Leczenie chciwości i zachłanności. Nieposiadanie i jałmużna.

a

Leczenie chciwości i zachłanności.

Nieposiadanie i jałmużna.

Zasadniczą cechą chciwości i zachłanności jest, jak to widzieliśmy, ich nienasyconość. Podczas gdy ciało narzuca pewne granice pragnieniom stanowiącym podwaliny obżarstwa i rozwiązłości, pragnienie leżące u podstaw chciwości i zachłanności rośnie w miarę jego zaspokajania, a te namiętności stają się tym trudniejsze do wyleczenia, im bardziej pozwala się im rozwinąć. Dlatego przed rozważeniem, jakie lekarstwa można przeciw nim zastosować, Ojcowie zachęcają do ścisłej profilaktyki. I tak święty Jan Chryzostom mówi: „Wzywam was, byście odcięli to zło już na samym początku. Jak zaczynająca się gorączka najpierw nie powoduje palącego pragnienia, ale kiedy wzrosła i rozpaliła ogień, którego nie sposób zgasić, tak że najbardziej obfite picie nie mogłoby zaspokoić pragnienia i tylko podsyca żar; tak też dzieje się w przypadku tej namiętności. Jeśli nie wyrwiemy jej od samego jej początku, jeśli nie zamkniemy przed nią drzwi naszej duszy, skoro tylko wejdzie, wywoła chorobę, której nie sposób będzie wyleczyć (…). Błagam więc tych, którzy jeszcze nie znają tej choroby, by się przed nią chronili”. Święty Jan Kasjan zauważa, że „jeśli w taki sposób należy postępować ze wszystkimi namiętnościami, to tym bardziej z chciwością. O ile łatwiej jest strzec się [tej choroby] i ją odpychać, o tyle, jeśli przez niedbalstwo pozwoliło się jej raz wejść do serca, to staje się ona bardziej niebezpieczna niż wszystkie inne choroby i trudniejsza do zwalczenia”.

Jednakże ci, w których te namiętności już się rozwinęły, nie powinni tracić nadziei na uzdrowienie: jest to pierwsza zasada leczenia. „Dotknięci [tą chorobą], jeśli zechcą obrać rozum za lekarza, obiecuję im wielkie możliwości zbawienia dzięki Bożej łasce” – dodaje święty Jan Chryzostom do poprzednio cytowanych rozważań, zachęcając swoich słuchaczy do refleksji nad dostarczonym przez Pismo Święte przykładem wszystkich tych, „którzy popadli w tę chorobę i zostali z niej uleczeni”.

Ale po to, by ta nadzieja się ziściła, należy zastosować pewną ilość ściśle określonych środków terapeutycznych. Dlatego święty Jan Chryzostom proponuje „przepisanie reguły szczegółowej, zgodnie ze zwyczajem lekarzy”.

a

Przede wszystkim konieczne jest, aby pragnący wyleczyć się z chciwości i zachłanności, dobrze poznał te namiętności i ich zgubne skutki jako, że ta wiedza jest pierwszym elementem leczenia. Dlatego ucząc o nich Ojcowie dokładają starań, by poprzedzić przepisanie lekarstw drobiazgową nozologią. Święty Jan Kasjan w następujący sposób wprowadza poświęcony im rozdział Drabiny raju: „Powiedzmy najpierw kilka słów na temat tej choroby, po czym omówimy środki je leczące”. Święty Jan Chryzostom mówi wyraźnie na temat chciwości: „Jakimże jest ona szaleństwem! Ale, powie mi ktoś, nie chodzi tylko o oskarżenie chorych, ale o wyleczenie ich z namiętności. A jak ich uleczyć, jeśli nie pokazując im, że ich namiętność jest ohydna i pociąga za sobą niezliczone zło”. Ten sam zauważa gdzie indziej, że konieczne jest aby chory „nie tylko rozmyślał o tych, którzy wyleczyli się z tej choroby, ale też o cierpieniach tych, który przy niej obstawali”. A w rozdziale Ustaw życia mnichów, poświęconym chciwości, święty Jan Kasjan pisze: „Jeśli nie przedstawiło się najpierw rozmaitych form jakiejś choroby, jeśli się nie sporządziło najpierw opisu jej pochodzenia i przyczyn, nie będzie można wobec chorych zastosować odpowiedniego leczenia ani umożliwić zdrowym pozostania w dobrym zdrowiu. Mający wielkie doświadczenie tego rodzaju upadków Starcy zazwyczaj przedstawiają to w swoich rozmowach (…). Bardzo często rozpoznajemy w nas ich elementy, podczas gdy starcy dokonywali pełnego ich przedstawienia, tak jakby te namiętności niepokoiły ich samych i, nie czerwieniąc się ze wstydu, nic nie mówiąc, byliśmy uzdrawiani, dowiadując się jednocześnie o lekarstwach i o przyczynach niszczących nas przywar”. Uświadamiając sobie szkodliwość choroby, chory dochodzi do zdecydowanego wyrzeczenia zaangażowania się w chorobę i do gorliwego dążenia do uzdrowienia. Zdobywając pogłębioną znajomość rzeczy, zna już jej mechanizmy i jest lepiej uzbrojony do walki z nią.

Leczenie chciwości i zachłanności zakłada, po drugie, uświadomienie sobie marności przedmiotów, do których one dążą. Trzeba, mówi święty Jan Chryzostom „zrozumieć marność rzeczy, widzieć, że bogactwo jest sługą przemijającym i niewdzięcznym, który pogrąża swych właścicieli w mnóstwie zła”. Trzeba przyznać, jak zauważa święty Symeon Nowy Teolog, „że wszystko jest cieniem, a wszystkie rzeczy widzialne przemijają” i że śmieszne jest „zabawiać się cieniem i gromadzić to, co ucieka”, jak dziecko, które czerpie wodę dziurawym wiadrem. Przemijalność ludzkiej egzystencji, śmierć, która kładzie kres, czynią ostatecznie marnymi najbardziej trwałą nawet własność materialną. Właśnie uciekanie i krótkość czasu, a wobec tego niestałość wszystkiego, co jest przezeń uwarunkowane, wymienia Apostoł, aby zachęcić do obojętności wobec dóbr tego świata: „Mówię wam, bracia: czas [życia ludzkiego] jest krótki. Trzeba więc by kupujący zyli tak, jakby niczego na stałe nie posiadali, korzystający z tego świata, jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata” (1 Kor 7,29-31).

Aby położyć kres chciwości i zachłanności, trzeba, po trzecie, aby człowiek starał się zadowolić tym, co posiada, jako że ta postawa pozwala sprzeciwić się tym dwóm namiętnościom skłaniającym go, na odwrót, do posiadania albo do zdobywania więcej niż rzeczywiście potrzebujemy. Tak oto radzi święty Paweł: „Unikajcie chciwości, bądźcie zadowoleni z tego, co posiadacie – Bóg sam bowiem powiedział: Ani cię nie opuszczę, ani też cię nie zostawię” (Hbr 13,5)

Apostoł wskazuje przez to, że czwartym warunkiem zwycięstwa nad chciwością i zachłannością jest zdobycie trwałej wiary w Boga. To właśnie wyraźnie stwierdza święty Jan Kasjan: „Niewzruszona wiara odcina wszelką troskę przy samym korzeniu”.

Widzieliśmy, że u podstaw tych dwóch namiętności leży niepokój człowieka o przyszłość, której nie zna i nad którą nie panuje, usiłowanie – dzięki zachowaniu albo nabyciu mnóstwa dóbr materialnych – zabezpieczenia na swój sposób tej przyszłości, kiedy to człowiek pokłada ufność w swoich bogactwach, zamiast oczekiwać wszelkiej pomocy od Boga. Aby móc uleczyć te namiętności, nieodzowne jest wobec tego, by człowiek, uświadomiwszy sobie niemożliwość znalezienia prawdziwej gwarancji w dobrach materialnych, pokładał całą ufność i nadzieję w Bogu, a w konsekwencji poświęcił całe swoje siły na dostąpienie Jego Królestwa, na przyswojenie sobie – zamiast marnych i przemijających dóbr materialnych – trwałych i pewnych bogactw duchowych, które On daje tym, którzy do Niego dążą. Taka jest nauka samego Chrystusa: „Nie troszczcie się o swoje życie, co będziecie jeść, ani o swoje ciało, w co je ubierzecie. (…) A któż z was, tak zatroskany, może dodać jedną chwilkę do swojego życia? (…) Nie troszczcie się zatem mówiąc: Co będziemy jedli, albo: Co będziemy pili, albo: W co się ubierzemy, bo o to wszystko zabiegają poganie. A Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie najpierw królestwa [Bożego], a to wszystko będzie wam przydane” (Mt 6,25-33); „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczy i gdzie złodzieje podkopują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczy i gdzie złodzieje nie podkopują się i nie kradną” (Mt 6,19-20) W tej właśnie perspektywie święty Jan Chryzostom radzi: „Zawierzamy siebie [naszemu Panu] we wszystkich rzeczach i nie pozwólmy się więcej targać troskom tego życia”; „jeśli dajemy pierwszeństwo dobrom duchowym, nie będzie nam brakowało rzeczy materialnych, albowiem Bóg ich nam dostarczy”; „bądźmy zwróceni całym naszym duchem ku pragnieniu dóbr duchowych i uważajmy całą resztę za drugorzędną w stosunku do rozkoszowania się przyszłymi dobrami, aby otrzymać obfitości dobra obecne , dobra obiecane”.

a

Człowiek może zresztą stwierdzić, że im bardziej przywiązuje się do dóbr duchowych, tym bardziej nabywa wobec dóbr sensualnych jedną z cnót przeciwstawnych do chciwości i zachłanności: oderwanie się. „Kto posmakował rzeczy niebieskich, łatwo gardzi ziemskimi” – zauważa święty Jan Klimak, który pisze jeszcze „Mały ogień wystarczy, aby spalić wiele drewna; a z pomocą jednej cnoty unika się wszystkich namiętności, o których dopiero co powiedzieliśmy. Ta cnota nazywa się oderwanie; zrodziła się ona z doświadczenia i upodobania w Bogu (…)”. Aby przywiązać się do dóbr duchowych, człowiek musi najpierw uświadomić sobie, że istnieje „inne piękno, inne bogactwo, inne rozkosze”, że nie ma żadnego bogactwa wyższego od chwały i Królestwa Bożego, które zasługuje, by je wywyższono nad tamte. Ale to uświadomienie sobie, jak wskazuje to święty Jan Klimak, jest rzeczywiście możliwe tylko w wyniku doświadczenia rzeczywistości duchowej, którego człowiek może dostąpić jedynie wówczas, gdy przestanie prowadzić życie całkowicie cielesne i zjednoczy się z Bogiem przez miłość i wypełnienie przykazań. Jedynie „upodobanie w Bogu”, jak wyraża to bardzo konkretnie święty Jan Klimak, pozwala mu zmierzyć, przez porównanie do dóbr boskich, małą wartość „dóbr” sensualnych.

Fakt, że oderwanie się od dóbr sensualnych jest współzależne od przywiązania się do dóbr duchowych i odwrotnie, wyjaśniany jest, jak to wielokrotnie podkreślimy, niemożliwością, by pożądanie zwracało się symultanicznie ku dwóm antagonistycznym „przedmiotom”, jak uczy o tym sam Chrystus mówiąc właśnie o chciwości: „Nikt nie może służyć dwom panom, bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego kochał, albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie!” (Mt 6,24) (mamona oznacza w języku aramejskim „bogactwo”). Chodzi tu o to, że dopóki człowiek przywiązuje się do bogactw materialnych, nie może przywiązać się do Boga, co pomaga nam przypomnieć cel wyleczenia z chciwości i zachłanności, którym jest pomóc człowiekowi w zjednoczeniu się z Bogiem, kochaniu Go z całego swego umysłu, z całej swej duszy i ze wszystkich swoich sił, uwolnienie wszystkich jego zdolności od przywiązania do bogactw sensualnych, aby mogły się one poświęcić Bogu, zgodnie z ich naturalnym celem. Duchowa sytuacja całego człowieka i jego los zależą od typu bogactw, które pragnie on zdobyć i do których się przywiązuje. Fundamentalna jest tu wiedza, czy zbiera on „skarby na ziemi” (Mt 6,19), czy „skarby w niebie” (Mt 6,20), albowiem Chrystus mówi: „Gdzie jest twój skarb, tam będzie też i twoje serce” (Mt 6,21).

Wyleczenie z chciwości i zachłanności implikuje, jak widać, nawrócenie pragnienia, odwrócenie sił pożądliwych i sił miłości człowieka od bogactw tego świata ku Bogu i dobrom duchowym. Jak wyleczyć chciwość i zachłanność? „Uczyńcie to – odpowiada święty Jan Chryzostom – jeśli zastąpicie tę miłość [pieniędzy] inną miłością – pragnieniem rzeczy niebieskich”.

Dzięki temu nawróceniu namiętności chciwości i zachłanności zostają zastąpione cnotami im przeciwstawnymi, a mianowicie nieposiadaniem i jałmużną.

  1. Nieposiadaniem

Ponieważ chciwość jest przywiązaniem do posiadanych pieniędzy i szerzej – do dóbr materialnych, a zachłanność świadczy o tym samym przywiązaniu przez pragnienie posiadania więcej, dlatego cnotami bezpośrednio do nich przeciwstawnymi i najbardziej bezpośrednio pozwalającymi ich uniknąć są naturalnie nieposiadanie i nabywanie. Oznaczają one dobrowolną odmowę posiadania i nabywania czegokolwiek, z wyjątkiem tego, co jest dla egzystencji ściśle nieodzowne.

Nieposiadanie (ακτημοσυνη) w kontekście monastycyzmu praktykowane jest w jego sensie najbardziej bezpośrednim i utożsamia się je z ubóstwem materialnym. Ale we wszystkich przypadkach nieodzowne jest, aby stanowiło ono jednocześnie wewnętrzną skłonność, postawę duchową wobec dóbr materialnych. Nie polega ono wyłącznie na ich nieposiadaniu, ponieważ, jak to widzieliśmy analizując obie namiętności, bogacz może być od nich wolny, a ubogi być przez nie zamieszkiwanym. Można nic nie mieć i być zawiedzionym przez ducha posiadania i odwrotnie – można mieć nie posiadając, to znaczy nie będąc przywiązanym do tego, co się ma. Jako duchowa postawa oderwania się od tego, co się posiadanie, nieposiadanie ma również znaczenie poza kontekstem monastycznym, które wymienia święty Paweł, kiedy radzi w intencji żyjących w świecie: „Trzeba aby kupujący tak żyli, jakby niczego na stałe nie posiadali, korzystając z tego świata, jakby z niego nie korzystali” (1 Kor 7,30-31). Pozostaje jednak prawdziwym fakt, że tę cnotę można osiągnąć w stopniu doskonałym tylko przez jej konkretyzację, zgodnie z nauką samego Chrystusa: „Jeśli chcesz być doskonałym – idź, sprzedaj, co posiadasz i rozdaj ubogim (Mt 19,21).

Nieposiadanie objawia się wewnętrznie jakby brak zbytniej troski o dobra materialne. „Nieposiadanie – pisze święty Jan Klimak – jest porzuceniem wszelkiej troski [o rzeczy tego świata], oswobodzeniem od wszelkich niepokojów życia (…)”. I ewidentne jest, że ta nieobecność niepokoju i trosk może może zostać prawdziwie zrealizowana przez tego, kto konkretnie wyrzeka się wszelkiego posiadania i wszelkiego nabywania.

a

W walce z chciwością i zachłannością i zdobywaniu tej cnoty nieposiadania fundamentalne jest porwanie się na samą przyczynę zła przez wyeliminowanie z duszy, i to od pierwszych jego przejawów, wszelkiego pragnienia posiadania, jak naucza święty Jan Kasjan: „Trzeba nie tylko unikać posiadania pieniędzy, ale zupełnie wyrwać z duszy jego pragnienie. Albowiem trzeba unikać nie tyle skutków chciwości, co radykalnie zniszczyć skłonność do chciwości: nieposiadanie pieniędzy nie pomogłoby w niczym, jeśli pragnęlibyśmy je posiadać”; „albowiem nawet ten kto nie posiada pieniędzy, może być chciwy i nie czerpać żadnej korzyści ze swego dobrowolnego zrzeczenia się, gdyż nie potrafi odrzucić chciwości”. Ponieważ charakteryzuje się ona nieobecnością wszelkiego pragnienia, wszelkiej myśli albo wszelkiego wyobrażenia odnoszącego się do posiadania albo nabywania bogactw materialnych, cnota nieposiadania stanowi element składowy fundamentalnej cnoty „ubóstwa duchowego” (por. Mt 5,3), które bardziej ogólnie polega na dobrowolnym wyrzeczeniu się jakiejkolwiek myśli namiętnej.

  1. Jałmużna

Wiedzieliśmy, że chciwość i zachłanność stanowią egoistyczne przywłaszczenie sobie bogactw, które dokonuje się ze szkodą dla bliźniego, i że wprowadzają one stan normalny, jako że przeczą upragnionej przez Boga równości w podziale bogactw wynikającej z fundamentalnej równości wszystkich ludzi. Podczas gdy pieniądze i dobra materialne normalnie powinny służyć zaspokojeniu zasadniczych potrzeb człowieka, ten ostatni w namiętnościach chciwości i zachłanności zdeprawował ich funkcję, nadając im wartość w ich samych i każąc im służyć jego własnej rozkoszy. Człowiek przestaje przez to również zważać na swego bliźniego, odrzuca tego, z kim dzieli swą naturę, odmawia, jak mówi święty Jan Chryzostom, czynić zeń swego współtowarzysza. Chciwość i zachłanność sprzeciwiają się w ten sposób – i a wiele jeszcze sposobów – miłości.

Dlatego miłość jawi się jako jedno z głównych lekarstw na te dwie namiętności w jednej z jej form, która jest im dokładnie przeciwstawna: jałmużna. Miłość gardzi bogactwem i je niszczy, ponieważ jest ona miłością do bogactw, a wręcz ją wyklucza. Tak oto radzi abba Izajasz: „Kochajmy miłość do bliźnich, aby ona wybawiła nas od chciwości”.

Cnota jałmużny (ελεημοσυνη), zalecana wielokrotnie przez Chrystusa (Mt 5,42; 6,2; 10,18; 19,21; Łk 3,11; 6,30-38; 12,33; Mk 10,21) i niezliczoną ilość razy wspominana w Listach świętego Pawła (Rz 12,8; 1 Kor 16,1-3 2 Kor 8,3-15; 9,8; Ga 2,10) i w Dziejach Apostolskich (Dz 3,26; 4,35; 10,2-4; 20,35), polega na dzieleniu się swoimi dobrami. Dawaniu tego, co się ma w nadmiarze osobom potrzebującym (por. Łk 3,11; 2 Kor 8,13-15), a nawet tego, czego się samemu potrzebuje tym, którym tego brakuje (por. Mk 12,43-44). Przeciwstawia się ona bezpośrednio chciwości, która, na odwrót, dąży do zachowania tych dóbr, a tym bardziej zachłanności, która ma na celu tylko przyswojenie sobie nowych dóbr. Toteż jawi się ona jako lekarstwo par exellence tych dwóch chorób duszy. „Lekarzem naszych dusz jest Chrystus, który wie wszystko i daje na każdą namiętność stosowne lekarstwo (…): jałmużnę przeciw chciwości” – pisze święty Doroteusz z Gazy. Jednakże to lekarstwo jest szczególnie odpowiednie dla tych, którzy żyją w świecie, coś posiadają, a nie dotyczy w swym podstawowym znaczenia mnicha, realizującego nieposiadanie w ścisłym tego słowa znaczeniu i, jak to widzieliśmy, dysponującym dobrowolnym ubóstwem jako lekarstwem. Jałmużna pozostaje dla niego obowiązkiem we wtórnym sensie, a mianowicie jako rozdawanie słowa Bożego i dóbr duchowych, które otrzymuje w swoim stanie.

Należy zresztą zauważyć, że greckie słowo: ελεημοσυνη nie oznacza tylko jałmużny, ale też litość, współczucie. Innymi słowy, w każdym przypadku implikuje ona zarówno dzielenie się duchowe, jak i dzielenie się dobrami materialnymi i tylko z tego tytułu należy do miłości i nie polega wyłącznie na jednym, akcie albo na serii aktów (Ojcowie podkreślają konieczność praktykowania jej regularnie, codziennie), ale na stałej wewnętrznej skłonności charakterystycznej dla każdej cnoty. To towarzyszące darowi nastawienie jest ważniejsze od samego daru (w tym właśnie sensie Chrystus zaleca: „Dawajcie jako jałmużnę raczej to, co jest wewnątrz was” (Łk 11, 41) i to on ostatecznie decyduje o jej duchowej wartości i określa duchową korzyść, jaką z niej czerpie człowiek. Albowiem, jak podkreślają to Ojcowie, cel jałmużny nie stanowi wyłącznie pomoc okazana biednemu, ale jest nim również i zasadniczo dobro duchowe, duchowa formacja i przeobrażenie dającego, Święty Jan Chryzostom stwierdza nawet: „Bóg zalecił jałmużnę dla uleczenia ubóstwa, a bardziej dla korzyści ją dających”. Dający jałmużnę czerpie zresztą z daru korzyść znacznie większą niż ten kto otrzymuje go, dar ma zasadniczo wartość materialną i znika skoro tylko zostanie zużyty, podczas gdy dla dawcy jest on źródłem nieprzemijających dóbr duchowych. Toteż święty Jan Chryzostom nie przestaje powtarzać, aby poruszyć swoich słuchaczy, że ktoś daje jałmużnę, pożycza na procent i uzyskuje dla siebie ogromne korzyści. Jest to zgodne z nauką samego Chrystusa: „Niechaj twoja jałmużna pozostaje w ukryciu, a twój Ojciec, który widzi to, co jest ukryte, odpłaci tobie” (Mt 6,4); „sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie” (Mt 19,21) i z nauką świętego Pawła: niechaj bogaci „będą hojni i chętnie dzielą się z innymi, gromadząc sobie skarb jako dobry fundament na przyszłość” (1 Tm 6,18).

To niematerialna wielkość jałmużny stanowi o je wartości. Trzeba tylko, aby była ona proporcjonalna do środków dającego (por. 2 Kor 8, 3-11; Mk 12,43-44). Święty Jan Chryzostom nie przestaje uspokajać mających niewiele środków, podkreślając, że Bóg patrzy przede wszystkim na przejawianą przez nich dobrą wolę i czystość ich intencji. I to pozostaje fundamentalnym we wszystkich przypadkach, jako że jednym z zasadniczych celów jałmużny jest, powtórzmy to, duchowe uzdrowienie i rozwój dającego, jak podkreśla to wyraźnie święty Jan Chryzostom, zwracając się do wszystkich: Pan „nie patrzy tylko na działanie, ale również wolę”; mówiąc: „Strzeżcie się, abyście jałmużny waszej nie czynili przed ludźmi dlatego, abyście byli widziani przez nich” (Mk 6,1), zapewnia on, że „osadzi On nie tylko działanie zewnętrzne, ale i tajemną intencję”. On wymaga „prawości woli i czystości intencji. Albowiem poprzez jałmużnę Bóg pragnie uzdrowić waszą duszę i wybawić ją od chorób”. Toteż, jak mówi jeszcze ten sam święty, „cnota jałmużny nie polega tylko na dawaniu, ale na dawaniu w taki sposób i w takim celu, w jakim Bóg nam przykazał”.

Aby miała ona wartość duchową, jałmużna powinna być dawana w sposób bezinteresowny, to znaczy, że ofiarodawca nie powinien spodziewać się z niej jakiejkolwiek korzyści, a szczególnie korzyści wypływającej z samozadowolenia. „Darmoście wzięli, darmo dawajcie”- zaleca Chrystus (Mt 10,8), który zresztą kilkakrotnie ostrzega przed żądzą próżnej sławy, która łatwo wiąże się z dawaniem jałmużny: „Kiedy dajesz jałmużnę, nie każ trąbić przed sobą, jak czynią obłudnicy, (…) aby ich ludzie chwalili. A kiedy dajesz jałmużnę, niech twoja lewa ręka nie wie, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu” (Mt 6, 2-4; por. Łk 18,12).

Dający, z drugiej strony, powinien to czynić bez żadnego wahania, zarówno co do dóbr, od których się oddziela, jak i cech tego, komu daje, ale wręcz przeciwnie, powinien czynić to szczodrze; tylko wtedy jest to jałmużna prawdziwa, mówi święty Jan Chryzostom. I tak Apostoł zalec dawać „wspaniałomyślnie” (Rz 12,8), „nie z żalem lub konieczności” (2 Kor 9,7), „łatwo” (1 Tm 6,17-18; Kor 3,23) i „chętnie” (2 Kor 9,7). Tak ważne jest dawanie radością, że święty Jan Chryzostom stwierdza nawet, że na tym właśnie polega „natura jałmużny”. Jałmużna, zauważa on, „to nie dar, ale skwapliwość i radość dawania”. Ta radość świadczy o tym, że jałmużna pochodzi rzeczywiście od ducha miłości, że jest ona, jak mówi święty Jan Chryzostom, „radosnym uniesieniem uzewnętrzniającej się miłości”.

Jałmużna ma wartość duchową, jako forma i przejaw miłości, tylko wtedy, gdy jest ona dzieleniem się i darem miłości do Boga i do bliźniego, jako że te dwie są nierozerwalnie ze sobą związane. Miłość do Boga kładzie podwaliny miłości do bliźniego i stanowi jej ostateczny cel. Dlatego święty Jan Chryzostom pisze na temat jałmużny: „Trzeba mieć miłość do Boga. Niechaj ten właśnie motyw zawsze nas porusza”. I na odwrót, miłość do bliźniego i jałmużna, które ją przejawiają, dla jednej strony są warunkiem miłości do Boga, jak mówi to święty Apostoł Jan: „Jeśliby ktoś mówił: <<Miłuję Boga>>, a równocześnie nienawidziłby swego brata, ten jest kłamcą. Kto bowiem nie miłuje swego brata, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4,20) i „Jeśliby ktoś, posiadając dobra tego świata, zauważył, że brat jego jest w biedzie, a zamkną by przed nim swe serce – to jakże w nim może pozostawać miłość Boża?” (1 J 3,17). Ponieważ człowiek został stworzony na obraz Boży, jako syn Boży i brat Chrystusa przez usynowienie, przeznaczony stać się bogiem przez łaskę, dlatego wszystko, co czyni dla bliźniego, czyni dla Boga, a wszystko, co wymierza cios w bliźniego, dotyka samego Boga, jak zauważa to wyraźnie Chrystus, wymieniając wszelkie akty miłosierdzia dla dobra bliźniego: „Coście uczynili jednemu z braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (…) Czegoście nie uczynili jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (por. Mt 25, 40-45). W ten sposób jałmużna zakłada świadomość faktu, że dając bliźniemu, jednocześnie daje się samemu Bogu. Święty Jan Chryzostom stwierdza nawet na ten temat: „Nie ma różnicy między daniem biednemu albo Jeusowi Chrystusowi”, uściślając: „kiedy więc dajemy jałmużnę ubogiemu, dajemy mu ją jak Jezusowi Chrystusowi”.

Jako forma miłości jałmużna zakłada również świadomość i poczucie jedności ludzkiej natury, fundamentalną równość i solidarność wszystkich ludzi dzielących tę samą naturę. I tak święty Doroteusz z Gazy naucza, że „powinniśmy dawać jałmużnę (…) współczując sobie nawzajem jako naszym własnym członkom”. Z tego powodu jałmużna powinna być dawana bez różnicy wszystkim ludziom w potrzebie czy choćby tylko proszącym o jałmużnę, niezależnie od ich cech, godności czy zasługi. „Daj każdemu, kto cię prosi” – nakazuje Chrystus (Łk 6,30; por. Mt 5,42). Tak czyniąc, człowiek dostosowuje się do Bożej woli, staje się do niego podobny w sposobie postępowania i bycia, staje się prawdziwym synem swego Ojca, który jest w niebie (Mt 5,45), który „sprawia, że słońce jego wschodzi nad dobrymi i złymi, i spuszcza deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (tamże). „Kto, dając jałmużnę, pragnie naśladować Boga, nie czyni różnicy pomiędzy dobrym i złym, człowiekiem uczciwym i nieuczciwym, skoro tylko są w potrzebie. Wszystkim daje on tak samo, każdemu według jego potrzeb” – pisze o tym święty Maksym.

Nieposiadanie i jałmużna stanowią lekarstwo nie tylko przeciwko chciwości i zachłanności, ale przeciwko wszystkim chorobom, które rodzą się z tych dwóch namiętności.

Zauważyliśmy, że jednym ze skutków tych ostatnich jest ciągłe niepokojenie duszy, czynienie z niej ofiary mnóstwa trosk, niepokojów cierpień, wprowadzanie jej w ciągły stan strachu, lęku, niepokoju. Ich wyleczenie naturalnie kładzie kres temu patologicznemu stanowi. „Kto pokonał tę namiętność [chciwości], odciął korzenie wszystkich niepokojów i wszystkich wzburzeń ducha”. – pisze święty Jan Klimak. Nieposiadanie szczególnie kładzie kres wewnętrznemu wzburzeniu i wprowadza do duszy pokój: jest ona, jak mówi ten sam święty, „uwolnieniem od wszystkich niepokojów życia”. „Nic tak nie czyni ducha spokojnym jak dobrowolne ubóstwo” – pisze ze swej strony święty Izaak Syryjczyk.

Wybawiając człowieka od trosk nieuchronnie związanych z wszelkim posiadaniem, radykalnie uwalnia ono od ograniczenia go do bogactw tego świata i pozwala mu troszczyć się wyłącznie o Boga i być w pełni do Jego dyspozycji. Odrywając go pd dóbr sensualnych, pozwala mu ono przywiązać się, zgodnie z celem jego natury, do dóbr duchowych. Sam Chrystus przedstawia dobrowolne zubożenie jako drogę doskonałości, którą obierają prawdziwie Go naśladować, to znaczy zjednoczyć się z Nim w pełni od razu: „Jeśli chcesz być doskonałym – idź, sprzedaj co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za mną” (Mt 19, 21).

a

Święty Jan Chryzostom niezliczoną ilość razy przedstawia jałmużnę jako silne „lekarstwo”, umożliwiające odzyskanie „prawdziwego zdrowia”. „Bóg – mówi on – pragnie uzdrowić waszą duszę poprzez jałmużnę i wybawić ją od jej chorób”. „Strzeżmy się – mówi on jeszcze – wzgardzić tym lekarstwem naszych ran. Oto lekarstwo w najwyższym stopniu zbawienne, które spowoduje niknięcie wrzodów z waszych dusz, aż do pozostałości wszystkich waszych blizn”; „czy pojmujecie potęgę tego lekarstwa? Zastosujmy je więc do siebie samych”. A w konsekwencji przedstawia on ubogich jako „lekarzy naszych dusz”, mówiąc szczególnie: „są oni lekarzami waszych ran, a ręce, które wyciągają, są podarowanymi wam lekarstwami. Ręka, którą lekarz wyciąga ku choremu, lekarstwa, które mu ofiaruje, nie leczą go tak dobrze, jak ubogi, który wyciągając ku wam rękę i przyjmując waszą jałmużnę, powoduje zniknięcie waszych chorób”. Należy zauważyć, że jałmużna, choć wraz z nieposiadaniem stanowi przeciwdziałanie specjalnie przeznaczone do zwalczania chciwości i zachłanności, przyczynia się również do wybawienia człowieka od innych chorób duchowych. Jest ona, mówi święty Jan Chryzostom, jednym z „tych lekarstw [dzięki którym] umartwimy wszystkie namiętności zatruwając naszą duszę”.

Jałmużna, podobnie jak nieposiadanie, wywala człowieka od jego ograniczenia się do pieniędzy i bogactw tego świata. Pomaga ona również w ten sposób odzyska normalne do nich podejście, przestać z nich korzystać egoistycznie , aby stać się intendentem dóbr danych przez Boga w intencji wszystkich ludzi, innymi słowy, ponownie rozdać to, co otrzymał on od Boga w tym właśnie celu.

Z drugiej strony, leczy ona człowieka ze wszystkich zrodzonych przez chciwość i zachłanność patologicznych postaw w stosunku do innych ludzi. Wybawia go zwłaszcza z niewrażliwości, ponieważ jednym z celów nadanych przez Boga jałmużnie jest zresztą „nauczyć nas współczuć nieszczęściom bliźniego”. Uwalnia go ona również od rozmaitych form agresywności zrodzonych przez te dwie namiętności: jest ona, jak pisze święty Maksym, „leczeniem gniewu”. Praktykowana z pokorą, eliminuje wszelką pogardę wobec bliźniego i a odwrót implikuje szacunek do niego. Przywraca ona między człowiekiem i jego bliźnim więź miłości, przyczyniając się do położenia kresu podziału ludzkiej natury spowodowanego przez namiętności i przywraca ja di jej zasadniczej jedności. Można w tej kwestii przypomnieć ten fragment Dziejów Apostolskich: „Wszyscy wierzący stanowili jedną duszę i jedno serce i nikt nie mówił, że cokolwiek jest jego własnością, wszystko bowiem mieli wspólne” (Dz 4,32). A święty Jan Chryzostom komentuje go w następujący sposób: „Widzicie użyteczność jałmużny (…): natychmiast dusze zostają zjednoczone”; „to ona jednoczy w jedno ciało członki Jezusa Chrystusa”.

Stanowi ona także jedno z zasadniczych lekarstw na smutek, jako, że jego przyczyną jest często chciwość i zachłanność.

Jej zasadniczym skutkiem jest te umożliwienie człowiekowi uzyskania od Boga przebaczenia grzechów i ostania oczyszczonym w swej duszy, jak to podkreślają Ojcowie w ślad za Syrachem, który mówił: „Jałmużna odpuszcza grzechy” (Syr 3,30) i prorokiem Danielem, który radzi: „Grzechy twoje jałmużnami odkupuj, a nieprawości twe miłosierdziem nad ubogimi” (Dn 4,24). „Nie ma grzechu którego jałmużna nie mogłaby oczyścić i którego nie mogłaby niszczyć. Każdy grzech jest poniżej jej, a ona jest najwyższym lekarstwem na wszelką ranę” – naucza święty Jan Chryzostom, który pisze jeszcze: „jest to lekarstwo na nasze grzechy, to ona zmywa nieczystości z naszej duszy”.

Święty Jan Chryzostom widzi zresztą w jałmużnie konieczną towarzyszkę pokajania, które czyni ona bardziej owocnym: „To jałmużna powoduje, że lekarstwo pokajania przynosi pełny i całkowity skutek. Przypisywane przez lekarzy lekarstwa często składają się z pewnych roślin, wśród których jedna jest wszystkim. Ta roślina nazywa się jałmużna”.

Z tego powodu, jak i z innych jałmużna przekracza także modlitwę i przyczynia się do uczynienia ją czystą i płodną.

Ogólnie rzecz biorąc, żywi ona, umacnia i oświeca duszę i jest dla niej źródłem radości duchowej.

Podczas gdy „nieposiadanie umacnia pokorę”, jałmużna rozwija miłość, której jest na owocem.

Praktykując jałmużnę, człowiek naśladuje Boga, okazuje się Jego synem przez usynowienie i upodabnia się do Niego. „To zwłaszcza ta cnota naśladuje Boga; jest ona właściwa Bogu, który powiedział: Bądźcie miłosierni jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6,36) – naucza święty Doroteusz z Gazy. Święty Jan Chryzostom mówi to samo: „Tylko jałmużna i miłosierdzie czynią nas podobnymi do Boga”. Realizując w ten sposób cel swojej natury, człowiek, którego chciwość i zachłanność uczyniły nieludzkimi i podobnym do rozjuszonego zwierzęcia, staje się ponownie prawdziwym człowiekiem: „Jałmużna jest wielkim dobrem (…) i kiedy ją praktykujemy, czyni nas ona podobnymi do Boga, na ile jest to możliwe, albowiem to przede wszystkim ona stanowi o człowieczeństwie” – mówi w tym sensie święty Jan Chryzostom, który pisze jeszcze: „Nie dziwcie się, że dla człowieka właściwe jest być miłosiernym ponieważ jest to właściwe samemu Bogu.”

Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego.” Jean-Claude Larchet

 

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.