Podjęcie decyzji o wyborze drogi życiowej – Święty Starzec Paisjusz Hagioryta

a

Podjęcie decyzji o wyborze drogi życiowej

Święty Starzec Paisjusz Hagioryta

Lata mijają szybko. Lepiej, aby młody człowiek nie pozostawał niezdecydowany na rozdrożu długi czas. Niechaj zgodnie z powołaniem i pobożnością wybierze swój krzyż – jedną z dwóch dróg – i idzie nią, pokładając ufność w Chrystusie. Niech idzie za Chrystusem na ukrzyżowanie, jeśli chce się cieszyć radością Jego zmartwychwstania. I w rodzinnym i w monastycznym życiu jest właściwa mu gorycz, ale jeśli człowiek żyje z Bogiem to tę gorycz osładza słodki Jezus.

Po trzydziestce nie łatwo już wybrać drogę życiową. A im więcej człowiek ma za sobą przeżytych lat, tym więcej napotyka trudności. Młodemu lżej jest przystosować się do wybranego życia – czy to będzie małżeństwo, czy też monastycyzm. Przecież dorosły człowiek wszystko mierzy przy pomocy zdrowego rozsądku. Ma już uformowany charakter, podobny do litej betonowej konstrukcji, a taki niełatwo jest zmienić. Popatrz: ludzie, którzy weszli na drogę życia rodzinnego albo monastycznego w młody wieku do samej starości zachowują dziecięcą prostotę. Znałem małżonków, którzy pobrali się za młodu. Żona ze wszystkim – w sposobie mówienia, postępowaniu – była podobna do męża. Ponieważ pobrali się młodo, jedno z małżonków przyjęło wszystkie przyzwyczajenia drugiego: i w mowie, i w sposobie zachowania. Ale i dotrzeć się ze sobą było om łatwiej [niż tym, którzy żenią się późno].

Albo eń się za młodu, albo młodo postrzyż się” – mówi przysłowie. Zwłaszcza dla dziewczyny ważne jest podjęcie decyzji o wyborze drogi życiowej przed ukończeniem dwudziestego piątego roku życia.. Po ukończeniu lat wcale nie tak łatwo wyjść za mąż albo pójść do monasteru, gdyż dziewczyna zaczyna myśleć o tym, że będzie się podporządkowywać cudzej woli. Im starsza staje się dziewczyna, tym więcej ma zachcianek i kaprysów. I kto się z taką ożeni? I jeśli lata zostały stracone, to chce wyjść za mąż już nie po to, aby założyć rodzinę, ale przede wszystkim po to, aby znajdować się pod czyjąś ochroną czy opieką.

Zauważono, że jeśli chłopak lub dziewczyna ciągle odkłada ożenek lub zamążpójście „na potem”, to kiedy lata miną, on alb ona szukają sobie pary i ie mogą znaleźć. W młodości wybierali sami, ale oto lata minęły i teraz ich wybierają inni. Dlatego właśnie mówię, że w zakładaniurodziny trzeba casem trochę szaleństwa. Na niektóre nieistotne drobiazgi trzeba przymknąć oczy, dlatego że nie zdarza się, aby wszystko było tak, jak my chcemy. Kiedyś zaczęło padać i korytem górskiej rzeki popłynęła woda. Na brzegu stało dwóch ludzi, którzy potrzebowali przejść na przeciwległy brzeg. Jeden z nich był bardzo mądry, a drugi głupi. „Skończy się deszcz – zaczął rozmyślać mądry – woda opadnie, a potem będę mógł przejść na drugi brzeg.” A głupi nie zechciał czekać – skoczył do wody i przeszedł przez rzekę wpław. Oczywiście, jego ubranie przemokło, ale udało mu się dotrzeć tam, gdzie chciał. Natomiast deszcz, zamiast przestać, padał coraz mocniej i mocniej. Potok był coraz bardziej wzburzony i napełnił się wodą. I ostatecznie mądry musiał dalej stać na swoim brzegu – dlatego, że było już zbyt niebezpiecznie, by przejść przez rzekę.

Niektórzy mają w sobie wiele pychy, egoizmu i dlatego Bóg im nie pomaga. Niektórzy młodzi co roku przyjeżdżają na Atos, przychodzą do mnie do kaliwy i pytają: „Czego Bóg ode mnie chce, ojcze?”. Myślałby kto, że Bóg ich potrzebuje! Ani nie zostali mnichami, ani nie założyli rodziny. Można by pomyśleć, że są ze złota i boją się, że ich jak zwykły kawałek żelaza użyją do jakiejś konstrukcji z żelbetonu! A są też i tacy, którzy mnie pytają: „Abba, co mam robić: zostać mnichem, czy się żenić?” – „A czego chcesz ty sam?” – pytam. „I żenić się – odpowiadają – i zostać mnichem”. To znaczy chcą i jednego i drugiego! Ale jeśli wypowiem swoją myśl na temat tego, że na przykład ich powołaniem jest życie rodzinne i oni się ożenią, a życie rodzinne im się nie spodoba to będą potem przyjeżdżać do mnie i wygłaszać swoje pretensje: „To ty powiedziałeś, żebym wybrał tę drogę, a ja teraz się męczę!”.

  • Abba jak coś takiego może się zdarzyć ?

  • No więc przypuśćmy, że powołaniem młodego człowieka jest życie w rodzinie, jednak rozmyśla on także i o monastycyźmie. Jeśli ożeniwszy się będzie nieuważny i nie stwory dobrej rodziny, i pojawią się u niego problemy, które będzie rozwiązywać w sposób nieduchowy, to zły wywoła przeciw niemu wojnę myśli. „Twoim powołaniem był monastycyzm – będzie mówić mu wróg – ale skoro się ożeniłeś, to masz za swoje.” To znaczy wróg ani w dzień, ani w nocy nie pozostawi takiego człowieka w spokoju.

  • A niektórzy ludzie sami nie wiedzą czego chcą. Kilka lat temu pewna dziewczyna przyjechała tutaj i zaczęła mi mówić: „Abba, nie mogę się zdecydować, jaką drogę życiową mam wybrać. Chcę wyjść za mąż, ale myślę też o monastycyźmie. Co mam robić ?” – „Przyjrzyj się – odpowiedziałem jej – która droga jest bliższa twemu sercu i tę wybierz.” – „Nie wiem… – powiedziała – Czasem wydaje mi się bardziej skłaniam się ku małżeństwu. Proszę cię, Abba, lepiej ty sam mi powiedz, co mam robić.” – „A więc – poradziłem jej – skoro widzisz, że bardziej skłaniasz się ku małżeństwu, lepiej, żebyś wyszła za mąż, a Bóg urządzi Twoje życie.” – „Zgodnie z Twoim błogosławieństwem, Abba – odpowiedziała mi – tak właśnie postąpię.” I oto dzisiaj przyszła ponownie. „Abba – mówi ona – a ja wyszłam za mąż. Za marynarza. Dobry człowiek, chwała Bogu, nie mogę narzekać. Ale okropnie się męczę. Bo czyż to nie męka: sześć miesięcy jesteśmy razem, sześć miesięcy – oddzielnie. Kiedy on wypływa w morze, to nie ma go pół roku.” – „Błogosławiona duszo! – odpowiedziałem jej – Czyż nie mówiłaś mi, że podoba ci się i życie rodzinne i monastyczne? A więc proszę: masz teraz i jedno, i drugie. Dlaczego nie dziękujesz Bogu za to, że urządził twoje życie w taki sposób?”

  • Abba, jednak dzisiaj żyjemy w niełatwych czasach i dlatego niektórzy chłopcy i dziewczęta nie decydują się na założenie rodziny.

  • Nie, to nie jest właściwe podejście do problemu. Jeśli mają zaufanie do Chrystusa, to nie mają się czego obawiać. A lata prześladowań? Cóż, czy one były łatwe? A czyż w tamtych czasach chrześcijanie przestawali zawierać związki małżeńskie i zakładać rodziny? [Wręcz przeciwnie – ] ilu jest w naszej Cerkwi świętych, którzy przyjęli męczeńską śmierć wraz ze swoimi dziećmi i małżonkami!

“Życie Rodinne. Tom IV” Święty Starzec Paisjusz Hagioryta

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.