Chciwość i zachłanność

a

Chciwość i  zachłanność

Chciwość (φιλαργυρια) oznacza na ogół przywiązanie do pieniędzy i różnych form bogactwa materialnego. To przywiązanie objawia się w przyjemności odczuwanej z faktu ich posiadania, w trosce, by je zachować, w trudności odczuwanej, gdy trzeba się z nimi rozłączyć, w cierpieniu odczuwanym, gdy trzeba je podarować.

Zachłanność (πλεονεξια) polega zasadniczo na chęci dobywania nowych dóbr, na pragnieniu posiadania więcej. Podczas gdy zazwyczaj tłumaczy się słowo: φιλαργυρια jako chciwość, na ogół πλεονεξια jest tłumaczona jako: łapczywość, zazdrość, pożądanie, zachłanność.

Chociaż reprezentują one dwie różne namiętne postawy, chciwość i zachłanność mogą być analizowane razem, jako że, z jednej strony, obie pochodzą od tego samego namiętnego przywiązania do dóbr materialnych, a z drugiej, w rzeczywistości najczęściej idą ze sobą w parze, ponieważ na ogół jedna implikuje drugą.

Narzuca się tu komentarz, który uczyniliśmy w poprzednich rozdziałach: przyczyną tych namiętności nie są same pieniądze czy też dobra materialne, ale zdeprawowany stosunek człowieka do nich. Pieniądze i dobra materialne powinny służyć człowiekowi do zaspokojenia jego potrzeb związanych z utrzymaniem. Człowiek chciwy czy skąpy nie szanuje tego celu i obiera w stosunku do nich postawę patologiczną, nadając im wartość samym w sobie, zamiast przyznawać im wartość użytkową i ciesząc się nie ich używaniem, a posiadaniem. Święty Maksym podkreśla również w tej kwestii, że „nic nie jest złe wśród Bożych stworzeń”, że namiętność wynika ze złego używania sił naszej duszy, w tym przypadku siły pożądliwej. Tak więc złem, mówi święty Maksym, „nie są bogactwa, ale chciwość. (…) Nic z tego, co jest, nie jest złe, złe jest tylko wykorzystanie (παραχρησις), na skutek niedbałości naszego ducha, by się rozwijać zgodnie z naturą”.

To właśnie złe wykorzystanie siły pożądliwej, ale również wszystkich innych sił, które one implikują, zasadniczo stanowi o patologiczności chciwości i zachłanności.

Ale to pojęcie złego wykorzystania nie jest definiowane wyłącznie ze względu na stosunek do dóbr materialnych. Bardziej fundamentalne jest tu określenie go w odniesieniu do Boga, ale też implikuje stosunek człowieka do siebie samego i do jego bliźniego.

Podczas gdy w pierwotnym sensie człowiek angażował cale swe pożądanie w Boga i starał się otrzymane od Niego dobra duchowe zachować i zdobyć nowe, w tym wszystkim dostosowując się do naturalnego celu swej siły pożądliwej, w tych namiętnościach odwraca on swe pragnienie od tego normalnego celu by wrócić je wyłącznie ku dobrom materialnym i używa ich wbrew naturze, aby je zdobyć i zachować. Miłość do Boga i przywiązanie do dóbr duchowych z jednej strony, zaś miłość pieniędzy i przywiązanie do dóbr materialnych z drugiej strony, opierają się na tej samej sile pożądliwej człowieka, dlatego są one nie do pogodzenia i wzajemnie się wykluczają, jak naucza sam Chrystus: „Żaden sługa nie może służyć dwom panom, bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego kochał, albo z jednym będzie trzymał, a drugiego zlekceważy. Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (Łk 16,13; Mt 6,24). Człowiek oddala się od Boga w takim stopniu, w jakim przywiązuje się do pieniędzy i okazuje się żądny bogactw materialnych. „Miłość ta zwyciężyła wszelką inną miłość, wypchnęła ją i wypędziła duszy” – jak zauważa to święty Jan Chryzostom. Święty Nicetas Stethatos pisze na ten temat: chciwość „pobudza ludi do przedkładania miłości do pieniędzy nad miłość do Chrystusa, stawia ona Twórcę materii niżej od samej materii, przekonuje do czczenia je bardziej niż Boga”. „Jeśli pragniesz zostać przyjacielem Chrystusa wzgardzisz złotem i jego pożądaniem. Albowiem kieruje ono ku sobie myśli tego, który kocha i odrywa go od najsłodszej miłości Jezusa”.

Tak właśnie w życiu chciwego i zachłannego pieniądze i różne rodzaje bogactw zajmują miejsce należne Bogu i stają się dla niego bożkami. „Chciwość jest idolatrią”, „chciwość jest bałwochwalcą” – twierdzi święty Paweł (Kol 3,5; Ef 5,5), s w ślad za nim Ojcowie. Ko padł ofiarą tych namiętności, nie zdaje sobie z pewności sprawy ze swej bałwochwalczej postawy i jeśli, z jednej strony, zewnętrznie i formalnie nie czci on bogactw, jak bałwochwalcy czczą swe bożki w kontekście ustanowionego kultu, to jednak w głębi przyjmuje tę samą co oni postawę. Przyznaje im tę samą ważność, wręcz tę samą sakralność, poświęca im tę samą wagę, okazuje im ten sam szacunek, to samo uwielbienie, a jeśli nie składa im ofiar materialnych, poświęca im znacznie więcej, zużywając na nie całą energię, wszystkie swoje siły i cały swój czas; składa im w ofierze swoją duszę.

Chciwość i zachłanność, nawet jeśli nie rozwinęły się wystarczająco, by wykluczyć całkowicie Boga, ujawniają brak wiary i nadziei wobec Niego. Z jednej strony, w tych postawach człowiek pokazuje, że „pokłada bardziej nadzieję w swoich pieniądzach aniżeli w Bogu” i troszczy się, by zdobyć dobra pokładając ufność tylko w sobie samym, podczas gdy Bóg troszczy się o tych, którzy proszą Go o to z wiarą (por. Mt 6,31). Z drugiej strony człowiek zamierza w ten sposób przewidzieć i zapewnić, a więc na swój sposób opanować przyszłość, która w rzeczywistości do niego nie należy, i opracowuje daremne plany, zamiast we wszystkim zdać się na Bożą wolę (por. Łk 12,16-21). Przestaje on odtąd widzieć w Bogu swój jedyny ratunek, a wobec tego prosi Go o pomoc, a drugiej strony stwarza sobie iluzoryczne wrażenie niezależności i absolutnego panowania nad swą egzystencją. W ten sposób odcina się od Boga.

a

Patologiczność chciwości i zachłanności konsekwentnie objawia się również w stosunku do siebie samego. Podległy tym dwóm namiętnościom okazuje brak najbardziej elementarnej miłości do siebie samego. W rzeczywistości woli on pieniądze i bogactwa materialne od swojej duszy. Skupiony na zachowaniu dóbr znajdujących się w jego posiadaniu albo na zdobyciu nowych, w ogóle się nią nie zajmuje i nie troszczy się o swoje zbawienie. Zaniedbuje on, mówi święty Jan Kasjan, „postać i obraz Boga, które powinien zachować w sobie i nieskalane oddając cześć Bogu”; „doprawdy, nie sposób kochać jednocześnie swoje duszy i pieniędzy”. Zajęty pomnażaniem i strzeżeniem bogactwa materialnego, nie może on rozwinąć swego duchowego potencjału i realizować rozkwitu swej natury, natomiast utrzymuje się w zamkniętych granicach upadłego świata. Choć wierzy on, że gromadząc dla siebie skarby na ziemi (Mt 6,19) prawdziwie się bogaci, zdobywa wolność i zapewnia sobie życie, zamyka się on i alienuje od tego świata i od „ciała” całe swoje jestestwo i swoją egzystencję, albowiem tam, gdzie jest skarb człowieka, tam te jest jego serce (Mt 6,21). Odwraca się więc on od jedynych prawdziwych dóbr (Mt 60,20), pochodzących od Boga, pozbawia się skarbów i życia Królestwa (tamże), skazując się na duchową nędzę i tracąc życie zamiast je zyskać (Mt 16,25). Podczas gdy sądzi, że znalazł szczęście w przyjemności, którą odczuwa zdobywając i posiadając, skazuje siebie na niezaspokojenie, w wreszcie na nieszczęście, albowiem ta rozkosz jest niestała, niedoskonała, przejściowa i prędzej czy później się skończy (por. Mt 6,19; Łk 12,16-20), a zwłaszcza zajmuje miejsce rozkoszy duchowej, nieporównywalnie wyższych i jedynych, będących w stanie w pełni usatysfakcjonować człowieka, którego ostatecznie pozbawia wiecznej szczęśliwości.

Widać stąd jasno, że przez chciwość i zachłanność człowiek na wiele sposobów czyni sobie jak mówi święty Jan Chryzostom „nieprzyjacielem samego siebie”.

Równie stosunek człowieka do jego bliźniego zostaje poważnie naruszony przez te dwie namiętności.

Zdaniem Ojców zdobywanie bogactw odbywa się zawsze ze szkodą dla innych. Kto posiada bogactwa, „przyswaja sobie dobra, które w niczym do niego nie należą” i pozbawia swego bliźniego w takiej mierze pieniędzy albo rzeczy, na ile posiada ich więcej od niego. Tak więc święty Jan Chryzostom może ogłosić, że „bogaci i chciwi są swego rodzaju złodziejami”, zaś święty Bazyli bez ogródek uważa ich za zdzierców i uzurpatorów. W rzeczywistości wszyscy ludzie są równi: wszyscy mają tę samą naturę, wszyscy zostali uczynieni na obraz Boży, wszyscy zostali zbawieni przez Chrystusa. Stwórca dał w udziale dobra tego świata. Wszystkim ludziom bez wyjątku po to, by korzystali z nich wszyscy w równej mierze. Fakt, że niektórzy zdobywają i posiadają więcej niż inni, przeczy zamierzonej przez Boga równości w podziale dóbr i wprowadza stan przeciwny naturze i anormalny. Taki stan nie istniał na początku. Pojawił się dopiero jako konsekwencja grzechu pierworodnego; jest on utrzymywany i rozwijany z powodu namiętności, a zwłaszcza chciwości i zachłanności. Doprawdy, w kwestii korzystania i rozkoszowania się należą one do wszystkich, ale „jeśli chodzi o posiadanie są niczyje”.

Powinniśmy korzystać z bogactwa jak zarządca, a nie jak sybaryta” – pisze święty Bazyli.

Bogactwo jak podkreślają Ojcowie, przeznaczone zostało do tego, by się nim dzielić, by zostało podzielone sprawiedliwie. Chciwy i zachłanny nie uznają tego celu, jeden przez szukanie i gromadzenie dóbr z myślą o wyłącznie osobistej rozkoszy, drugi przez egoistyczne zachowanie pieniędzy. Obaj, postępując w ten sposób, „przekraczają granice prawa”, gdyż myślą więcej o sobie niż o bliźnim i przeczą fundamentalnemu przykazaniu miłości: „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego”. „Nie może – mówi Ewagriusz – jednocześnie przebywać z kimś miłość i bogactwo”. Chciwi i zachłanni, dążąc stale do egoistycznych rozkosz, nie myślą już o bliźnim, przestają go traktować jak równego i brata. Odrzucają tego, z którym dzielą swoją naturę, zauważa święty Ambroży. Wykluczają i pozbawiają swego bliźniego godności, którą obdarzył go Bóg i odmawiają mu rangi ich tworzenia, stwierdza święty Jan Chryzostom.

a

Chciwość i zachłanność niszczą też miłość i deprawują stosunki z innymi, doprowadzając osobę przez nie zamieszkiwaną do postrzegania bliźniego tylko jako przeszkodę w zachowaniu posiadanych dóbr, albo sposób na zdobywanie nowych. Święty Jan Chryzostom zauważa również, że „chciwość ściąga na nas powszechną nienawiść, a nawet tymi, których nasza sprawiedliwość nie zdeprawowała.” Chciwy wzbudza nienawiść, ale on sam, pod wpływem namiętności, jest pełen nienawiści do bliźnich. Kiedy nie rodzą one niewrażliwości w stosunku do bliźniego, chciwość i zachłanność powodują niechęć do innych ludzi, a nawet czynią tego, kogo opanowały, bezlitosnym i okrutnym. Nieustannie prowokują spory i kłótnie. Jak zauważa święty Jan Chryzostom, „w bogactwach są tylko troski, podstępy, nieprzyjaźń, nienawiść, bojaźń”. To chciwość, pisze święty Jan Klimak, „wywołuje nienawiść, kradzieże, zawiść, podziały, waśnie, niedolę, mściwość, niemiłosierność oraz zabójstwa. Ta namiętność jest nawet przyczyną wojen.” Natomiast zachłanność, zdaniem świętego Grzegorza z Nyssy, rozpętuje „albo gniew przeciwko równym sobie, albo pogardę wobec mniejszych, albo zadość tego, co nas przewyższa; albo zazdrości towarzyszy hipokryzja, tej zaś zgorzknienie, a tej mizantropia”. Chciwość i zachłanność mogą nawet doprowadzić do uczynienia człowieka całkowicie nieludzkim i upodobnić go do dzikiego i rozwścieczonego zwierzęcia. U osób głęboko dotkniętych tymi namiętnościami „wszystko dzieje się tak jakby zmieniali naturę, zatracili wszelkie cechy tego gatunku by się zmienić w potwory” – pisze święty Grzegorz z Nyssy.

Z tych wszystkich powodów Ojcowie twierdzą, że chciwość i zachłanność są prawdziwymi chorobami duszy.

Podkreślają oni fakt, że każda z nich, ciężka sama w sobie od początku, staje się szczególnie straszna, jako że rawie nieuleczalna, jeśli pozwoli się jej rozwinąć i zakorzenić w sobie: „Jeśli nie zahamujemy tej namiętności w samym zarodku, skoro już wejdzie, przyniesie nam ona chorobę, której nie uda się nam wyleczyć” – ostrzega święty Jan Chryzostom. Święty Jan Kasjan twierdzi podobnie: „Jeśli pozwoliło się jej, przez niedbalstwo, jeden raz wejść do serca, staje się ona bardziej niebezpieczna niż inne choroby i trudniejsza do zwalczania”. Święty Nil Sorski naucza podobnie: Jeśli ta choroba się w nas zakorzeni, jest ona gorsza od wszystkich innych”.

Równocześnie Ojcowie nie wahają się widzieć w tych dwóch namiętnościach formy szaleństwa.

Podstawową cechą chciwości i zachłanności jest ich nienasycenie. Pozwala to pojąć ważny element ich patogenezy. Ojcowie często wskazują, że te namiętności mają tendencję rozwijania się coraz bardziej, a nigdy nie posiadają definitywnego celu, nigdy nie zostają zaspokojone przez przedmioty, do których się przywiązują. Nakierowane na nie pożądanie nie tylko przejawia się nieskończenie, ale coraz bardziej rośnie w miarę objawiania się i realizacji. Dla świętego Jana Chryzostoma chciwość i zachłanność są „bulimią duszy”: „Przecież w ciele jest to najdolegliwsza choroba, zwana przez lekarzy wilczym głodem (bulimią), gdy ktoś nie przestaje być głodny, choć opycha się jedzeniem. Czy nie będziemy płakali nad taką chorobą duszy? A wilczym głodem duszy jest chciwość pieniędzy, która napełnia się wprawdzie obficie, jednak nigdy się nie zatrzymuje, lecz wciąż jest popychana przez żądze”. To nienasycenie dotyka zresztą ubogich na równi z bogatymi, a bogaci zazdroszczą bogatszym od nich, jak to zauważa święty Ambroży: „Albowiem ten kto we wszystko opływa, uważa siebie nadal za zbyt ubogiego”.

W tym nienasyceniu objawia się tyrania chciwości i zachłanności, które czynią człowieka niewolnikiem dóbr, które posiada, przywiązują go do bogactw, które posiada lub których pożąda, wciągają go w niekończącą się pogoń za nowymi zdobyczami, podporządkowują wszystkie jego zdolności ich celom i przedmiotom i poddają władzy demona bardziej niż wszystkie inne namiętności. Chciwość i zachłanność pozbawiają człowieka wolności, dosłownie go wyobcowują.

a

Ciągle niezaspokojone pragnienie posiadania więcej, ale też zachowania tego, co się posiada, powoduje w duszy, ze wszystkich wyżej przytoczonych powodów, ciągły wir, stałe niepokoje w duszy, ze wszystkich wyżej przytoczonych powodów, ciągły wir, stałe niepokoje i wstrząsy. Dla ogarniętych chciwością i zachłannością „nigdy spokoju, nigdy bezpieczeństwa dla ich dusz; (…) ani noc, ani dzień nie przynosi im uspokojenia, (…) ale są dręczeni ze wszystkich stron” – mówi święty Jan Chryzostom.

Chciwość i zachłanność rodzą w duszy najpierw stan niepokoju, strachu, a nawet trwogi. Święty Grzegorz Wielki tak opisuje wewnętrzny stan chciwego i zachłannego: „Gdy zaś w tym brzuchu chciwość wiele zgromadzi, w swym nasyceniu czuje ucisk. Zatroskany, lęka się, jak ustrzeże swą zdobycz; dlatego sama sytość go uciska. (…) Najpierw cierpiał od samej udręki swego pożądania: jak zagarnąć to, czego pragnie; w jaki sposób zdobyć jedne rzeczy pochlebstwem, inne groźbami. Potem zobaczywszy majątek i zaspokoiwszy swe pragnienie, odczuwa udrękę wskutek innego pragnienia: aby z lękiem i troską zachować to, co – jak pamięta – zdobył z wielkim trudem. (…) Tego, którego na tym świecie dręczyła najpierw męka pożądania, a potem troska o zachowanie, kiedyś na tamtym świecie będzie palić kara pomsty”. Święty Jan Chryzostom sporządził podobny opis ludzi podlegających tym namiętnościom: „Lękają się najgorszych rzeczy. (…) Ogarnia ich raz to smutek, raz strach, raz gniew i spodziewają się każdego dnia tego, czego jeszcze nie posiadają, jakby przechodzili z jednej przepaści nad drugą. Nie cieszą się z tego, co posiadają, bo nie są pewni, że to jest bezpieczne oraz dlatego, że cała ich uwaga skierowana jest na to, czego nie posiedli”. Niepokój chciwego może także wynikać ze stałej chęci kupienia lub sprzedania za najlepszą cenę, z wrażenia, że się zrobiło zły interes, ze strachu, że nie udało mu się doprowadzić do wyceny tego, co posiada na wartość, którą on temu przypisuje… Oczywiście, może on też być skutkiem mimowolnej utraty dóbr, do których był przywiązany.

Do niepokoju dochodzi jeszcze inny zasadniczy skutek patologiczny: smutek, stan depresyjny duszy. Ten stan wynika najczęściej z frustracji wynikający z pragnienia posiadania więcej, ze współzależnego odczucia, że się nie ma wystarczająco, albo jeszcze ze świadomości, że istnieje niebezpieczeństwo utraty tego, co się posiada, a także powodu rzeczywistej utraty. Ponieważ, jak to wiedzieliśmy, pragnienie gromadzenia nie zna nigdy definitywnego zaspokojenia, smutek związany z jego nienasyceniem jest stały, podobnie jak ten który odczuwa chciwy, kiedy boi się zostać ogołocony, ponieważ stale grozi mu utrata tego, co posiada. Toteż jak pisze święty Jan Klimak: „jak morze nigdy nie jest bez przypływów i fal, tak też chciwy nigdy nie jest bez smutku.”

Tak więc, ogólnie rzec biorąc, bogaty daleki jest od czerpania ze swej własności całej przyjemności, jakiej można by się eń spodziewać. „Gdzież jest rozkosz i odpoczynek ducha, który odnajduje się w bogactwie?” – pyta święty Jan Chryzostom. „Jeśli chodzi o mnie – odpowiada on – wyznaję, że widzę tylko powody do smutku i biedy (…) i zmartwienia, które nie daje wytchnienia”. Chciwy, konstatuje on w innym miejscu, „Każdego dnia jest dręczony nowymi troskami i protestuje uważając to życie za nienośne”. Jest on „niezdolny cieszyć się tym co kocha”. „Chciwi nie tylko pozbawieni są rozkoszowania się tym co mają, jako że nie odważają się do woli z tego korzystać, ale te nigdy nie są nasyceni i zawsze spragnieni. Cóż może być gorszego?” „Przywiązanie, które [chciwi] żywią do swych bogactw – twierdzi on – jest wszakże dowodem ich głupoty i ich chorobliwego stanu, a nie tego, że ta rzecz jestnader przyjemna”.

Niepokój i smutek chciwego mogą oczywiście przejawiać się jednocześnie zarówno w postaci patologii psychicznej.

Chciwość i zachłanność rodzą i objawiają również inne zaburzenia, z których niektóre mają szczególny wpływ na pogląd człowieka na rzeczywistość i stosunki, które z nią utrzymuje.

Chciwość, podobnie jak wszystkie inne namiętności, zaciemnia duszę i przyćmiewa rozum. „Chciwy żyje w ciemnościach i roztaca gęstą noc na świat [który widzi]”; jego „wzrok duszy zgasł” – konstatuje święty Jan Chryzostom, który mówi też: „chciwość jest straszną plagą: zamyka ona oczy i zatyka uszy tego, który jest nią owładnięty”. W wyniku tego pogląd chciwego na rzeczywistość jest radykalnie wypaczony: „Chciwość jest rodzajem nocy, która zaciemnia wszystkie rzeczy, albo raczej powoduje, że widzi się je innymi niż są one same w sobie” – zauważa jeszcze święty Jan Chryzostom, który w innym miejscu stwierdza, że chciwość rodzi „majaczenie”.

Ta majacząca wizja rzeczywistości objawia się przede wszystkim w sposobie traktowania bliźniego. W rzeczywistości przestaje on być postrzegany w swej prawdziwej realności osoby stworzonej na obraz Boy, a jest pojmowany wyłącznie przez pryzmat korzyści, zostaje zredukowany do sposobu wzbogacenia się , do wartości finansowej, krótko mówiąc, w każdym przypadku do przedmiotu. Chciwość nie pozwala temu , kto jest nią owładnięty zwracać jakąkolwiek uwagę czy też wzgląd na kogokolwiek, zauważa święty Jan Chryzostom. „Dla chciwego ludzie nie są ludźmi” – kontynuuje on.

Majaczący charakter postrzegania rzeczywistości przez chciwego objawia się również w sposobie traktowania przez niego samych przedmiotów bogactwa. Kto przywiązuje się do rozmaitych dóbr materialnych, które stanowią bogactwo, przyznaje im w rzeczywistości ważność i w konsekwencji poświęca im uwagę, na którą faktycznie nie zasługują. Na przykład złoto, albo kamienie szlachetne, przypominają często Ojcowie, są tylko zwykłymi kamieniami, ziemią, a tylko przez pewien rodzaj złudzenia i obłędu ludzie im inną wartość i traktują je w inny sposób. Podobnie jest ze wszystkimi innymi bogactwami. I na odwrót, jak pokazuje nam święty Symeon Nowy Teolog: „ten, kto albo zachował od początku, albo przypomniał i odzyskał obraz i podobieństwo [Boże], otrzymał również zdolność widzenia zgodnie z naturą. Widzi on rzeczy takimi, jakimi one są z natury. (…) Widzi on złoto i, daleki od przywiązania się do jego blasku, myśli o tym, że ta materia pochodzi z ziemi i jest tylko pyłem albo kamieniem, który nigdy nie będzie w stanie zmienić się w inną rzecz. Widzi on srebro, perłę, wszystkie kamienie szlachetne i zamiast pozwolić, by jego zmysły zostały zaabsorbowane ich połyskiem, w tym wszystkim widzi tylko kamienie takie jak wszystkie inne, i wszystko, tak sam, wydaje mu się błotem. Widzi on kosztowne szaty i, miast podziwiać wyszycie, uważa je za odchody robaków i lituje się nad tymi, którzy się w nich lubują i poszukują ich jako rzeczy cennych”.

Człowiek przywiązany do bogactw majaczy również prze to, że przyznaje im wartość absolutną, traktuje je jakby były one trwałe, niemal wieczne, podczas gdy wszystkie one podlegają zepsuciu lub zniszczeniu (por. MT 6,19-20; Jkb 5,3). Pozwalając się oszukiwać, zamroczeni sensualną przyjemnością, która wiąże się z ich namiętnością, chciwi i zachłanni żyją odtąd w ignorancji dóbr prawdziwych, bogactw autentycznie absolutnych i wiecznych. „Cóż byśmy bowiem zrobili wobec trwałego powodzenia, kiedy wobec nietrwałego jesteśmy tak bardzo do niego przywiązani i tak ujarzmieni jego rozkoszą i ułudą, że nie możemy sobie pomyśleć nic lepszego ani wznioślejszego od rzeczy obecnych” – zwłaszcza święty Grzegorz z Nazjaznu. „Nasze obecne dobra – przypomina on – są przemijające i chwilowe, i jak w grze w kamyki coraz do innych się przerzuca i przenosi, i nic nie stanowi rzeczywiście własności posiadacza”. A wzywając człowieka do patrzenia w sposób zdrowy, woła on „Kto ucieknie od tych błahych dóbr? Kto przyłoży się do tego co jest trwałe? Kto o tym, co jest teraz, będzie myślał jak o przeszłości? Kto odróżni rzeczy prawdziwe od pozornych i pójdzie za tamtymi, a tymi wzgardzi? Kto odróżni obraz od rzeczywistości?” Tak oto chciwy okazuje się być wymieniającym wieczne na rzecz teraźniejszego, nieśmiertelne na przemijające, niewidzialne na widzialne, prawdziwe dobra Królestwa, skarb niebieski (Mt 6,20; Łk 12,33-34) na dobra iluzoryczne, fałszywe dobra tego świata. „Bardzo biedni są ci – mówi o chciwych święty Jan Chryzostom – [co] za ich cenę tracą niebo i doświadczają na sobie tego samego, jakby ktoś posiadający kupę gnoju, a utraciwszy najwyższą godność na dworze królewskim, wielce się tym chlubił”. I zauważa w innym miejscu na temat tych, których dosięgła ta sama namiętność: „Żyjący w ciemnościach niedorzeczności nie rozpoznają już prawdziwej natury rzeczy, walają się w nieczystościach, a gnój przestaje wydawać się im nawozem. Ogarnięci zachłannością stają się niewrażliwi na smród , który on wydziel”. Zauważa on także, że chciwy ulega złudzeniu tak samo jak ten, który w ciemnościach bierze linę za węża albo swych przyjaciół za wrogów. Jasne jest, że w jego przypadku chciwość rodzi prawdziwy obłęd.

Obłęd tkwi też zresztą w strachu, który odczuwa chciwy na myśl o utracie tego, co posiada, jak i w smutku, który temu towarzyszy. Jeden i drugi nie są obiektywnie umotywowane, ale pochodzą od kłamliwych wierzeń, które swe źródło mają wyłącznie w nieporządnej duszy osoby owładniętej namiętnością, jak pokazuje to święty Jan Chryzostom: „Wielu ludzi niesłusznie ocenia rzeczy ziemskie, w związku z czym popadają w zniechęcenie. Tak właśnie szaleńcy boją się tego, czego nie powinno się bać, obawiają się rzeczy, które w wielu wypadkach nie istnieją i uciekają przed cieniami. Obawiać się utraty pieniędzy, to upodabniać się do tych ludzi. Ten strach, tak naprawdę, należy przypisać nie naturze, ale woli. Gdyby istniał tu prawdziwy powód do smutku, wszyscy tracący powinni być nieszczęśliwi. Ale jeśli ten sam wypadek nie powoduje u nas tego samego smutku, to wynika stąd, że przyczyna zmartwienia leży nie w samej naturze rzeczy, ale w grubiaństwie naszych myśli”.

Obłęd tkwi też w innej patologicznej cesze chciwości: w obsesyjnym i niemal halucynacyjnym charakterze, jaki nadaje ona pieniądzom i bogactwu materialnemu w duchu tego, w kim zamieszkuje. Jest on doprawdy stale dręczony myślą o dobrach, które posiada, albo które chce zdobyć, widzi wszystko, przez ich pryzmat, a ten sposób deformuje postrzeganą przezeń rzeczywistość. „Wszędzie – mówi do chciwego święty Bazyli – widzisz tylko swoje złoto, wszędzie je sobie wyobrażasz. Złoto prześladuje cię w snach w nocy i dręczy cię w dzień. Szaleńcy nie widzą świata realnego, ale halucynacje swego zaćmionego mózgu. Podobnie twoja dusza trapiona namiętną myślą widzi wszystko w złocie, wszystko w srebrze”. Święty Jan Chryzostom zauważa analogicznie, że człowiek owładnięty chciwością i zachłannością pod wpływem nienasyconego pożądania, posuwa się nawet do pragnienia rzeczy nieistniejących i przenosi się wówczas w świat złudny i halucynacyjny.

Patologiczność chciwości i zachłanności objawia się także w rozlicznych rodzonych przez nią chorobach/namiętnościach. W ślad za świętym Pawłem (1 Tm 6,10) Ojcowie twierdzą, ze chciwość jest korzeniem i matką wszelkiego zła. I tak Święty Nicetas Stethatos pyta: „Jeśli ta choroba jest takim złem, że otrzymała nazwę drugiego bałwochwalstwa jakiejże przywary nie będzie nadmiaru w duszy, która sama doprowadza się do takiego stanu choroby?”

Chciwość i zachłanność, jak to pokazaliśmy, niszczą miłość. Przez to samo rodzą one wszystkie przeciwne jej namiętności: niewrażliwość, niechęć, nienawiść, wrogość, urazę, ducha sporów i kłótni, zbrodnie itp. Widzieliśmy również, że wywołują one strach i smutek. Należy zasygnalizować, że mogą one również rodzić w duszy gniew i rozmaite formy przemocy, ale także lenistwo, pychę próżność i współtowarzysząc tym dwóm ostatnim namiętnościom: pewność siebie, duch wywyższania się, pogardę wobec bliźniego, brak szacunku, zuchwalstwo, arogancję.

Na zakończenie zasygnalizujmy, co faworyzuje rozwój chciwości i zachłanności. Święty Maksym naucza: „Chciwość ma trzy przyczyny: rozkosz, żądze próżnej sławy, brak wiary. Brak wiary jest poważniejszy niż dwa pozostałe”. Święty Jan Chryzostom ze swej strony, podaje następujące powody: „Chcieć, górować nad innym w posiadaniu dóbr materialnych ma za przyczynę nie co innego jak ochłodzenie miłości. Jedynym źródłem zachłanności jest nienawiść do ludzi i pogarda”.

Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego” Jean-Claude Larchet

Dodaj komentarz