Leczenie gniewu. Pokora i cierpliwość.

a

Leczenie gniewu. Pokora i cierpliwość.

Ponieważ umiłowanie rozkoszy (φιληδονια) stanowi podstawową przyczynę patologicznego wykorzystania siły gniewliwej, to właśnie je trzeba najpierw wykorzenić, jeśli się chce wyleczyć z namiętności gniewu.

Ponieważ umiłowanie rozkoszy jest zasadniczo związane z pragnieniami sensualnymi, leczenie gniewu zakłada umartwienie pożądliwości. I tak, pisze święty Maksym, „usypiamy niestosownie ujawnione agresywności (θυμος), która nie ma już żądzy, która by ją pobudziła i przekonała, by się dać zwyciężyć przez znane przyjemności (…). Agresywność, z natury pochodząca żądzy z pomocą, naturalnie przestaje wpadać w furię, widząc, że żądza została umartwiona”.

Aby zostać wyleczonym z gniewu, człowiek musi najpierw pokonać namiętności związane z żądzą, a zwłaszcza obżarstwo, rozwiązłość i chciwość, które są częstymi przyczynami tej namiętności, i praktykować przeciwstawne im cnoty. Ojcowie szczególnie akceptują walkę z chciwością i paradoksalnie przedstawiają jałmużnę jako zasadnicze lekarstwo na gniew. Ewagriusz pisze: „Trzeba zwrócić się do Lekarza dusz, który leczy część gniewliwą poprzez jałmużnę”. Święty Maksym, który pisze, że „niektóre lekarstwa (…) osłabiają i redukują namiętności”, precyzuje, że dla gniewu stosowna jest jałmużna: „Jałmużna jest leczeniem gniewu”.

Jałomużna stanowi zresztą przejaw miłości, jeden z głównych antidotów na gniew, jako że ten, wręcz przeciwnie, atakuje bliźniego, przejawiając się jako nienawiść do niego. „Miłość uzdrawia gniewliwą część duszy” – konstatuje Ewagriusz, który zauważa jeszcze: „Część gniewliwa potrzebuje większej ilości lekarstw niż część pożądliwa: dlatego miłość nazywana jest <<wielką>> (1Kor 13,13), albowiem jest ona hamulcem części popędliwej”. To właśnie twierdzi też święty Maksym: „Trudniejsze do zwalczania są namiętności siły gniewliwej duszy (…). Dlatego silniejsze jest lekarstwo, które Pan dał przeciwko gniewowi: przykazanie miłości”. Ten sam pisze jeszcze: „Jeśli siła gniewliwa jest stale wzburzona (…), lekarstwem jest dobroć, dobroczynność, miłość i miłosierdzie”. Ewagriusz zauważa jeszcze, że współczucie zmniejsza gniewliwość i odnotowuje: „Kiedy część gniewliwa jest wzburzona, miłosierdzie ją uspokaja”. Święty Doroteusz z Gazy naucza, że „tam, gdzie jest współczucie i miłość, gniew i uraza nie mogą odnieść zwycięstwa”. Święty Jan Klimak, zalecający dołączenie do łagodności i cierpliwości także miłości, twierdzi zdecydowanie: „Kto ma prawdziwą miłość do bliźniego, wypędził z duszy gniew”. Wspominając o urazie, święty Maksym pisze w tym samym sensie: „Osiągnąwszy miłość i dobroczynność dla bliźniego, wyeliminujesz z duszy wszelki ślad namiętności”. I radzi bardziej ogólnie: „Triumfuj nad nienawiścią dzięki miłości”.

a

Ponieważ gniew pochodzi ponadto od pychy i żądzy próżnej sławy, tak więc atakując te dwie namiętności, można się z niej wyleczyć. Święty Maksym, przedstawiając żądzę próżnej sławy jako jeden z powodów, dla których „siła gniewliwa się burzy”, podkreśla konieczność zniszczenia tej przyczyny choroby i twierdzi, że bez wzgardzenia sławą, nie można „”szybko położyć kresu pretekstom do gniewu”. Z kolei święty Jan Chryzostom podkreśla etiologiczną rolę pychy i konieczność jej zaatakowania: „Jeśli chodzi o choroby duszy, nasze mowy mają do spełnienia dwa obowiązki: najpierw wyleczyć chorobę, a po uzdrowieniu uniemożliwić jej nawrót. Obecnie szukamy metody dla trudnej terapii. Nie chodzi jeszcze o dobre zdrowie. Jak położyć kres tej opłakanej przyczynie? Jak zgładzić tę straszną gorączkę gniewu? Zobaczmy, skąd ona pochodzi i zniszczmy jej przyczynę. Skąd przychodzi ona zazwyczaj? Z nadmiaru arogancji i pychy. Zniszczmy tę przyczynę, a choroba zniknie”. Jak to zobaczymy później, to właśnie pokora stanowi antidotum na żądzę próżnej sławy i pychę. Aby wyleczyć gniew, trzeba więc zdobyć pokorę. Ponieważ gniew jest „symptomem bardzo wielkiej pychy”, „nawrócenie wymaga wiele pokory” – zauważa święty Jan Klimak, który pisze, że pokora doprowadziła „do wygania z naszej duszy wszystkich poruszeń i wszystkich wybuchów gniewu”. „Jak ciemności znikają z pierwszym pojawieniem się światła, tak też aromat pokory powoduje zniknięcie wszelkiego śladu zgorzknienia i gniewliwości”.

a

Z kolei święty Grzegorz z Nyssy pisze: „Pokora jest matką łagodności serca. Jeśli zamykasz drzwi przed pychą, gniew nie znajduje wejścia. Brutalność i hańba prowokują tę chorobę u osób porywczych. Ale poniżenie nie dotyka tego, kto praktykuje pokorę”. Trzeba głęboko przeżywać pokorę serca. Osoby utwierdzone w tym przeżyciu nie dają w swej duszy żadnego dostępu gniewowi”. Zaś święty Doroteusz z Gazy przytacza następujące słowa pewnego Starca: „Pokora nie gniewa się na nikogo”.

a

Toteż, kto pragnie zostać szybko wyleczony, powinien nie tylko akceptować upokorzenia, ale nawet do nich dążyć i ćwiczyć się w ich znoszeniu, aż stanie się na nie niewrażliwy. „Brak gniewu – pisze święty Jan Klimakjest nienasyconym pragnieniem upokorzeń (…). Brak gniewu jest pokonaniem natury, która stała się niewrażliwa na zniewagi”. W tej perspektywie ciskający przekleństwa mimowolnie odgrywa rolę lekarza duszy, jak zauważa to pewien Starzec, podkreślając powiązanie tego leczenia z tymi poprzednio przytaczanymi, mianowicie – z jednej strony wyeliminowania rozkoszy, a z drugiej – miłości: „Jeśli jeden z twoich braci cię znieważa albo zasmuca w inny sposób, módl się za niego, jak powiedzieli Ojcowie, z myślą, że dostarcza ci wszelkich dobrodziejstw i że jest lekarzem leczącym w tobie umiłowanie rozkoszy. Dzięki temu złagodnieje twój gniew, ponieważ, zdaniem świętych Ojców, miłość jest hamulcem gniewu.”

Terapeutyczna moc pokory zostaje wzmocniona, jeśli dołączy się do niej pokajanie i skruchę. Święty Jan Klimak naucza oto, że pokajanie i łzy tworzą wraz z pokorą „trójkę” i że „pierwszą i najbardziej znamienną własnością tej wzniosłej i wspaniałej trójcy jest akceptacja pełnej radości pokory, którą dusza otrzymuje i przyjmuje z wyciągniętymi rękami jako lekarstwo, które przynosi ukojenie i przyżega jej choroby i ciężkie grzechy. Drugą własnością jest utrata wszelkiej drażliwości i skromność, towarzysząca temu złagodnieniu”. Ten sam odnotowuje gdzie indziej posiadaną przez łzy skruchy moc zmniejszania gniewu: „Jak woda po trochu wylewana na ogień, gasi w końcu cały jej płomień, tak też łzy pochodzące od prawdziwego bólu z powodu naszych grzechów, gaszą wszelkie płomienie gniewu i wściekłości”. Święty Symeon podejmuje ten obraz: „Któż więc, smucąc się codziennie, może nadal żyć w gniewie, zamiast stać się łagodnym? Podobnie jak woda płynie na płomień ogniska, tak też smutek gasi złość duszy i to do tego stopnia, że człowiek oddający mu się przez długi czas może ujrzeć, jak jego gniewliwa dusza się przeobraża i osiąga trwały spokój”. Kiedy już już uzdrowienie zostanie dokonane, smutek będzie odgrywał rolę profilaktyczną. Święty Jan Kasjan konstatuje, że „łzy powstrzymują gniew jak wędzidło”. Święty Jan Kasjan sygnalizuje również posiadaną przez skruchę moc oddalania „wszelkiego wzburzenia i niepokoju gniewu.”

Do wszystkich przednio przytoczonych lekarstw trzeba oczywiście dodać modlitwę. Święty Jan Kasjan pisze, że gniew, jak wszystkie inne namiętności, „zostaje uzdrowiony przez rozmyślanie serca”. A święty Nil naucza w podobnym sensie, że „modlitwa jest zalążkiem braku gniewu”. Wśród wszystkich form modlitwy właśnie psalmodia posiadają największą siłę uspokajania części gniewliwej duszy, kiedy ta zostaje poruszona gniewem”. „Psalmodia – konstatuje święty Bazyli – czyni dusze spokojnymi, przynosi pokój, uspokaja tumult i falowanie myśli. Uspokaja ona to, co jest w duszy rozdrażnione i czyni statecznym to, co umiarkowane.”

W innym kontekście leczenie gniewu polega, rzecz jasna, na staraniu się, by powstrzymać się od wykorzystania go przeciw bliźniemu, ku któremu spontanicznie się on zwrócił. Jest to pierwsza rada, jakiej udziela święty Doroteusz z Gazy: ktoś „był gniewliwy? Niech się więcej nie gniewa”. Z tego powodu człowiek powinien być absolutnie świadom, że nic i nigdy nie usprawiedliwia gniewu przeciwko bliźniemu. Dlatego właśnie święty Jan Kasjan pisze: „Doskonałym lekarstwem przeciwko tej chorobie jest najpierw wierzyć, że nigdy nie wolno nam wpaść w złość czy to ze słusznego, czy też z niesłusznego powodu”. Wiąże się to z nauką samego Chrystusa, który twierdzi: „Każdy, kto się gniewa na swego brata, będzie winien sądu” (Mt 5,22).

Ojcowie podkreślają zresztą fakt, że ewentualne wrogie czyny lub słowa bliźniego w stosunku do nas w żaden sposób nie mogłyby usprawiedliwić ani nawet wytłumaczyć gniewu, którego przyczyny należy szukać w wyłącznie nas samych. Implikuje to, że w nas samych trzeba szukać środków wyjścia z niego, zamiast oczekiwać ich od bliźniego. „Ranią nas nie słowa, ale to nasza pycha nas buntuje i dobre mniemanie o sobie” – zauważa święty Bazyli. Także święty Jan Kasjan radzi: „Nie uzależniajmy więc naszego postępu w wewnętrznym spokoju od woli innych, która nigdy nie jest w naszej mocy. Powinien on raczej zależeć od nas samych. Toteż nasze niegniewanie się nie powinno wynikać z doskonałości bliźniego, ale z naszej własnej cnoty, a ta cnota nie jest zdobywana dzięki cierpliwości innych, ale dzięki naszej własnej wytrzymałości”. A w innym miejscu zauważa on, „że nie wystarczy, żeby nie było nikogo, na kogo moglibyśmy się rozgniewać, ponieważ (…) możemy rozzłościć się nawet na martwe przedmioty”. Dlatego unikanie bliźniego nie mogłoby stanowić wartościowej terapii, albowiem pozostawiłaby ona trwanie prawdziwej przyczyny gniewu, która tkwi wewnątrz.

Niegniewanie się zakłada więc przede wszystkim wysiłek, mający na celu stłumienie gniewliwości, aby ją zmusić do nieprzejawiania się. Święty Bazyli radzi: „Jak tylko poczujecie jej pierwsze ataki, powstrzymajcie ją, podporządkujcie ją rozumowi, tak jak powstrzymuje się cuglami konia”.

Należy najpierw ćwiczyć się w panowaniu nad czynami i słowami, przez które gniew zazwyczaj jest wyrażany: najłatwiej osiąga się ten cel, starając się zachować milczenie. Święci Kalikst i Ignacy Ksantopulos przypominają tę naukę Ojców: „Wędzidłem części gniewliwej jest milczenie w porę”, „Początkiem zwycięstwa nad gniewem jest milczenie ust”, kiedy zauważa, że „kto tylko z trudem zmusza się do mówienia, tylko z trudem skłania się ku byciu proszonym przez gniew”. Zauważmy przy okazji, że milczenie również stanowi najlepszą postawę, jaką należy przyjąć w obliczu gniewu bliźniego i która najbardziej przyczynia się do jego uspokojenia.

Ale powstrzymanie gniewu nie powinno być dokonywane w taki tylko sposób, aby unikać jej przejawów zewnętrznych, wyrażania go słowami i uczynkami. Przede wszystkim powinno się go dokonać na poziomie myśli. Do milczenia słów należy dołączyć „milczenie myśli”. Trzeba wobec tego zastosować to co zaleca Pismo Święte: „Nie żyw w sercu nienawiści do braci” (Kpł 19,17), albowiem to z serca pochodzą zdeprawowane zamysły, złe myśli (por. Mt 15,18-19; Mk 2,21), a od nich pochodzą słowa i uczynki. Na tym właśnie poziomie człowiek może lepiej zapanować nad procesem gniewu i uniknąć jego rozwinięcia się. Dlatego Święty Bazyli radzi: „Należy zdusić gniew w chwili jego narodzin”.

Niepozwalanie na jakikolwiek przejaw gniewu na poziomie myśli, a tym bardziej na poziomie słów i uczynków zakłada, że jest się nieustannie uważnym. Jak uczy święty Jan Kasjan, gniew „może zostać uleczony tylko przez długotrwałą czujność”.

Istotne jest stłumić same myśli nie tylko dlatego, że są one źródłem wszelkich przejawów gniewu, ale też dlatego, że ta namiętność może, zwłaszcza w postaci rozgoryczenia, żalu czy urazy, żyć wyłącznie wewnętrznie. Kontynuuje on wówczas swoją egzystencję i między innymi rujnuje życie całej duszy i to tym bardziej, że nie mógł uzewnętrznić. Toteż święty Jan Kasjan naucza: „nie wystarczy odciąć gniew naszych uczynków, ale też trzeba zupełnie wyrwać go z głębi naszej duszy (…). W rzeczywistości ewangeliczne słowo nakazuje nam odciąć raczej korzenie przywar niż ich kwiaty. I duch będzie mógł stale przebywać w całkowitej cierpliwości i świętości, kiedy gniew zostanie wygnany nie z powierzchni zachowań, ale z wnętrza myśli”.

Opanowanie myśli stanowi główną drogę terapeutyczną w przypadku, kiedy gniew przybiera uwewnętrznioną formę nienawiści albo urazy. Jeśli są one związane ze zniesionymi zniewagami, pierwszą postawą, jaką należy obrać, jest „zapomnienie krzywdy”, innymi słowy – przebaczenie. Święty Maksym uważa je za jedno z fundamentalnych „lekarstw”, które „unieruchamiają” gniew, „przeszkadzający mu wprawiać się w ruch i intesyfikować się nasilać”. Taka jest stała nauka Pisma Świętego: „Ścieżki pamiętających o szkodach wiodą do śmierci” (Prz 12,28); „nie chowaj urazy do współrodaków” (Kpł 19,18).

Do tego lekarstwa należy dołączyć inne: pogodzenie z bliźnim, zgodnie z zaleceniem Chrystusa: „Jeżeli składasz ofiarę na ołtarzu, a tam przypominasz sobie, że twój brat ma coś przeciwko tobie, zostaw tam Twoją ofiarę przed ołtarzem, a idź pojednać się najpierw z bratem. A potem wróć i złóż swoją ofiarę. Pogódź się szybko z twoim przeciwnikiem, dopóki jeszcze jesteś z nim w drodze” (Mt5,23-25). Święty Jan Chryzostom akcentuje terapeutyczną wartość tej nauki: „Chrystus, mówi on „wiedział, że ta namiętność wymaga natychmiastowego lekarstwa. I jak zdolny lekarz nie tylko daje środki profilaktyczne przeciwko chorobom, ale też je leczy, skoro się już ukształtowały, tak też czyni Jezus Chrystus”. W podobnym sensie święty Jan Kasjan komentuje to samo zalecenie Chrystusa: „Znający tajemnicę serc Lekarz dusz, pragnąc wyrwać nawet powody do gniewu, nie zobowiązuje nas jedynie, kiedy zostaliśmy obrażeni, do przebaczenia naszym braciom, do pogodzenia się z nimi i niezachowywania żadnego wspomnienia doznanej zniewagi. Ale w podobny sposób nakazuje nam, jeśli wiemy, że mają oni zarzut uzasadniony – albo nie – przeciwko nam, porzucić naszą ofiarę, to znaczy nasze modlitwy, i najpierw wynagrodzić im krzywdę. A kiedy już nasz brat zostanie w ten sposób uspokojony, ofiarować Bogu nieskalaną ofiarę naszych modlitw”. Pogodzenie się z bliźnimi zakłada, że weźmiemy na siebie część odpowiedzialności, która prawie zawsze należy do nas, kiedy bliźni się na nas rozgniewa. Dlatego należy przede wszystkim obwiniać samego siebie i prosić brata o przebaczenie za to, że było się dla niego przyczyną gniewu.

Ale nie wystarczy, aby człowiek wyrzekł się wszelkiej formy gniewu wobec bliźniego. Trzeba zastąpić namiętność przeciwstawną wobec niej cnotą. Otóż, w odniesieniu do bliźniego, cnotą przeciwstawną do gniewu jest przede wszystkim łagodność (πραοτης). Toteż święty Doroteusz z Gazy, poradziwszy: „Kto był gniewliwy? Niech się więcej nie gniewa…”, dodaje: „ale niech jeszcze zdobędzie łagodność”. „Jak zwalczać [gniew]? (…) Łagodnością; walczyć, to znaczy być po stronie przeciwnej” – precyzuje święty Jan Chryzostom. Ponieważ gniew i łagodność są antagonistami, więc wzajemnie się wykluczają. „Ludzka natura, w każdym przypadku, wybiera pomiędzy dwoma przeciwnymi kierunkami: gniewem albo łagodnością” – zauważa święty Grzegorz z Nyssy. Toteż podobnie jak gniew wygania łagodność, łagodność posiada moc niszczenia gniewu i przeszkadzania w jego odradzaniu się. „Łagodność kruszy gniew” – pisze święty Jan Chryzostom. Ewagriusz podkreśla w tym samym duchu, że „łagodność zmniejsza [gniewliwość]” i radzi: „niechaj dusza pohamowuje swą część popędliwą łagodnością”, a w innym miejscu: „tej łagodności nauczaj twoich braci, aby z trudem wracali do gniewu”. Święty Jan Klimak ze swej strony pisze: „Łagodność jest skałą, górującą nad morzem popędliwości, o którą rozbijają się wszystkie nacierające na nią fale, nigdy przy tym nie powodując jej zachwiania”.

Duchowa łagodność nie ma nic wspólnego z opieszałością czy słabością charakteru. Jest to postawa nie – pasywna, ale aktywna. Jest ona stanem stabilności duszy, spokoju, bliskim beznamiętności, kiedy osiągnie ona swoje spełnienie. Święty Jan Klimak definiuje ją w następujący sposób: „Łagodność jest niezwruszonym stanem duszy, która pozostaje jednakowa zarówno w upokorzeniach, jak i wobec pochwał”. Widać, że sprzeciwia się ona nie tylko gniewowi, ale też innym namiętnościom, które w kontekście stosunków z bliźnim mogą niepokoić duszę. Ale należy dodać, że jest ona także cnotą pozytywną wobec swego bliźniego, która przejawia się modlitwą za niego i ogólną postawą miłości. „Łagodność, oznacza kiedy jesteśmy niepokojeni przez bliźniego, modlenie się za niego nie będąc wrażliwym (na jego postępowanie) i szczerze” – mówi święty Jan Klimak, który pisze jeszcze: „Oznaką największej łagodności jest zachować serce pełne spokoju i miłości wobec tego, kto nas obraża w samej jego obecności”.

Łagodność można osiągnąć i praktykować głównie dzięki modlitwie. Innymi jej źródłami są: miłość, której ona jest szczególną formą, post, cierpliwość, skrucha i łzy.

Nie należy jednak zapomnieć, że do jej zdobycia same ludzkie wysiłki nie wystarczają: jest ona darem Bożym. Święty Paweł wymienia ją wśród owoców Ducha (Ga 5,22). Ale ten dar człowiek otrzymuje tylko pod warunkiem, że się o niego stara (por. 1 Tm 6,11; Kol 3,12)

Łagodność jest lekarstwem nie tylko na gniew, ale i na wszelkie choroby duszy, zgodnie z nauką Księgi Przysłów: „Człowiek pokorny jest lekarzem serca” (Prz 14,30). „Ona wykorzenia nie tylko gniew, smutek, acedię, żądzę próżnej sławy albo pychę, ale także rozkosz i wszystkie przywary jednocześnie” – pisze święty Jan Kasjan, podkreślając poza tym profilaktyczną moc tej cnoty: „Kto jest zawsze pokorny ani nie rozpala się gniewem, ani nie wyczerpuje się w niepokojach acedii i smutku, nie rozprasza się na daremnych dążeniach żądzy próżnej chwały ani nie unosi się nadętością pychy.”

Przyczyniając się do wykorzenienia z duszy rozmaitych namiętności, a zwłaszcza gniewu, łagodność wybawia duszę od niepokoju, którego są one dla niego przyczyną i chroni ją od wszelkiego niepokoju w przyszłości, czyniąc ją szczególnie odporną na wszelką zniewagę i wszelkie raniące słowo.

Toteż pokora stanowi poważną przeszkodę dla działania demonów, a Ewagriusz twierdzi nawet, że jest ona cnotą, którą najbardziej obawiają się znaleźć u człowieka, co jest szczególnie zrozumiałe ze względu na fakt, że gniew jest postawą szczególnie je charakteryzującą, a wobec czego, którą człowiek człowiek szczególnie je przypomina (por. Ps 57, 5), podczas gdy łagodność wręcz przeciwnie, oddala człowieka od stanu demonicznego i bliża go do stanu anielskiego.

Przyczyniając się do uzdrowienia człowieka z rozmaitych namiętności, łagodność pomaga mu współzależnie dostąpić mnóstwa dóbr.

Jest ona źródłem wewnętrznego spokoju, odpoczynku i pokoju. Czyni ona duszę silniejszą, szczególnie wobec ataków bliźnich. Daje człowiekowi ufność w modlitwie. Jawi się zwłaszcza jako „fundament zdolności rozróżniania dobra i zła” duchowego, jak pisze to święty Jan Klimak: „Pan prowadzi pokornych drogą sprawiedliwości (Ps 24,9) albo raczej duchowej rozwagi”. Jest ona również źródłem duchowej mądrości. Napisane jest, że Bóg „uczy pokornych swej drogi” (Ps 24,9) i „prowadzi pokornych drogą sprawiedliwości” (tamże). Psalmista mówi jeszcze: „Pokora nadchodzi na nas i zostaniemy pouczeni” (Ps 89,10) Ewagriusz pisze na ten temat do jednego ze swoich korespondentów: „Jestem przekonany, że twa pokora była dla ciebie przyczyną wielkiej wiedzy. Doprawdy, nie ma innej cnoty, która rodzi mądrość tak jak ta pokora, przez którą Mojżesz był wychwalany jako najpokorniejszy z ludzi”.

Cnoty wzbudzane przez pokorę są liczne: jest ona „drzwiami czy raczej matką miłości”, „wsparciem cierpliwości”, „współpracownicą prostoty”, „źródłem czystości”, jak też „zwiastunem wszelkiej pokory”, cnota, z którą jest ona ściśle związana i która przyczynia się do jej ustanowienia.

Łagodność jest dla duszy źródłem duchowej radości, pierwocinami obiecanego pokornym błogosławieństwem, zgodnie ze słowami Chrystusa: „Błogosławieni łagodni, albowiem odziedziczą Ziemię” (Mt 5,5). Czymże jest ta ziemia? „Serce, które przynosi owoce łaski” – komentują święci Kalikst i Ignacy Ksantopulos, albo jeszcze: Królestwo niebios, z którego część święci korzystają już tutaj. Celem łagodności, pisze święty Grzegorz z Nyssy, jest „błogosławieństwo i dziedzictwo niebios w Chrystusie Jezusie”. Łagodności człowiek staje się podobny do Chrystusa, albo jest ona cnotą Chrystusową par excellence (por. Mt 11,29; 21,5; Kor 10,1).

Z łagodnością Ojcowie często łączą cierpliwość, która posiada tę samą moc przeciwstawiania się gniewowi i chronienia odeń duszy. Tak oto święty Jan Chryzostom pisze: „Gniew jest ogniem, płomieniem, który chwyta, kąsa i rozpala. Zgaśmy go łagodnością i cierpliwością”. A święci Jan Klimak radzi: „Niechaj tyran gniewu zostanie związany łańcuchem łagodności [i] uderzony ciosami cierpliwości”. Podobnie święty Maksym widzi w tych dwóch cnotach połączone leczenie i profilaktykę: „Niektóre lekarstwa unieruchamiają namiętności, utrudniając im działanie i ich identyfikację (…). Jeśli chodzi o gniew: cierpliwość i (…) łagodność go unieruchamiają, nie pozwalają mu nabrać siły”. Z kolei święty Jan Kasjan, praktycznie rzecz biorąc, łączy te dwie w jedno lekarstwo: „Wydaje się oczywistym, że dla ludzkiego serca najskuteczniejszym lekarstwem jest cierpliwość, zgodnie ze słowami Salomona: <<Człowiek pokorny jest lekarzem serca>> (Prz 14,30). Zauważywszy, że cierpliwość wykorzenia gniew, ale też i inne namiętności, kontynuuje on: „Kto jest zawsze łagodny i spokojny, nie rozpala się gniewem (…). Doprawdy, ma słuszność mędrzec, kiedy mówi: <<Więcej wart [człowiek] cierpliwy niż bohater wojenny, ten, kto nad gniewem panuje, aniżeli zdobywca miast>> (Prz 16,32)”. Toteż uważa on cierpliwość za cnotę par exellence przeciwstawną do gniewu: „niechaj przywary ustępują zwycięstwa ludowi Izraela, to znaczy cnotami im przeciwstawnymi (…), cierpliwość żąda miejsca gniewu”.

Cierpliwość polega na znoszeniu ze spokojem krzywd wyrządzonych nam przez okoliczności lub przez bliźniego, a szczególnie, w tym ostatnim przypadku, na znoszeniu bez niepokoju krytyki, zniewag, obelg lub innych raniących słów. Święty Maksym podaje następującą jej definicję: „Polega ona na pozostawaniu stałym w przeciwnościach losu, na znoszeniu krzywd, wytrzymaniu pokusy aż do końca, na nieuleganiu przez zaskoczenie gniewowi, niepozwalaniu, by wyrwało się słowo pod wpływem emocji, niepodejrzewaniu, ani nie myśleniu czegoś, co byłoby niegodne człowieka bojącego się Boga”. A święty Jan Kasjan głosi: „Każdy wie, że <<cierpliwość>> pochodzi od <<cierpieć>> i <<wytrzymywać>>. Dlatego jasne jest, że ten tylko zasługuje na bycie nazywanym cierpliwym, kto bez buntu znosi złe traktowanie, które się mu okazuje”. Z kolei święty Jan Chryzostom zauważa: „Człowiek prawdziwie cierpliwy jest jak w porcie, gdzie kosztuje on głębokiego spokoju: szkoda, którą mu wyrządzicie, nie mogłaby poruszyć tej skały; wasze obelgi nie mogą zburzyć tej wierzy”.

Cnota cierpliwości zdobywana jest przede wszystkim dzięki miłości do Boga, która szczególnie doprowadziła do wzorowania się we wszystkim na Chrystusie, który „wobec niewdzięczności bluźnierstwa zachował cierpliwość, znieważany i uśmiercany pozostał cierpliwy, nigdy nie rzucając zła na kogokolwiek”. „Kto ma miłość do Boga – pisze święty Maksym – nie ma trudności w naśladowaniu Pana, swojego Boga, jak mówi boski Jeremiasz, ale wielkodusznie znosi trudy, krytyki, przemoc, nie pragnąc dla nikogo najmniejszego zła”.

Cierpliwość pochodzi od miłości do bliźniego, ale także i przede wszystkim od pokory, do tego stopnia, że święty Jan Kasnan twierdzi, że „nie pochodzi ona żadnego innego źródła”.

Cierpliwość jest jedną z cnót, które najbardziej przyczyniają się do zbawiania człowieka. „Przez waszą wytrwałość ocalicie wasze życie” – naucza Chrystus (Łk 21,19). Cierpliwość jawi się jako fundamentalne lekarstwo na wszystkie choroby duszy, a nie tylko na gniew. „Wydaje się oczywistym – pisze święty Jan Kasjan – że najskuteczniejszym dla ludzkiego serca lekarstwem jest cierpliwość”. Posiada ona również wielką moc profilaktyczną. „Nie strzeże ona tylko tego, co jest dla nas dobre, ona chroni nas od tego, co jest dla nas szkodliwe” – pisze święty Cyprian. Zaś święty Jan Chryzostom zauważa, że wybawia ona dusze od duchów zła”, ale też chroni nas od ich strzał.

Wybawiając i chroniąc człowieka od zła, jest ona dla niego „źródłem wszelkiego dobra”. Przyczynia się więc w znacznej mierze do przywrócenia duszy zdrowia.

Przede wszystkim dostarcza duszy energii potrzebnej do walki i czynienia wysiłków koniecznych do jej duchowego postępu. „Daje ona niepokonaną siłę” – pisze święty Jan Chryzostom. Ponieważ wybawia duszę od gniewu i niepokoju innych namiętności, do których redukcji się przyczynia, przynosi duszy między innymi spokój i stabilność.

Jawi się ona współzależnie jako zasada licznych cnót. Przyczynia się szczególnie do ustanowienia czystości. Czyni niezachwianą wstrzemięźliwość. Jawi się również jako cnota jednocząca, która przywraca i utrzymuje zgodę pomiędzy ludźmi, jak wskazuje to święty Paweł radząc: „Znosząc się nawzajem z miłością, starajcie się strzec jedności ducha za pomocą więzi, którą jest pokój” (Ef 4,2).

a

Od cierpliwości wreszcie pochodzi duchowe pocieszenie i radość. Święty Izaak Syryjczyk pisze na ten temat: „Kiedy cierpliwość wzrasta w naszych duszach, jest to oznaką, że potajemnie otrzymaliśmy łaskę pocieszenia. Moc cierpliwości jest silniejsza niż formy radości, które wpadają w serce.”

Ojcowie zalecają, by do łagodności i cierpliwości dołączyć miłość, która stanowi w ten sposób trzecią cnotę przeciwstawną namiętności gniewu.

Należy zauważyć, że istnieje ścisła zależność pomiędzy miłością a cierpliwością. Z jedne strony miłość implikuje cierpliwość, jako że ta ostatnia jest cechą tej pierwszej, jak sygnalizuje to święty Paweł, który pisze: „Miłość jest cierpliwa” (1 Kor 13,4). I tak na pytanie: „W jaki sposób miłość poskramia gniew?”, święty Maksym odpowiada: „Dlatego że jest ona miłosierną i czyni bliźniemu dobro, jest cierpliwa wobec niego i znosi wszystko, co przyjdzie nam przezeń doświadczyć (…). Przy pomocy tych środków miłość poskramia gniew u tego, kto ją osiągną”. Święty Cyprian, komentując wypowiedź świętego Pawła, podkreśla kolei, że miłość może się trwale utrzymać tylko pod warunkiem, że ostała zahartowana w cierpliwości wobec wszelkiej próby. Z drugiej strony, aby być prawdziwie cnotliwą, cierpliwość cierpliwość implikuje miłość, albowiem, jak odnotowuje to święty Jan Chryzostom, „cierpliwość mogłaby być nakierowana na zemstę”, „podsycaniem płomienia gniewu w rozgniewanych duszach”, jak i „sprowadzać urazę”, co pozwala powiedzieć, że cierpliwość bez wielkoduszności jest przywarą. Dlatego Apostoł – zauważa on – powiedziawszy: miłość jest cierpliwa”, dodaje: miłość „jest łaskawa” (1 Kor 13,4) i jeszcze: „miłość nie zazdrości”, i radzi gdzie indziej: „Znoście się nawzajem z miłości” (Ef 4,2).

Najbardziej bezpośrednim środkiem, służącym do osiągnięcia miłości wobec bliźniego, jest modlitwa za niego. „Twój brat – pisz święty Maksym – był dla ciebie powodem do próby i smutek doprowadził cię do nienawiści. Nie pozwól się zwyciężyć nienawiści, ale triunfuj nad nienawiścią poprzez miłość. A oto jak: modląc się szczerze za niego do Boga”. Ten sam radzi i jeszcze: „Czujesz do kogoś urazę ? Módl się za niego, a skruszy poryw namiętności”. A gdzie indziej: „Przeciwko urazie, módl się za tego, kto cię zranił i zostaniesz wybawiony”.

„Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego.” Jean-Claude Larchet

Dodaj komentarz