Acedia

a

 

Acedia

Acedia (ακηδια) jest krewną smutku do tego stopnia, że tradycja ascetyczna, której inspiratorem na Zachodzie jest Święty Grzegorz Wielki, jednoczy te dwie namiętności w jedną. Jednakże wschodnia tradycja ascetyczna je rozróżnia.

Grecki termin: ακηδια używany jest w języku łacińskim w formie acedia, podobnie w języku polskim. Doprawdy trudno podać jego tłumaczenie jednocześnie proste i pełne. Słowa „lenistwo” czy „nuda”, często używane do oddania sensu tego terminu, wyrażają tylko część złożonej rzeczywistości, którą on oznacza.

Acedia z pewnością odpowiada swoistemu stanowi lenistwa i znudzenia, ale też pewnego niesmaku, awersji, znużenia, ale również przygnębienia, zniechęcenia, apatii, otępienia, gnuśności, senności, ociężałości, ociężałości zarówno ciała, jak i duszy, jako że acedia może wręcz skłaniać człowieka do snu, nawet jeśli realnie nie jest on zmęczony.

W acedii istnieje nieokreślone i ogólne niezaspokojenie. Z chwilą, gdy człowiek znajdzie się we władzy tej namiętności, traci zainteresowanie czymkolwiek, uważa każdą rzecz za mdłą i nijaką, nie spodziewa się już absolutnie niczego.

Acedia czyni człowieka niestabilnym w duszy i ciele. Jego zdolności stają się niestałe; jego duch, niedolny do skupienia, przechodzi od jednego przedmiotu do drugiego. Zwłaszcza kiedy jest sam, nie znosi być w miejscu w którym się znajduje: namiętność skłania go do wyjścia stamtąd, do przemieszczania się, do udania się do jednego lub różnych innych miejsc. Czasami zaczyna się błąkać i tułać. Ogólnie rzecz biorąc dąży za wszelką cenę do kontaktu z innymi. Z obiektywnego punktu widzenia te kontakty nie są nieodzowne, ale powodowany namiętnością, czuje ich potrzebę i wynajduje sobie „dobre” preteksty, aby je usprawiedliwić. Ustala zatem i utrzymuje stosunki często powierzchowne, które podtrzymuje przez próżne rozmowy, w których przejawia się ogół wścibskości.

Może się zdarzyć, że acedia inspiruje w ogarniętej ją osobie intensywną i stałą awersję do miejsc pobytu, daje mu powody, aby być z niego niezadowolonym, skłania do wierzenia, że będzie się czuł lepiej gdzie indziej. „Sprawia, że opanowuje go tęsknota za innymi miejscami, w których łatwiej znaleźć to, co potrzebne”. Acedia może go równie skłonić do unikania działalności, a zwłaszcza jego pracy, z której czyni go ona niezadowolonym, a wtedy doprowadza do poszukiwania innych, pozwalając mu wierzyć, że będą one ciekawsze i uczynią go bardziej szczęśliwymi…

Wszystkim tym stanom związanym z acedią towarzyszy niepokój albo lęk, który jest, poza niesmakiem, zasadniczą cechą charakterystyczną tej namiętności.

a

Demon acedii atakuje szczególnie tych, którzy poświęcają się życiu duchowemu. Dąży on do odwiedzenia ich od dróg Ducha, przeszkadzania na wiele sposobów działalności dyscypliny ascetycznej, której ono wymaga, naruszenia ciszy i bezruchu, które mu sprzyjają. Tak oto święty Jan Klimak przedstawia ją jako „rozprężenie duszy, niedbalstwo ducha, zaniedbanie ascezy”. Czyni ona osobę duchową „opieszałą i bez odwagi do wszelkich prac, które ma do zrobienia u siebie, przeszkadza jej tam przebywać i się do tego przykładać”. Pod wpływem tej namiętności jego duch „staje się próżniaczy i niezdolny do jakiejkolwiek działalności duchowej”; staje się on obojętny wobec wszelkiego dzieła Bożego, przestaje pragnąć dóbr przyszłych, dochodzi nawet do deprecjonowania dóbr duchowych. Wszyscy Ojcowie widzą w acedii jedną z głównych przeszkód w modlitwie. Święty Jan Klimak określa ją jako „lenistwo w śpiewaniu psalmów, bezsilność w modlitwie”. „Demon acedii atakuje często zwłaszcza zaawansowanych w modlitwie, albo tych, którzy są w niej gorliwi” – zwłaszcza święty Symeon Nowy Teolog. A wielu zauważa, że zwłaszcza w godzinie modlitwy on otępienie w duszy i w ciele i skłania człowieka do snu: „Kiedy nie jest pora psalmodii, acedia się nie pojawia. A kiedy nabożeństwo się zakończyło, nasze oczy ponownie się otwierają” – sygnalizuje święty Jan Klimak. Ale „kiedy nadejdzie czas nabożeństwa i modlitwy, [ten demon] zaczyna znowu czynić nasze ciało ociężałym. W sen zanurza stojących na modlitwie i przez niewczesne ziewanie wymiata z ust wersety” – konstatuje on ponownie.

a

O ile prawdą jest, że acedia szczególnie porusza tych, którzy starają się podporządkować regularnej dyscyplinie duchowej, który redukują z tego powodu do ścisłej konieczności swą działalność zewnętrzną i wyjścia, i szukają maksimum cisy i samotności, jeśli prawdą jest, że im bardziej człowiek reguluje się duchowo i izoluje, aby oddać się w ciszy modlitwie, która jednoczy go Bogiem, tym bardziej jest atakowany przez tą namiętność, której szczególnie obawiają się pustelnicy, to jednak nie pozostawia ona w spokoju tych, którzy żyją poza wszelką dyscypliną, a nawet wszelką pracą duchową. Atakuje ich pod innymi postaciami, jak zauważa to święty Izaak Syryjczyk: „do tych, którzy który wiodą swe życie w uczynkach ciała (…) przychodzi inna acedia, która jest widoczna dla oczu wszystkich”. Ta acedia często przybiera formę uczucia mrocznego i niezrozumiałego wstrętu, znudzenia, zniechęcenia – wobec siebie samych, egzystencji, ich otoczenia, miejsca pobytu, ich pracy, albo nawet jakiegokolwiek działania. Odczuwają oni również nieuzasadniony niepokój, ogólny lęk albo sporadyczną lub stałą obawę. Ogólnie rzecz biorąc, ogarnia ich współzależnie: otępienie, psychiczna i fizyczna ociężałość, zmęczenie ogólne i stale odczuwane bez jakiegoś szczególnego powodu, okresowa lub stała senność duszy i ciała. Często również i by na swój sposób zażegnać te uciążliwe stany, acedia skłania ich do rozmaitych działań i zmian miejsca, które nie są nieodzowne – bezużytecznych odwiedzin i do wszystkiego, dzięki czemu sądzą oni, że unikną obawy i znudzenia, uciekną od samotności i złagodzą odczuwane przez ich niezadowolenie. Podczas gdy chcą i wierzą często, że w ten sposób zadowolą siebie i się odnajdą, w rzeczywistości tylko odwracają się od siebie samych i od tego jacy duchowo być powinni, od swej prawdziwej natury i przeznaczenia, a przez to samo ob pełnego zaspokojenia pełnego i całkowitego.

U osób prowadzących życie ascetyczne ataki tego demona, objawy tej namiętności, osiągają maksymalną intensywność około północy. „Zwłaszcza około godziny szóstej – pisze święty Kasjan – [ten wróg] niepokoi pustelników, wywołuje o stałej porze jakby gorączkę, która okresowo powraca, w ich duszy chorej od żalu, który tam wznieca. Niektórzy starcy głoszą, że to jest właśnie <<demon południowy>>, o którym mówi Psalm 90”. Wśród tych starców należy przytoczyć Ewgariusza, który twierdzi: „Demon acedii, nazywany także <demonem południa>>, jest najuciążliwszy spośród wszystkich demonów. Nachodzi około godziny czwartej i osacza jego duszę, aż do godziny ósmej”.

To, co zasadniczo odróżnia acedię od smutku, to fakt, że nie motywuje jej nic określonego, że „duch niepokojony jest bez powodu”– jak stwierdza to święty Jan Kasjan. Ale to, że ma ona powód, nie oznacza, że nie ma przyczyny. Jak wskazują na to poprzednie uwagi, etiologia demoniczna przeważa. Jednakże, by mogła ona zadziałać, potrzebny jest sprzyjający grunt. Jedną z jego form, której to istotność podkreśla święty Talasjusz, jest fakt bycia przywiązanym do przyjemności i znajdowania się pod wpływem smutku. „Acedia jest niedbalstwem duszy. Niedbałą jest dusza, która choruje na umiłowanie przyjemności” – uważa on jeszcze. Święty Makary z kolei oskarża brak wiary. Zaś święty Izaak zauważa, że u osoby duchowej, „acedia pochodzi od rozproszenia rozumu”.

Poprzedni opis zaburzeń charakterystycznych dla acedii pozwala nam pojąć, że Ojcowie uważają ją za chorobę duszy. Jej liczne skutki patologiczne tylko potwierdzają ten sposób jej pojmowania.

Głównym z tych skutków jest ogólne zamroczenie duszy: acedia czyni rozum (νους) mrocznym i zaślepionym i pokrywa całą duszę ciemnościami. Dusza staje się wówczas niezdolna do pojmowania zasadniczych prawd. „Jest ona prawdziwie pogrążona we śnie w obliczu wszelkiej kontemplacji cnót i wszelkiej wizji zmysłów duchowych, dusza, która została dotknięta tym zaburzeniem” – konstatuje święty Jan Kasjan. Najpoważniejszą tego konsekwencją jest to, że człowiek jest, z powodu tej namiętności, odwrócony i oddalony od poznania Boga.

Ojcowie stwierdzają jeszcze, że acedia, będąca rozprężeniem duszy i niedbalstwem ducha, rodzi pustkę w duszy, doprowadza człowieka do ogólnej niedbałości, czyni go tchórzliwym. Połączona ze smutkiem powiększa go, a wówczas może łatwo doprowadzić do rozpaczy. Mogą od niej również pochodzić bluźnierstwa i głupie myśli przeciwko stwórcy. Innymi powszechnie znanymi jej konsekwencjami są niszczenie skruchy i czynienie człowieka drażliwym. Od niej jeszcze, mówi święty Izaak, „pochodzi duch zbłąkania, który jest źródłem tysiąca pokus”.

a

W odróżnieniu od innych głównych namiętności, acedia nie rodzi żadnej szczególnej namiętności z tego prostego powodu, że powoduje ona prawie wszystkie. „Żaden inny demon nie pożąda za demonem acedii” – stwierdza Ewgariusz, który objaśnia w innym miejscu: „Za myślą acedii nie pojawia się żadna inna myśl, przede wszystkim dlatego, że ona trwa, a poza tym, ponieważ zawiera ona w sobie prawie wszystkie myśli”. Święty Maksym Wyznawca mówi podobnie, że acedia „wprawia w ruch prawie wszystkie namiętności”. Święty Barsanufiusz naucza w sposób bardziej ogólny, że „duch acedii rodzi wszelkie zło”. Święty Jan Klimak zauważa w konsekwencji, że „acedia dla mnicha jest śmiercią, która krępuje go ze wszystkich stron”, zaś święty Symeon Nowy Teolog wnioskuje podobnie, że jest ona „śmiercią duszy i ducha”. Po czym dodaje: „Gdyby Bóg pozwolił [temu demonowi] wykorzystać przeciwko nam całą swą siłę, niewątpliwie żaden asceta by się nie zbawił”.

Toteż, wobec ogromu tych skutków, Ojcowie twierdzą, że „acedia jest najbardziej uciążliwa, najbardziej przytłaczająca ze wszystkich namiętności gorszej od niej”. Święty Izaak mówi, że „duszy daje ona posmakować piekła”.

Patologia acedii nie może być uważana, jak w przypadku uprzednio analizowanych namiętności, za powstałą przez zdeprawowanie używania jakiejś określonej zdolności. Święty Maksym zauważa, że ona implikuje je wszystkie: „Wszystkie inne namiętności poruszają w duszy albo część popędliwą, albo pożądliwą, albo nawet część rozumną. (…) Natomiast acedia atakuje wszystkie siły duszy”. Z drugiej zaś strony, nie powstała ona przez ich wykorzystanie przeciwne naturze, nie mając w naturze żadnego pozytywnego fundamentu. Ewgariusz zauważa, że jest zgodne z naturą (κατα φυσιν) nie mieć jej wcale. Jest ona na swój sposób zgnuśnieniem i utratą aktywności z jednej strony, a z drugiej, rozproszeniem wszystkich zdolności, które przyczyniają się do duchowego życia człowieka. Święty Talasjusz dobrze wyraża ten aspekt w jej dwoistości, kiedy określa ją jak „niedbałość duszy”. Mogłaby ona w pewnej mierze być uważana za powstałą w wyniku braku duchowej gorliwości, danej przez ducha zarówno pierwszemu człowiekowi, jak i człowiekowi odnowionemu w Chrystusie, aby żarliwie wypełniali swe duchowe zadanie.

Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego.” Jean-Claude Larchet

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.