Gniew

a

 

Gniew

 

Namiętność gniewu (οργη) pochodzi od siły popędliwej duszy (θυμος) i obejmuje wszystkie patologiczne objawy agresywności.

Siła popędliwa, jak to widzieliśmy, została dana człowiekowi przez Boga w chwili jego stworzenia i należy do samej jego natury. Jej funkcja powinna zgodnie z zamierzeniem Stwórcy, polegać na pomaganiu człowiekowi w walce z pokusami i z kusicielem i w unikaniu grzechu i zła: tak został określony na samym początku jego naturalny cel i normalne wykorzystanie. Ale, jak to pokazaliśmy, na skutek grzechu człowiek odwrócił się od tego celu i zamiast wykorzystać tę zdolność do zwalczania Złego, skierował ją przeciwko swemu bliźniemu, korzystając z niej wbrew naturze. Właśnie to przeciwne naturze wykorzystanie siły popędliwej stanowi namiętność gniewu we wszystkich jej postaciach i czyni z niej chorobę duszy. […]

Gniew jawi się jako namiętność za każdym razem, kiedy za swój przedmiot obiera bliźniego. Od tego momentu żaden powód jakiegokolwiek rodzaju nie może jej usprawiedliwić. Gniew powinien zwracać się przeciwko diabłu, a nie przeciwko temu, kto padł jego ofiarą, albowiem, jak mówił Apostoł, „nie walczymy z ludźmi, ale ze zwierzchnościami, władzami, rządcami świata ciemności i złymi duchami na niebie” (Ef 6,12). Należy walczyć z grzechem, a nie z tym co go popełnia: „Mniej w nienawiści chorobę, a nie chorego” – zaleca święta Synkletyka.

To, co tradycja ascetyczna rozumie przez nazwę: „gniew”, nie podlega tylko na jego gwałtownych objawach uzewnętrznionych, które zazwyczaj określamy tą nazwą, a które są na ogół epizodyczne i dotyczą szczególnie pewnych jednostek o temperamencie zwanym cholerycznym. Ojcowie pojmują go jako namiętność rozwiniętą tak samo jak inne i pod tym terminem umieszczają również wszelkie formy agresywności, uzwenętrznione czy uwewnętrzenione, jawne czy ukryte, prymitywne lub subtelne, do których zdolny jest człowiek, a których obiektem jest na ogół bliźni. Tak więc oprócz tego, co zwyczajowo nazywamy gniewem i co stanowi jego przejaw najbardziej zewnętrzny, widzialny i gwałtowny, ostrą formę namiętności, kiedy to „θυμος budzi się i wzbiera”, Ojcowie wyróżniają zasadniczo: obrazę (μηνις) – która jest „gniewem utrzymywanym”, trwającym pod postacią bardziej uwewnętrznioną i bardziej ukrytą, a którego podstawą jest pamięć o doznanej zniewadze, upokorzeniu, niesprawiedliwościach, urazę (μνησικακια), nienawiść (μισος, κοτος), a także wszelkie formy niechęci, wrogości, animozji, nieprzyjaźni, krótko mówiąc nieprzychylności. Zły humor, cierpkość, bardziej lub mniej rozwinięte formy irytacji (οξιχολια) i przejaw niecierpliwości już wchodzą w skład tej namiętności. Podobnie wiążą się z nią oburzenie i szyderstwa, kpiny i ironia wobec innych. Można do tego odnieść także uczucia, nawet mało rozwinięte, złej woli, od bardziej grubiańskich – które przekładają się na złośliwość i otwartą wolę szkodzenia, do bardziej subtelnych, które mogą polegać z jednej strony na cieszeniu się (nawet jeśli bardzo krótko) z nieszczęścia albo niepowodzenia, które dotknęło bliźniego, a z drugiej strony na niesmuceniu się z powodu przykrości, które mu się przydarzają, albo nawet na niecieszeniu się z jego szczęścia. W przeciwieństwie do tych uczuć często bardzo wyrafinowanych, bardzo wewnętrznych i niedostrzegalnych dla tego, kogo dotknęły, ekstremalne formy przemocy, takie jak rozmaite rywalizacje, walki, napaści, bijatyki, a nawet zbrodnie czy wojny, mogą również pochodzić od namiętności gniewu pojmowanego szeroko, jak czyni to tradycja ascetyczna. Widać więc, że obejmuje ona bardzo szeroką gamę stanów i reakcji ludzkich i oczywiste jest, że może ona dotykać człowieka upadłego niemalże stale, podobnie jak inne namiętności.

a

Ojcowie zauważają, że przy wszelkiej postaci gniewu człowiek odczuwa pewną przyjemność, co sprawia, że się do niego przywiązuje. „Niewiele martwi ją zło, które dusza wyrządziła sobie samej” – zauważa święty Jan Chryzostom„decyduje się na nie, robi sobie z niego pewien rodzaj przyjemności, której musi zaznać za wszelką cenę. Doprawdy, ten pożar serca nie jest bez pewnej przyjemności, sprawuje nawet nad duszą swego rodzaju tyranię bardziej bezwzględną niż jakakolwiek inna przyjemność.” Święty Jan Klimak zauważa podobnie na temat przypominania sobie krzywd i urazy: „Jest to ból sensualny i palący, którego nie przestaje się lubić z powodu słodyczy zawartej w samej goryczy gniewu”. Ale jest to stosunek drugoplanowy w stosunku do przyjemności, które pozwalają pojąć, jak może ona utrzymywać gniew (a zwłaszcza urazę), a nie – w jaki sposób uwarunkowuje jego pojawienie. Pochodzenie rozmaitych objawów tej namiętności można odnaleźć w uprzednie i bardziej fundamentalnej więzi przyjemności z gniewem. Ewagriusz, podejmując wypowiedź innego Ojca, twierdzi: „Wiem, że ona zawsze walczy o przyjemność”. Święty Maksym i święty Doroteusz podobnie widzą zasadniczą przyczynę gniewu w umiłowaniu przyjemności (φιληδονια). Gniew powstaje w człowieku, kiedy smuci się on nie mogąc uzyskać rozkoszy, do której dąży, ale również i zasadniczo wtedy, kiedy jest, czuje się lub obawia bycia pozbawionym przyjemności, z której korzystał, a „więc wtedy, gdy miłość do siebie samego (φιληδονια) zostaje zraniona przez cierpienie”. Zwraca się ona wówczas przeciw temu, kto jest lub wydaje się być przyczyną frustracji, a przynajmniej nią grozi albo wydaje się zagrażać. Dlatego Ewgariusz tak właśnie określa gniew: „Jest to wrzenie i poruszenie popędliwości skierowane przeciw temu, kto rzeczywiście lub też rzekomo wyrządził krzywdę”.

Przyjemność sensualna jest współzależna od pożądania sensualnego. Pożądanie dóbr materialnych i przywiązanie do nich stanowią więc równie fundamentalną przyczynę gniewu. Pozwala to pojąć inne twierdzenie mnicha cytowane przez Ewageriusza: „Po to niszczę przyjemności, aby usunąć preteksty do [rozbudzania] popędliwości”, jak również to, co mówi sam Ewgariusz w innym miejscu: „Nie dopuścisz nigdy żądzy, albowiem to ona dostarcza materii dla gniewu”. Święty Izaak Syryjczyk pisze podobnie: „Jeśli przywiązujemy się do rzeczy sensualnych [tych rzeczy, które pobudzają agresywność przeciwną naturze], (…) zmieniamy (…) naturalną łagodność w dzikość”. Można w tym zobaczyć echo słów świętego Jakuba: „Skąd [pochodzą] spory i skąd walki wśród was? Czyż nie z waszych namiętności podnoszących bunt w was samych” (Jkb 4,1)

To przez umiłowanie dóbr materialnych i rozkoszy, które mu one dostarczają i ponieważ woli je od dóbr i rozkoszy duchowych, człowiek popada w namiętność gniewu, jak to wyraźnie stwierdza święty Maksym: „Woleliśmy dobra materialne i świeckie od przykazania miłości, a ponieważ się do nich przywiązaliśmy, walczymy przeciwko ludziom, podczas gdy powinniśmy woleć miłość do wszystkich rzeczy widzialnych, a nawet od naszego ciała”. Ten sam wyjaśnia jeszcze: „Ponieważ jesteśmy zajęci miłością do rzeczy materialnych i upodobania w rozkoszy i wolimy to wszystko od przykazania, nie jesteśmy skłonni kochać tych, którzy nas nawiedzą. Raczej zdarza się nam przeciwstawiać tym, którzy nas kochają powodu tych właśnie rzeczy.”

Umiłowanie rzeczy sensualnych i związanych z nimi rozkoszy, jak widzieliśmy, objawia się na rozmaite sposoby w namiętnościach. Zgodnie z jedną klasyczną koncepcją istnieją try wielkie kategorie namiętności, albo trzy zasadnicze rodzaje przywiązania do rzeczywistości sensualnej, które mogą stanowić pretekst do gniewu, jeśli ktoś zostanie pozbawiony rokoszy, której mu dostarczają, albo grozić mu będzie ich utrata, albo przeszkadzać się mu będzie w ich osiągnięciu: przywiązanie do jedzenia (namiętność obżarstwa); przywiązanie do pieniędzy, bogactw i ogólnie do przedmiotów materialnych (namiętności chciwości i zachłanności); przywiązanie do siebie samego (namiętność żądzy próżnej sławy i pychy).

a

Są to jednak tylko źródła najważniejsze, najczęstsze i najbardziej rozpowszechnione. Gniew może mieć przyczyny bardzo liczne, które trudno jest ogarnąć w sposób prosty, jak to sygnalizuje święty Jan Klimak, raz jeszcze posługując się terminologią lekarza duchowego: „Jak jedna wprawdzie i taka sama jest gorączka ciał, a przecież nie jedna, ale wiele jest przyczyn choroby, tak też wrzenie i poruszenie gniewu oraz pozostałych naszych namiętności wynika z licznych i różnych pobudek. Toteż nie można, w odniesieniu do nich, ograniczyć się do jednego tylko rodzaju lekarstwa. Ale zgadzam się raczej z opinią, że każdy z tych, co już zachorowali, powinien starannie poszukiwać odpowiedniego leczenia. Pierwszą sprawą w tym leceniu niech będzie rozpoznanie przyczyny boleści, żeby znalazłszy ją, dzięki Bożej Opatrzności, otrzymać plaster od ducha lekarzy.”

Oprócz uprzednio przytoczonych namiętności, należy też przedstawić wśród głównych przyczyn namiętność pożądliwości, podobnie jak nadmiar odpoczynku dawanego ciału. Tę ostatnią etiologię można pojmować w taki sam sposób, jak tę, która stanowi nieumiarkowanie. Zarówno dając odpoczynek, jak i nadmiernie żywiąc ciało, dostarcza się mu zapasu energii, która łatwo mogłaby zostać wykorzystana do wzmocnienia siły agresywnej duszy, a jednocześnie osłabić uwagę ducha i naprężenie woli, które ją kontrolują i opanowują. Mimo to jest to tylko jeden powód spośród wielu.

Wśród tych, uwydatnionych przez nas, źródeł gniewu z pewnością żądza próżnej sławy i pycha stanowią źródło najbardziej podstawowe. Święty Marek Eremita pisze na temat nienawiści: „Ta choroba dotyczy tych, którzy ubiegają się w pierwszeństwo w zaszczytach.” I bardziej ogólnie na temat gniewu: „Głównie to pycha go konsoliduje i wzmacnia”. Kiedy ostaje zraniona miłość własna człowieka, kiedy czuje się on upokorzony, obrażony, niesławiony (w szczególności do posiadania przezeń korzystnego obrazu siebie samego, a który oczekuje, że i inni podzielają), wówczas oddaje się różnym formom gniewu. I to w takim stopniu, że to, co wydaje się być zewnętrzną przyczyną gniewu i prawdziwie go motywować, jest w rzeczywistości tylko objawieniem, albo katalizatorem gniewu, który pochodzi bezpośrednio od samego podmiotu, od jego pychy. „To nie słowa nas ranią – zauważa na przykład święty Bazylipobudza nas nasza pycha i dobre mniemanie o samych sobie.” Dowodem zjawiska przeciwnego jest fakt, że człowiek pokorny pozostaje spokojny i łagodny nawet wtedy, kiedy jest gwałtownie atakowany. Przez gniew, urazę, pragnienie zemsty, człowiek dąży do restytuowania w oczach tego, kto go obraził i upokorzył, a jednocześnie we własnym, obrazie siebie samego, do którego jest przywiązany i który uważa za zdeprecjonowany.

Te ostatnie rozważania nie są w żadnej mierze sprzeczne z tym, co powiedzieliśmy wcześniej na temat istoty roli, jaką w gniewie odgrywa rozkosz. Człowiek jak zobaczymy to później, czerpie z żądzy próżnej sławy i z pychy pewną przyjemność, która okazuje się zagrożona, pomniejszona lub nawet przez wszelkiego rodzaju obrazy upokorzona. Gniew jawi się tutaj znowu jako reakcja obronna buntu wobec utraty przyjemności, ale też naczynie częściej jako reakcja obronna, mająca na celu zachowanie zagrożonej przyjemności lub odzyskanie utraconej rozkoszy.

Podobnie jak wszystkie inne namiętności, gniew, we wszystkich jego postaciach, uważany jest przez Ojców za chorobę duszy. „Jest to choroba, która w takiej samej mierze przeciwstawia się naszej naturze, co i choroba ciała” – mówi święty Jan Chryzostom.

Ze względu na powodowane przezeń zaburzenia, jest on przede wszystkim uważany za formę szaleństwa. „Nie ma żadnej różnicy między gniewem w szaleństwem” – mówi on jeszcze. „Gniew jest krótkotrwałym szaleństwem” – zauważa ze swej strony święty Bazyli.

a

Oczywiście, gniew najbardziej zasługuje na to, by być uważanym za rodzaj szaleństwa w swych ostrych i gwałtownych objawach, a zwłaszcza wtedy, kiedy przybiera formę szału. Święty Jan Klimak nie waha się określić go jako duchową epilepsję. Święty Bazyli Wielki, przedstawiając dokładniejszy obraz tej namiętności w jej objawach napadowych, wyraźnie wskazuje, że uniemożliwiają one upodobanie go do formy szaleństwa: „Serce podjudzone bodźcami gniewu bije mocniej, ciało drży, język się plącze, twarz płonie, oczy błyszczą wściekle i nie rozpoznają nikogo. Usta wydają krzyk, ale umysł nie wie, co to za mowa. Czym więc ktoś, kto nie wie, co robi, różni się od opętanych? W rezultacie gniew prowadzi przeważnie do rękoczynów i staje się tym zuchwalszy, im dalej odejdzie od rozsądku. Duch nie potrafi się opanować, bo jest poddany obcej sile. Szał tym bardziej skłania ciało do zewnętrznego zadawania ciosów, im bardziej więzi w wewnętrznej niewoli umysł sprawujący władzę nad członkami ciała”. Ojcowie pokazują często podobnie, w czym ten, kto ogarnięty został prze te gwałtowne formy gniewu, przypomina opętanego przez demony. Przy tej okazji można przypomnieć bezpośrednią więź, dostrzeganą przez nich, łączącą niektóre niespokojne formy szaleństwa i opętanie przez demony, to dlatego, że w obu odnajduje się ogromną liczbę zupełnie podobnych symptomów. Przeanalizujmy szczegółowo tę patologię, która ujawnia się w sposób szczególnie wyraźny w najbardziej gwałtownych formach gniewu, ale odnajdywana jest również w równym stopniu w innych jego objawach. Na płaszczyźnie ciała gniew w swych ostrych objawach powoduje charakterystyczne wzburzenie, łatwo zauważalne na zewnątrz. Święty Jan Chryzostom i święty Bazyli zwłaszcza dają nam tego typu opis, analogiczny do opisu przedstawionego przez Grzegorza Wielkiego, którego obszerniejsze fragmenty przytoczyliśmy powyżej. Wewnątrz ciała gniew przekłada się na na rozmaite zaburzenia fizjologiczne. Jego formy tłumione i chroniczne również implikują takie zakłócenia. Wszystkie te zaburzenia, które naruszają zwykle funkcjonowanie ciała, stanowią zagrożenie dla zdrowia. Święty Jan Chryzostom zauważa: „Gniew niszczy ciało”, „znałem wielu takich, których gniew doprowadził do choroby”. Święty Jan Klimak ze swj strony stwierdza konsekwencje, jakie ta namiętność może mieć dla przewodu pokarmowego, powodujące anoreksję, albo bulimię.

Ale gniew powoduje zaburzenia zwłaszcza w duszy, co każe uważać go za poważną chorobę duszy i za formę szaleństwa. „Gniew bardziej niż jakakolwiek inna namiętność ma zwyczaj niepokoić i wzburzać duszę” – zauważa święty /diadoch z Fotyki, a w ślad za nim święty Jan Klimak. Gniew, pisze ze swej strony święty Grzegorz Wielki, „rozbija spokój umysłu; niepokoi go, w pewien sposób szarpie i rozdziera”, „zamęci umysł swymi atakami”. „Niszczy on całą duszę, wprowadza do niej zamieszanie” – zauważa święty Marek Eremita. „Niszczy on duszę”, „kompletnie burzy jej stan normalny” – mówi podobnie święty Jan Chryzostom, który twierdzi również, że czyni to duszę zniekształconą, „atakuje to, co ma ona najbardziej zdrowego, plugawiąc to, co ma najbardziej czystego.”

Liczne są zaburzenia powstałe w duszy w efekcie działania namiętności gniewu. Przede wszystkim zakłóca on używanie rozumu do danego stopnia, i wydaje się je wykluczać. „Agresywność tyranicznie niszczy działanie rozumu i powoduje, że myśl wykracza poza pewną naturę” – pisze święty Maksym. „Ta namiętność wygania rozum, zabrania człowiekowi posługiwania się rozumowaniem” – zauważa ze swej strony święty Bazyli.

a

Skoro jego „rozum jest pogrążony w upojeniu i ciemnościach”, człowiek staje się niedolny do prawidłowego osądzania rzeczy. Tak oto pisze święty Jan Kasjan: „Dopóki gniew zajmuje nasze serca i zaciemnia nasze oko wewnętrzne, nie jesteśmy w stanie sądzić rozróżniając myśli. (…) Tym bardziej nie możemy być zdolnymi do uzyskania prawidłowego światła duchowego, poniewa, jak mówi Pismo Święte, <<zamroczone jest od gniewu oko moje>> (Ps 30,10); nie będziemy nawet zdolni osiągnąć dojrzałości sądu (…), ponieważ << skłonny do gniewu popełnia głupstwo>> (Pr 14,17)”. „Nic tak nie mąci jasności i czystości duszy, jak niepohamowany i gwałtowny gniew” – konstatuje podobnie Święty Jan Chryzostom.

Odtąd człowiek widzi rzeczy w zależności od tego, co wskazuje mu jego gniew. Jego rozum całkowicie służy jego namiętności. Całe posiadane przezeń poznanie zostaje w ten sposób zaburzone, nawet jeśli zewnętrznego punktu widzenia jego zdolności poznawcze wydają się działać w sposób poprawny i jeśli wydaje się pozostawać zdolny do formalnie zdrowego rozumowania. Człowiek, który padł ofiarą agresywności, przestaje odtąd postrzegać rzeczywiste takim, jakim on jest, a widzi je takim jakim ono nie jest. Jego namiętność wytwarza w nim urojone poznanie i konsekwentnie modyfikuje jego sposób zachowania się wobec dawnych realiów. Święty Jan Chryzostom mówi: „Doprawdy, gniew nie jest mniej szalony niż majaczenie. Zobaczcie jak ten demon pogrąża swe ofiary w majaczeniu, pozbawia je zupełnie rozumu, przekonuje je do czegoś zupełnie przeciwnego do tego, co radzą im ich oczy. Nie widzą oni nic, nie czynią nic w sposób rozumny, można by powiedzieć, że nie mają ani rozumu, ani rozwagi; (…) gniew ich sobie podporządkuje”. Ten sam święty pisze również, porównując gniew do pijaństwa, o którym mówi, że nie jest ono niczym innym, jak tylko „oddaleniem się ducha od jego dróg naturalnych, dewiacją rozumowania, utratą świadomości”, „W czym ci, którzy popadają w gniew i ci, którzy są pijani od szału, są w sytuacji mniej poważnej od tych którzy są pijani od wina? Dowodzą oni takiej przesady, że wybuchają przeciwko wszystkim, nie kontrolując swoich słów, nie rozróżniając osób. Tak samo jak szaleńcy (μαινομενοι) i furiaci rzucają się w przepaść nie zauważając tego, tak też rozgniewani, albo ogarnięci szałem”. Święty Bazyli stwierdza, podobnie jak święty Jan Chryzostom, że pod wpływem gniewu człowiek przestaje szanować najbardziej podstawowe wartości zarówno w sobie, jak i u innych, posuwając się aż do ignorowania swoich bliźnich i zaniedbywania ich najbardziej elementarnych interesów. Majaczenie zrodzone przez gniew skutkuje też modyfikacją proporcji rzeczy postrzeganych przez człowieka. Wydarzenia nie są już postrzegane ani przeżywane zgodnie z ich prawdziwymi wymiarami, ale wydają się niektórym, nieproporcjonalnie i niesprawiedliwie wyolbrzymione, podczas gdy inne, współzależne, są skrywane albo pomniejsza się ich wartość.

Inną zasadniczą cechą patologiczną, która pozwala upodobnić gniew do pewnej formy szaleństwa albo stanu opętania przez demony, jest wynikająca zeń alienacja. Ofiara tej namiętności nie panuje już nad sobą, wydaje się już nie działać kierowana swoim duchem i pod wpływem własnej woli, ale okazuje się jakby zdeterminowana do myślenia i działania pod presją siły zewnętrznej w stosunku do niego samego, panowanie nad którą wydaje mu się całkowicie umykać, a która tyranizuje jego duszę i ciało. Człowiek staje się dosłownie igraszką swej namiętności.

To wyobcowanie nie jest powiązane wyłącznie gwałtownymi formami gniewu. Można je konstatować również w objawach urazy albo głuchej nienawiści, gdzie wszystkie zdolności człowieka są skupione na przedmiocie, przeciwko któremu praktykowane są te modusy namiętności i gdzie podmiot jest jakby zdeterminowany ciągle sobie przypominać i stale określać albo redefiniować sposoby dokonania zemsty. Nawet w przypadku, gdy jego gniew jest tylko zwykłą irytacją, człowiek wydaje się zdeterminowany w swym zachowaniu przez zewnętrzną wobec niego siłę, a która częściowo mu umyka, co przyznaje on mówiąc, że ma „zły humor”.

Wreszcie ostatnim zasadniczy symptomem patologicznym gniewu jest pobudzenie psychosomatyczne, które w różnym stopniu go charakteryzuje, i zbliża, tu także, do wielu objawów szaleństwa i stanów opętania demonicznego. Zachowanie człowieka który padł jego ofiarą, staje się bezładne, nieuregulowane. Dokonuje on aktów maksymalnie dziwnych, działań, które potępiłby będąc w stanie normalnym. „Ci który pozwalają się gniewowi zaskoczyć, zdolni są do wszelkiego rodzaju zamętu i wybuchów” – konstatuje święty Bazyli. „Niemożliwe jest opowiedzenie wszystkich ekstrawagancji, które popełnia człowiek w tym stanie. Biega on bez ładu i składu”, „pędzi i gwałtownie biega”, „atakuje wszystkich napotkanych”.

Gniew mówią Ojcowie, jest dla duszy jak trucizna, przez którą diabeł okrutnie nęka go od wewnątrz. Pamięć o zniewagach, żal, a zwłaszcza uraza, są jak jad, który łatwo przenika do wszystkich części duszy i zatruwa serce. Ojcowie porównują go jeszcze do „robaka, który toczy ducha” albo do ognia który trawi wszystko. Podtrzymując w sobie gniew, żal, urazę i nienawiść człowiek sam się podminowuje i sam niszczy. „Sądzicie, że mścicie się na waszych wrogach, a bardziej nękacie siebie samych” – konstatuje święty Jan Chryzostom; „wasz żal jest katem, którego nosicie wszędzie wewnątrz siebie, jest to sęp, który rorywa wasze wnętrzności”.

Człowiek opanowany prze te namiętne postawy nie zna już spokoju, ale jest pogrążony w stałym bólu i niepokoju. „Furiat nie może cieszyć się pokojem. Kto ma wroga i chowa do niego nienawiść, nie skorzysta z niego tym bardziej” – twierdzi święty Jan Chryzostom. „Człowiek wzburzony – mówi on – staje się godzien tysięcy tortur: stale wzburzony przez burzliwe myśli, dzień i noc we wzburzeniu i trwodze duszy, już tutaj cierpi męki poprzedzające piekło”.

Na bardziej zasadniczej płaszczyźnie, a mianowicie w stosunku człowieka do Boga, namiętność gniewu okazuje się mieć szczególnie zgubne skutki. Po pierwsze, odcina człowieka od Boga. Nie tylko przeciwstawia się ona „gniewowi szlachetnemu”, którego miejsce zajmuje. Istnieje też inna ważna cnota, naturalna dla duszy, w którą ona uderza i którą niszczy: pokora – forma miłości, przez którą człowiek szczególnie upodabnia się do Boga. Toteż, pisze święty Grzegorz Wielki, „gdy z jego powodu tracimy łagodność, skażone zostaje podobieństwo do niebieskiego obrazu”. Innymi słowy, oznacza to, że Duch Święty przestaje mieszkać w człowieku, a duch demoniczny, przywołany jego postawą, zajmuje wówczas jego miejsce. Pozbawiona Ducha, który właśnie nadałby jej porządek i jedność, dusza jest dezorientowana i podzielona: „gdy Duch Święty się wycofa – zauważa święty Grzegorz Wielkiopustoszała dusza skłania się wkrótce, ku jawnemu szaleństwu, odchodzi od najgłębszej postawy myśli i rozprasza się na rzeczy powierzchowne”. Ten sam święty odnotował podobnie wcześniej, że „gniew rozbija spokój umysłu; niepokoi go, w pewien sposób szarpie i rozdziera, tak że traci on wewnętrzną harmonię”. W wyniku wycofania się Ducha Świętego, który ją oświecał, dusza okazuje się ponadto nagle pogrążona w ciemnościach. Zamroczone pozostają przede wszystkim oczy serca: człowiek odtąd traci prawdziwą wiedzę. „Gdy gniew zarzuca na umysł ciemności wzburzenia, wtedy Bóg ukrywa przed nim promień Jego poznania” – zauważa święty Grzegorz Wielki. Duch staje się niezdolny do kontemplacji. „Bez względu na jego przyczynę, ruch gniewny w swym wrzeniu zaślepia oczy serca i wprowadza w nie śmiertelną <<belkę>> poważniejszej choroby, nie pozwalając mu kontemplować słońca sprawiedliwości” – pisze święty Jan Kasjan. Zaś Ewagriusz: „Podobnie jak ci, którzy mają chory wzrok i którzy spoglądają na słońce, są krępowani przez ich łzy i widza w powietrzu halucynacje, podobnie rozum (νους) niepokojony gniewem niezdolny jest badać przez duchową kontemplację, ale widzi jakby obłok pokrywający przedmioty, które chce oglądać. Człowiek staje się szczególnie niezdolny do postrzegania obecności Chrystusa w sobie samym.

Jest jasne samo przez się, zgodnie z całym tym kontekstem, że gniew stanowi przeszkodę w modlitwie, która jak mówi Ewagriusz, „wzrasta z łagodności i wolności od gniewu”. „Psując stan modlitwy” gniew niszczy zdrowie duszy z nią związane i uniemożliwia człowiekowi prowadzenie życia, do którego został stworzony.

W miarę tego jak gniew rozwija i wzmacnia złą agresywność, słabnie cnotliwa agresywność dana człowiekowi do zwalczania zła. Siła duszy traci znajomość walki duchowej i zostaje sparaliżowana. Dusza staje się bezsilna, a wszelki wysiłek mający na celu poprawę okazuje się dla niej trudny.

Wszelkie te konsekwencje, dodane do opisanych poprzednio, są dla człowieka katastrofalne: gniew ostatecznie pociąga za sobą jego duchową śmierć. Tym bardziej, że wygania on z niego wszelkie cnoty, a jako pierwszą miłość. Przestając niszczyć, zgodnie ze swym normalnym celem, demoniczne myśli, „niszczy on w podobny sposób będące w nas myśli dobre”.

Rodzi on w konsekwencji tłum namiętności. Wśród tych głównych przytoczmy tu smutek, acedię, małoduszność i pychę.

Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego.” Jean – Claude Larchet

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.