Leczenie acedii

a

Leczenie acedii

Opisując namiętność acedii widzieliśmy, że jej szczególną cecha jest atakowanie wszystkich zdolności duszy i dawanie impulsu prawie wszystkim namiętnościom i, że w konsekwencji oznacza ona śmierć wszystkich cnót, również w odróżnieniu od innych namiętności acedia nie może zostać uzdrowiona i zastąpiona przez cnotę, która byłaby jej dokładnie przeciwstawna. „Każda inna namiętność może zostać zniszczona przez określoną cnotę, ale acedia (…) jest śmiercią, która krępuje [człowieka] ze wszystkich stron” – naucza święty Jan Klimak. Ta osobliwość wymaga leczenia wielokształtnego, wielopostaciowego, jak podkreśla to św. Jan Kasjan: „kto pragnie zgodnie z regułami prowadzić walkę doskonałości, musi (…) na wszystkich frontach zwalczać ten zgubny duch acedii”.

Leczenie zakłada, że choroba została wydobyta na światło dzienne i dostrzeżona jako taka, albowiem charakterystyczną cechą tej namiętności jest bycie nieumotywowaną, a w konsekwencji często nieświadomą i niepojętą i to tym bardziej, że jednym z głównych jej skutków jest zaślepienie ducha i zamroczenie całej duszy. Dlatego święty Jan Kasjan pisze jeszcze, że kto pragnie walczyć jak należy „powinien starać się wyciągnąć tę chorobę z ukrycia swojej duszy”. Abba Pojmen ze swej strony pisze, że „jeśli człowiek rozpoznaje, czym ona jest osiąga spokój”.

Ponieważ z jednej strony namiętność, zwłaszcza u pustelnika, objawia się jako potrzeba opuszczenia swojej celi, przemieszczenia się, wejścia w kontakt z bliźnimi, chodzi najpierw o stwierdzenie, że uzasadnienia tej potrzeby, które człowiek sobie wtedy przedstawia, są tylko próżnymi pretekstami podyktowanymi właśnie przez tę namiętność. To pomoże nie ulec tej potrzebie. Ojcowie jednogłośnie zalecają, by kiedy namiętność pojawia się w tej postaci, walczyć, aby się jej oprzeć, starając się przede wszystkim nie porzucić miejsca swego pobytu pod jakimkolwiek pretekstem. „Nie należy – pisze Ewgariusz – opuszczać celi w godzinie pokus, be względu na to, jak bardzo słuszne mogą być preteksty, które się sobie wymyśli, ale trzeba siedzieć wewnątrz, być cierpliwymi i nieustraszenie przyjmować wszystkich atakujących, a szczególnie demona acedii (…)”. „Kiedy nachodzi cię duch acedii, nie porzucaj swego domu i ie uchylaj się przed walką”. Święty Jan Kasjan pisze podobnie, że człowiek powinien walczyć z duchem acedii w taki sposób, aby „nie pozwolić się wygonić jak uciekinier z obrębów swojej pustelni pod jakimkolwiek pobożnym pretekstem”.

a

Kiedy acedia przejawia się pod postacią tendencji do ospałości, również należy się jej oprzeć, starając się nie ulec zgnuśnieniu albo senności. We wszystkich przypadkach, zauważa święty Jan Kasjan, „doświadczenie dowodzi, że nie uniknie się pokusy acedii uciekając, ale trzeba ją przezwyciężyć opierając się jej”. We wszystkich przypadkach poddania się acedii byłoby złym rozwiązaniem, które doprowadziłoby tylko do rozrostu choroby. „Napastowania przez podstępy wroga, nieszczęśliwa dusza uciskana przez ducha acedii, (…) doprowadzona zostaje albo do ulegnięcia stanowi, albo do opuszczania swej celi i szukania lekarstwa na pokusę w odwiedzinach u brata. Ale użyte przez nią teraz lekarstwo wkrótce uczyni ją jeszcze bardziej chorą, albowiem wróg jeszcze gwałtowniej zaatakuje tego, który wie, że odwróci się od wroga, jak tylko rozpocznie się walka i który pokłada nadzieję na zbawienie nie – w zwycięstwie czy w walce, ale w ucieczce.” – pisze święty Jan Kasjan, który mówi podobnie w innym miejscu o tych, których atakuje acedia: „Jeśli pozwalają sobie zbyt często wychodzić, pobudzają przeciwko sobie plagę jeszcze gorszą przez to właśni, gdzie myślą oni znaleźć lekarstwo. Tak jak niektórzy chorzy wyobrażają sobie, że zgaszą żar gorączki pijąc zimną wodę. Ale oczywiste jest, że oznacza to właśnie raczej pobudzenie wewnętrznego ognia niż jego zbicie; po tej chwilowej uldze nadejdzie jeszcze intensywniejszy ból”.

a

Podobnie jak przyczyna acedii leży wewnątrz człowieka, a nie w jego osamotnieniu, tak też zasady uzdrowienia tej choroby należy szukać, a nie w jego osamotnieniu, tak też zasady uzdrowienia tej choroby należy szukać w stosunku człowieka do niego samego, a nie w jego stosunku do bliźnich, jako że wrażenie, że może on uzyskać pomoc od innych, jest w większości przypadków mylne. Święty Izaak Syryjczyk pisze na ten temat: „Zdrowie i uzdrowienie człowieka, którego dusza pogrąża się w ciemnościach, przychodzi do niego z hezychii. To jest właśnie jego pocieszenie. Nikt nigdy nie otrzyma światła pocieszenia od obcowania z ludźmi ani nie zostaje uzdrowiony przez stosunki, które z nimi utrzymuje. Acedia nie opuszcza go ani na chwilę, chyba że po to aby go później zaatakować ze zdwojoną siłą. Błogosławiony, kto znosi takie pokusy, pozostając w swej celi”.

Ojcowie przyznają oczywiście, że w niektórych przypadkach „jest całkowicie konieczne spotkać się z człowiekiem oświeconym, doświadczonym w tych rzeczach, aby otrzymać od niego światło i siłę”. Ale można tego dokonać tylko w drodze wyjątku. Także święty Nil Sorski doradza to tylko z ogromną rezerwą: „Czasami potrzebujemy – jak mówi święty Bazyli Wielki – nawiązać kontakt i porozmawiać z człowiekiem doświadczonym i budującym, albowiem wizyta w odpowiednim czasie i dobrej intencji oraz umiarkowana rozmowa z takim człowiekiem, bez błahości i gadulstwa, mogą nie tylko wygonić z duszy ukrytą w niej acedię, ale również zapewnić mu pewien odpoczynek i przywrócić siły i gorliwość do następnej walki (…). Jednakże Ojcowie, zastanowiwszy się nad tą kwestią w oparciu o własne doświadczenie, mówią, że w chwili pokusy lepiej jest pozostać w swojej celi, nie porzucając hezychii.”. Właśnie z samotnej walki i oporu stawianego namiętnościom człowiek skorzysta więcej, albowiem dzięki tej walce jego dusza zostaje poddana próbie i wzmocniona. Dlatego też Ewgariusz pisze: „Kiedy nachodzi cię duch acedii, nie opuszczaj swego domu, nie wymykaj się w odpowiedniej chwili przed pożyteczną walką, albowiem tak jak gdyby się polewało srebro, tak też Twoje serce stanie się bardziej wspaniałe”, i jeszcze nie należy opuszczać celi w godzinie pokus, (…) ale mężnie przyjąć napastników – wszystkich, ale zwłaszcza demona acedii, który ponieważ jest najbardziej uciążliwy ze wszystkich, czyni duszę w najwyższej mierze wypróbowaną”. A święty Izaak pisze: „Błogosławiony, kto znosi takie pokusy pozostając w swojej celi. Albowiem, jak mówią Ojcowie, wielkie będzie mieszkanie i moc, którą po tym on osiągnie”. Jednakże opieranie się namiętności nigdy nie daje owocu natychmiast. Zwycięstwo nad acedią zakłada prawie zawsze walkę długą i mozolną. Toteż leczenie wymaga przede wszystkim, aby dowieść cierpliwości i nieustępliwości. Cnota cierpliwości stanowi nawet jedno z głównych lekarstw na tę namiętność. „Acedia zostaje zdławiona dzięki cierpliwości (υπομονη) – pisze Ewagriusz. A święty Maksym podkreśla, że to leczenie zostało nam dane prze samego Chrystusa: „Acedia, która atakuje wszystkie siły duszy, podburza niemal wszystkie namiętności; i dlatego pośród wsystkich ona jest straszna. Cenne jest więc słowo Pana, który przeciwstawia mu to lekarstwo: <<W cierpliwości waszej otrzymacie dusze wasze>> (Łk 21,19)”

a

Nadzieja jest kolejnym fundamentalnym lekarstwem, które należy dołączyć do cierpliwości. Człowiek „pełen nadziei jest zabójcą acedii, którą odrzuca uzbrojony w ten miecz” – naucza święty Jan Klimak. A Ewagriusz radzi: „Kiedy zderzymy się z demonem acedii, (…) siejąc w nas dobrą nadzieję, wygłosimy wraz z Dawidem tę inkantację: <<Czemuś strapiona, duszo moja, czemu się trwożysz we mnie? Miej nadzieję w Bogu! Jeszcze będę wielbił jako zbawienie moje i Boga mego>> (Ps 41,6)”.

Nadzieja, którą należy się posłużyć, nie jest tylko tą, że się zostanie prędzej lub później wybawionym od namiętności i uzyska się wytchnienie, ale też nadzieją dóbr przyszłych, która, pisze święty Jan Klimak, stanowi sąd tej namiętności i „unicestwia ją zupełnie”.

Trzecim zasadniczym lekarstwem jest pokajanie, smutek i skrucha. Jeśli człowiek „przypomina sobie swoje grzechy, Bóg jest jego pomocą we wszystkim i nie ma on acedii”. „Niechaj ten tyran zostanie skuty łańcuchami przez pamięć naszych grzechów” – radzi ze swej strony święty Jan Klimak, który mówi jeszcze: „Kto smuci się ze swojego powodu, nie na acedii”. Łzy, które są skutkiem pokajania i smutku duchowego, stanowią oczywiście jeszcze silniejsze lekarstwo. „Acedia zostaje pohamowana przez łzy” – pisze Ewagriusz, który dodaje: „Przelał łzy jest wielkim lekarstwem przeciwko nocnym widzeniom, rodzonym przez acedię. Otóż to lekarstwo, prorok Dawid stosował je mądrze na swoje namiętności mówiąc: „Omdlewam w moich jękach, co noc zlewam łzami swoje łoże, zraszam nim posłanie>> (Ps 6,7)”.

Innym ważnym lekarstwem jest „pamięć o śmierci” (μνημη θανατου) – fundamentalna praktyka ascetyczna, polegająca na stałym przypominaniu sobie, że jest się śmiertelnym i że śmierć może nadejść w każdej chwili. Z tą „pamięcią o śmierci” wiąże się często fundamentalna przez Ojców rada, by „przeżywać każdy dzień tak, jakby to był nasz ostatni” – rada mniej mająca na celu przygotowanie człowieka, aby dobrze umarł, a bardziej, żeby dobrze żył. Gorliwą funkcją „pamięci o śmierci” jest pomoc człowiekowi, by nie zmarnował on cennego dla zbawienia czasu, „odkupił czas” – jak mówi Apostoł (Ef 5,16) i w ten sposób przeżywał każdą chwilę z maksymalną intensywnością duchową, unikał grzeszenia, wypełniał Boże przykazania i całkowicie zawierzył się Bogu. „Pamięć o śmierci” jest szczególnie skuteczna w przypadku acedii, jako że ta stanowi stan nonszalancji, duchowego otępienia i lekarstwa, czyni człowieka niedbałym wobec własnego zbawienia i skłania go do bezwartościowej działalności, wyjść i stosunków, z duchowego punktu widzenia stanowiących przeszkodę i stratę czasu. Pewien apoftegmat opowiada: „Spytano pewnego starca: <<Dlaczego nigdy nie jesteś zniechęcony?>> A on odpowiedział <<Ponieważ codziennie spodziewam się umrzeć>>” A święty Antoni Wielki naucza: „Aby nie być niedbałymi, powinniśmy rozmyślać o tych słowach Apostoła: „W każdy dzień umieram>> (1 Kor 15, 31). Jeśli żyjemy tak, jakbyśmy mieli umrzeć każdego dnia, nie zgrzeszymy. Oto co należy przez to zrozumieć: codziennie, budując się, myślmy, że nie przeżyjemy do wieczora i podobnie kładąc się spać, myślmy, że się nie obudzimy”. W swoim dziele O sporze z myślami Ewgariusz radzi przeciwstawiać myślom acedii następujące wersety Pisma Świętego: „Człowiek! Dnie jego są jak trawa, jak kwiat polny rozkwita, lecz ledwie wiatr powieje, już go nie ma, nie pozostaje po nim nawet ślad” (Ps 102,15-16) i „Jak cień są dni nasze na ziemi” (Jb 8,9); „dni mojego życia jakże krótko trwają” ( Jb 10, 20). I przypomina naukę swojego ojca duchowego na ten temat: „Oto, co mówił nasz bardzo święty i bardzo doświadczony nauczyciel: Trzeba, aby mnich zawsze był gotów, tak jakby jutro miał umrzeć (…). Jak mówił, on to odrzuca myśli i czyni mnicha bardziej gorliwym (…)”. Uzasadniają to poprzednie rozważania, ale także fakt, że, jak mówi Ewgariusz w innym miejscu, demon acedii „przedstawia [człowiekowi], jak długie jest życie”, chcąc przez to natchnąć go zniechęceniem i odrazą do przyszłych trudności, a zwłaszcza do „trudów ascezy”.

Stan Boży również stanowi potężne antidotum przeciwko tej namiętności. „Nic nie jest tak skuteczne” – stwierdza podobnie święty Jan Klimak.

Wśród lekarstw przepisywanych przez Ojców należy jeszcze wspomnieć pracę ręczną, Może ona pomóc uniknąć przygnębienia, niestabilności, otępienia i senności, które na swój sposób są elementami składowymi tej namiętności. Może się ona przyczynić do ustanowienia albo podtrzymania gorliwości, ciągłej obecności, wysiłku i uwagi, które zakłada życie duchowe, a które acedia stara się popsuć. Szczególnie przeciwstawia się próżniactwu, które jest jedną z głównych postaci, jakie może przybierać acedia i które jest źródłem niezliczonych chorób. Powołując się na naukę świętego Pawła, święty Jan Kasjan obszernie przedstawia pracę ręczną jako lekarstwo na acedię, które przewiduje zasadniczo w tej ostatniej formie. „Błogosławiony Apostoł – pisze on – czy to widział, że ta choroba rodząca się z ducha acedii, zaczęła się już wkradać, czy to dzięki objawieniu Ducha Świętego przewidział, że się ona rozprzestrzeni, jak prawdziwy lekarz duchowy, stara się ją uprzedzić zbawiennym lekarstwem swoich przykazań. Pisząc do Tesaloniczan, jako bardzo kompetentny lekarz, łagodzi najpierw słabość swoich pacjentów poprzez atrakcyjne i łagodne leczenie swoim słowem. Zaczyna mówić o miłości i w tym miejscu zaczyna ich wychwalać, aż śmiertelna rana złagodzi tych kojących lekarstwem będzie mogła łatwiej nieść środki bardziej radykalne, jako że podrażnienie nowotworu zostało usunięte”. Podkreśliwszy terapeutyczną postawę Apostoła, święty Jan Kasjan uwydatnia zasady stanowiące lekarstwa przeciwstawne: 1) „Pracujcie, aby być spokojnymi” (por. 1 Tes 4,11), to znaczy, komentuje on: „pozostawajcie w waszych celach i nie pozwólcie się zaniepokoić różnymi wieściami:”; „zajmujcie się waszymi pracami” (por. Tes 4,11), to znaczy „nie pragnijcie dowiedzieć się przez ciekawość, co się dzieje w świecie, szpiegując, jak żyją niektórzy, tracić swój wysiłek na krytykowanie waszych bliźnich, zamiast samemu się poprawić i przyłożyć się do cnót”; 3) „pracujcie swoimi rękami, jak wam to przekazaliśmy” (por. 1 Tes 4,11). Po czym święty Jan Kasjan przypomina i komentuje przykład, który święty Paweł w drugim liście do Tesaloniczan daje nam z własnego zachowania: „Sami wiecie, jak nas macie naśladować, nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju. (…) Pracowaliśmy dniem i nocą w trudzie i mozole, aby dla nikogo z was nie być ciężarem” (2 Tes 3,7-8). A przytoczywszy dalszy ciąg fragmentu w którym święty Paweł wspomina tych, którzy „oddają się próżniactwu, zamiast pracować, tracą czas na błahostki” (2 Tes 3,11), święty Jan Kasjan zauważa, że Apostoł „stara się naprowadzić teraz stosowną poprawkę (…). Odzyskuje on raz jeszcze serce (…) współczującego lekarza i (…) przynosi im uzdrowienie poprzez tę zbawienną ranę: <<Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli>> (2 Tes 3,12). Jednym tylko zbawiennym przykazaniem pracy, jak bardzo doświadczony lekarz, uzdrawia on przyczynę wszystkich tych plag, które rozwijają się przez próżniactwo, widząc, że wszelkie choroby, które mnożą się na tym samym pniu szybko znikną, skoro tylko zniesiona zostanie przyczyna głównej choroby”. Podkreślając terapeutyczną wartość rad świętego Pawła, nawiązujących do pracy manualnej, święty Jan Kasjan jednocześnie wskazuje ich wartość profilaktyczną: „Mimo to jako bardzo roztropny i przewidujący lekarz, nie zadawalający się dążeniem do uzdrowienia ran chorych, daje również zalecenia dostosowane do zdrowych, aby mogli oni nadal utrzymać swoje zdrowie”. Kończąc naukę na ten temat, święty Jan Kasjan przytacza przykład abby Pawła, który choć żył w miejscu zbyt odległym od jakiegokolwiek miasta, gdzie mógłby sprzedawać owoce swojej pracy, narzucał sobie mimo wszystko codziennie pewną ilość pracy „i kiedy jego grota była pełna efektów pracy z całego roku, podpalał raz do roku te wytwory, które go kosztowały tyle pracy”. A kończy on w następujący sposób: „I tak, aby dowieść pewnie, że be pracy manualnej mnich nie może ani pozostać stabilnym, ani wznieść się na jeden dzień na szczyt doskonałości, pracował on, choć nie potrzebował tego, żeby zapracować na swoje wyżywienie, a tylko po to, aby oczyścić swe serce, uniemożliwić błąkanie się myśli, trwanie w swojej celi i odniesienie zupełnego zwycięstwa nad samą sobą”.

Modlitwa stanowi wreszcie najbardziej fundamentalne spośród lekarstw na acedię, albowiem człowiek może zostać całkowicie w wybawiony d tej namiętności tylko dzięki Bożej łasce, a tę może otrzymać tylko prosząc o nią w modlitwie. Bez tego tego ostatniego lekarstwa wszystkie pozostałe są tylko częściowo skuteczne. Wręcz przeciwnie, wszystkie one z niej właśnie czerpią swoją siłę. Dlatego walce z namiętnością, oporowi stawianemu namiętności, cierpliwości, której daje się dowody, przejawianej nadziei, smutkowi i łzom, pamięci o śmierci, pracy manualnej, powinna towarzyszyć modlitwa, która łączy je w Bogu i powoduje, że nie są już one zwykłymi ludzkimi środkami.

Trudność polega jednak na tym, że acedia skłania człowieka do porzucenia modlitwy i utrudnia uciekanie się do niej. Istotne jest więc, by ze wszystkich sił opierał się on tej pokusie i zachował modlitwę, jeśli jej jeszcze nie porzucił, aby ją wzmocnił, jeśli już ją utracił. W przypadku acedii szczególnie zalecane jest wykonywanie pokłonów, ponieważ powoduje ono bezpośrednie zaangażowanie w modlitwie ciała, którego to namiętność powoduje otępienie, na równi z duszą i przyczynia się do wyprowadzenia ich obojga z letargu. Święty Symeon Nowy Teolog zaleca: „Ponieważ znasz przyczynę tego stanu i skąd się on pojawił, wróć więc odważnie do miejsca, gdzie zazwyczaj się modlisz. Pokłoń się przed miłosiernym Bogiem. Proś ze łzami i westchnieniami w skrusze serca, abyś został wybawiony od ciężaru acedii i złych myśli. Jeśli się boisz z siłą i wytrwałością, wkrótce uzyskasz wybawienie od niej”.

Psalmodia stanowi szczególnie skuteczną formę modlitwy przeciwko acedii, podobnie jak odmawiana z czułością i uwagą modlitwa serca, jak podkreśla to święty Diadoch z Fotyki: „Unikniemy tego wrażenia letniości i tchórzostwa, jeśli wyznaczymy naszemu duchowi bardzo ścisłe granice i zwrócimy nasze spojrzenie tylko na pamięć o Bogu. Jedynie w taki sposób duch szybko powróci do swej żarliwości i będzie mógł się oderwać od tego nierozumnego rozproszenia”.

Zwycięstwo nad acedią pozwala człowiekowi na pewne wytchnienie w duchowej walce. Ponieważ acedia na swój sposób zawiera w sobie wszystkie namiętności, żadna namiętność nie pojawi się natychmiast po tym, jak ta została zniszczona. „Za tym demonem nie idzie bezpośrednio żaden inny: po walce następuje w duszy stan pokoju” – notuje Ewagriusz.

Poza tym odpoczynkiem głównym skutkiem zwycięstwa nad tą namiętnością jest „niewysłowiona radość”, która wypełnia duszę.

Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego” Jean-Claude Larchet

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.