć, że nie z tego samego powodu człowiek się wówczas smuci i weseli. „Możliwe jest – zauważa święty Jan Chryzostom – być pogrążonym w smutku powodu swoich grzechów i być radosnym z powodu Chrystusa”.

Trzeba następnie zaznaczyć, że smucąc się duchowo, człowiek wypełnia Bożą wolę i to stanowi i dla niego powód do radości.

Inny powód jest taki, że w przeciwieństwie do smutku-namiętności rodzącego rozpacz, smutkowi według Boga towarzyszy nadzieja. Smucąc się z powodu swoich grzechów i chorób duchowych, człowiek przejawia nadzieję na otrzymanie od Boga ich przebaczenia i uzdrowienia. Jest to jak wskazuje święty Nil, jedno ze źródeł radości, którą odczuwa smucący się: „Opłakiwanie grzechów zawiera bardzo słodki smutek i gorycz podobną do miodu, ponieważ przyprawiony jest on dobrą i najwyższą nadzieją. Dlatego żywi on ciało i powoduje jaśnienie radością głębi duszy”. Święty Grzegorz z Nyssy pisze w podobnym duchu: „Jak nie nazywać błogosławionym [smutku według Boga], kiedy uznaje on zło i opłakuje grzeszne życie? W obumarłym na skutek wypadku członku paraliż jest znakiem, że jakaś część ciała właśnie obumiera. Jeśli dzięki sztuce lekarza uda się przywrócić temu członkowi czucie, lekarz i chory cieszą się razem, nawet jeśli jest to uczucie bólu, ponieważ można przewidzieć wyleczenie”.

Trzeba też powiedzieć, bardziej zasadniczo, że im bardziej człowiek smuci się z powodu swojego grzechu i kory się przed Bogiem, tym bardziej otwiera się i czyni w sobie miejsce dla Bożej łaski, którą mu komunikuje Duch Święty, Pocieszyciel (por. 2 Tes 2,16), źródło wszelkiej radości (por Ga 5,22).

Radość, jaką w związku z tym człowiek odczuwa, jest niewspółmierna do tej, którą możne on odczuwać z powodów światowych i zajmuje ona w duszy miejsce rokoszy związanej z namiętnościami. Chodzi tu, jak podkreślają to Ojcowie, o „prawdziwą radość”, radość boską, radość w Panu (Ps 32, 21; Flp 4,4), która jest atrybutem samej łaski, która dostarcza człowiekowi rozkoszy sensualnej dla jego natury, która odpowiada zdrowiu jego jestestwa w jego naturalnym sensie i która jest znakiem, że człowiek stał się ponownie mieszkańcem Boga, miejscem, w którym działają jego przebóstwiające energie.

Należy przypomnieć, że smutek i łzy nie opuszczają człowieka przez osiągnięciu przezeń doskonałości. Charyzmat łez pojawia się nawet, jak to powiedzieliśmy, jako oznaka tej doskonałości. Tak oto pisze święty Izaak Syryjczyk: „W smutku żalu wszyscy święci opuścili to życie. (…) Błogosławione serce czyste, albowiem nie ma pory, aby nie cieszyły się one tymi rozkoszami łez, a w takich rozkoszach widzą one zawsze Pana. Mają jeszcze łzy w oczach, a już jest im widzieć Boże objawienie na wyżynach ich modlitwy.”

Wynika to z faktu, jak mówi gdzie indziej święty Izaak, że „doskonałość samych doskonałych jest niedoskonała”. Dopiero po zmartwychwstaniu człowiek otrzyma od Boga absolutną doskonałość i wreszcie ustaną smutek, lamenty i płacz (por. Iz 35,10; Ap 7,17; 21,4), albowiem dopiero wtedy grzech będący przyczyną smutku, skruchy i łez, zostanie definitywnie zniszczony.

Jednakże świętym, którzy znają radość pochodzącą od smutku, dane jest doświadczenie także radości nim nie związanej, pierwocin szczęśliwości przyszłego wieku. Tym, którzy posiadają charyzmat łez, będących wyrazem jej czystej radości i związanych z kontemplacją dóbr boskich. Ale ta radość i te błogosławione łzy, będące wyrazem tej radości, nie są im dane na stałe i nie zastępują definitywnie innych.

a

Także da wszystkich smutek i skrucha pozostają w tym życiu zasadnicze: święty Izaak podkreśla to wielokrotnie i zdecydowanie, a święty Jan Klimak pisze: „Kiedy nasza dusza opuści ten świat, nie będziemy musieli odpowiadać za to, że nie dokonaliśmy cudów, nie byliśmy teologami ani że nie doszliśmy do kontemplacji. Ale nieuchronnie będziemy musieli zdać Bogu rachunek z tego, że nie praktykowaliśmy nieprzerwanie penthos”

Powyżej odwoływaliśmy się zwłaszcza do smutku, który polega na opłakiwaniu własnych grzechów. Nie powinniśmy przez to zapominać, że istnieje także druga formasmutku, polegająca na smuceniu się z powodu grzechów swojego bliźniego.

Ten drugi przejaw smutku jest bardo ważny. Święty Klemans Rzymski podkreśla, że normalnym zachowaniem chrześcijanina jest opłakiwać grzechy swojego bliźniego i uczynić jego słabości swoimi. A święty Teodor Studyta zauważa, że będąc prawdziwymi uczniami Chrystusa, który współczuł wszystkim ludziom, „nie powinniśmy zajmować się tylko sobą, ale też smucić się i modlić za cały świat.”

Ta druga forma smutku wynika częściowo z pierwszej. Skrucha doprowadziła człowieka do płaczu z powodu grzechów jego bliźniego tak samo jak z powodu własnych, tym bardziej że pozwala mu ona zauważyć w sobie samym cały ogrom niedoli upadłej i oddzielonej od Boga ludzkości. Święty pokutnik, płacząc nad sobą, płacze nad ludzkością nie tylko dlatego, że czuje się wobec wszystkich winien za wszystkich i za wszystko, ale też dlatego, że w swym wielkim współczuciu wczuwa się w położenie każdego człowieka, czując jego choroby i bierze je na siebie.

Korzyści duchowe, jakie ten współczujący smutek przynosi człowiekowi, są analogiczne do otrzymanych przezeń od Boga dzięki praktykowaniu skruchy. „Prawdziwy chrześcijanin smuci się z powodu upadku swojego brata i ten smutek zjednuje mu łaski i przyjaźń Pana” – pisze święty Jan Chryzostom.

Pomaga on także otrzyma odpuszczenie grzechów i zostać uzdrowionym z namiętności. Tak oto radzi święty Bazyli: „Trzeba, byśmy płakali z tymi, co płaczą. Kiedy zobaczysz brata cierpiącego z powodu popełnionych przezeń grzechów, płacz razem z nim. Tak właśnie się poprawisz, widząc grzechy drugiego. Albowiem kto przelewa łzy z powodu grzechów bliźniego, uzdrawia siebie samego, litując się nad swoim bratem”.

Stymuluje on również życie duchowe i stwarza dogodne warunki do zdobycia cnót. Dzięki niemu człowiek otrzymuje również od Boga pocieszenie i duchową radość.

Jeśli jednak Ojcowie nie rozpisują się szeroko na temat jego skutków, to dlatego, że są one częściowo identyczne ze zrodzonymi przez miłość, ponieważ smutek odczuwany z powodu grzechów bliźniego jest bardzo bliski i wynika w znacznej części ze współczucia, które jest formą miłości. Niech więc wolno nam będzie co do reszty odesłać do tego, co zostanie powiedziane później na temat tej cnoty.

“Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycnej Kościoła pawosławnego” Jean-Claude Larchet

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.