Strach

a

Strach

Ojcowie umieszczają wśród namiętności strach (φοβος) i wszystkie bliskie stany, stanowiące jego formy lub stopnie, takie jak bojaźń, przestrach, przerażenie, ale również lęk, niepokój i strapienie.

Ogólnie rzecz biorąc, strach wywołany jest przez ryzyko pozbawienia czegoś lub jakiegoś cierpienia, przez myśl lub poczucie, że się traci abo może się stracić to, czego się pragnie albo do czego jest się przywiązanym. Jednakże określany w ten sposób strach równie dobrze może być zarówno cnotą, jak i namiętnością. „Jeśli strach jest też namiętnością, to jednak nie każdy strach jest namiętnością” – zauważa Klemens Aleksandryjski. Należy więc rożróźnić dwa rodzaje strachu.

  1. Pierwszy rodzaj strachu, który Bóg umieścił w człowieku, tworząc go, a więc należący do jego natury, ma postać dwojaką:

a) jego pierwszą formą jest siła, która przywiązuje człowieka do samego jego jestestwa i powoduje, że boi się on, iż sam straci duszę i ciało. Z powodu tego strachu, w jego najbardziej elementarnych objawach, przywiązuje się on do życia, do jestestwa i boi się wszystkiego, co mogłoby je zepsuć i zrujnować, odczuwa odrazę wobec niebytu, jak wyjaśnia to święty Maksym, który podkreśla, że ta tendencja należy do samej natury człowieka. Ma on „moc przywiązanie się do bytu, a nie do niebytu, a (…) właściwością zgodną z naturą tej mocy jest dążenie ku temu, co jest w stanie ten byt zachować i niechęć do tego, co może ten byt niszczyć”; stanowi on część logosów, które Bóg „wprowadził [do ludzkiej natury] przez stworzenie”. „Strach zgodny z naturą – pisze on jeszcze – jest mocą przywiązania się do jestestwa zgodnie z niechęcią [do tego, co dąży do jego zniszczenia]”. Ten strach, mówi podobnie święty Jan Damasceński, „jest odrazą do tego, co szkodliwe”. Odpowiada on, można by powiedzieć, instynktowi samozachowawczemu, instynktowi życia, posiadanej przez nas wrodzonej tendencji upierania się przy istnieniu i utrwalania naszej egzystencji. Objawia się szczególnie jako strach przed śmiercią – to tendencja naturalna, ponieważ Stwórca dał nam życie, abyśmy je zachowali, natomiast rozkład i śmierć stanowią zjawiska nienaturalne.

b) jego drugą formą jest „strach Boży”, który w stopniu podstawowym jest strachem Bożej kary, a w stopniu najbardziej wzniosłym – strachem bycia oddzielonym od Boga. Ta druga postać strachu jest naturalnie związana z poprzednią: człowiek przywiązany do swego istnienia i życia i obawiający się je utracić, jeśli zna prawdziwą ich naturę, może tylko obawiać się zostania oddzielonym od Boga, który jest jego zasadą i celem, źródłem i sensem. Człowiek świadomy swej zasadniczej rzeczywistości bardziej boi się utraty życia w Bogu niż życia biologicznego. W ten właśnie sposób u człowieka duchowego strach przed śmiercią zostaje przyćmiony przez strach Boży, przez strach przed wszystkim co może go oddzielić od Boga, to znaczy strach przed grzechem i diabłem, które niosą śmierć duszy (por. Mt 10,28; Łk 12,5), jedyną śmierć, której naprawdę należy się bać, jako że zabiera ona definitywnie wszelkie życie, podczas gdy śmierć biologiczna tylko czasowo oddziela duszę od ciała i niszczy tylko ziemską i skażoną formę egzystencji.

Pierwszy rodzaj strachu, który przedstawiliśmy w obu jego postaciach, stanowi cnotę, którą posiadł Adam w swym stanie pierwotnym. Przeznaczeniem Adama było stać się nieśmiertelnym przez łaskę, ale istniała możliwość, że umrze ze względu na wolność wyboru, gdyby ten przezeń przeciwstawiał się woli Bożej. Tak oto Bóg powiedział do Adama i Ewy: „Z drzewa, które daje wiedzę o dobru i złu, jeść nie będziesz! Gdybyś z niego zjadł, czeka cię pewna śmierć” (Rdz 2,17). Strach (jednocześnie przed śmiercią i przed byciem oddzielonym od Boga) był jednym ze środków danym przez Boga człowiekowi, aby pomóc mu przestrzegać Jego przykazania i uchronić się przed skutkami nieposłuszeństwa.

  1. Drugi rodzaj strachu, który Ojcowie uważają za namiętność, jest konsekwencją grzechu pierworodnego. Objawia się on zawsze jako odraza odczuwana przez człowieka wobec tego, co może zepsuć i zniszczyć jego jestestwo, ale w tym przypadku nie chodzi o jego jestestwo według Boga, ale o jestestwo upadłe, do którego jest przywiązany przez samolubstwo. Jest on przede wszystkim strachem przed śmiercią, ale nie z tego samego powodu, co poprzednio. Przybiera on wówczas najrozmaitsze formy i wyliczenie ich w tym miejscu byłoby nudne. Powiedzmy wraz ze świętym Maksymem, aby go scharakteryzować, że należy on do namiętności wynikających z pozbawienia przyjemności i pochodzi, podobnie jak one, z faktu, że samolubność zostaje zraniona przez cierpienie duszy i ciała. Człowiek boi się utracić – i boi się tego, co tę stratę może spowodować – przedmiot sensualny, którego posiadanie (rzeczywiste lub antycypowane w wyobraźni) dostarcza mu pewnej sensualnej rozkoszy. Idea albo odczucie tej ewentualnej utraty rodzi w duszy stan niepewności i niepokoju, którego skutki odczuwa również na płaszczyźnie swego ciała: „czasem to dusza, to ciało otrzymuje pierwsze wrażenie tego strachu”, a zresztą „komunikują się e sobą nawzajem” – zauważa święty Jan Klimak.

Strach-namiętność ujawnia we wszystkich przypadkach przywiązanie do tego świata: do dóbr tego świata i związanej z nimi rozkoszy sensualnej, a także do tego życia pojmowanego jako mające służyć uzyskaniu tego rodzaju rozkoszy. Można więc z tego rodzaju strachem powiązać wszelki strach przed śmiercią, który nie byłby, jak w przypadku strachu naturalnego, strachem przed utratą życia uznanego za dobro powierzone przez Boga i mające służyć zjednoczeniu się z Nim, ale utrata przyjemności sensualnych, z których życie pozwala korzystać na tym świecie. Ten zasadniczy stosunek namiętności strachu do życia według tego świata, do życia pojmowanego i przeżywanego cieleśnie, jest często podkreślany w pouczeniach Ojców. Święty Izaak pisze: „Kiedy [człowiek] żyje w poznaniu i życiu ciała, boi się śmierci”. Pewien apoftegmat głosi: „Zapytano pewnego starca: <<Dlaczego odczuwa strach idąc przez pustynię?>> Ten zaś odpowiedział: <<Ponieważ jeszcze jesteś żywy!>>”. A inny: „Pewien brat zapytał Starca: <<Dlaczego ogarnia mnie strach, kiedy zdarza mi się samemu wyjść w ciągu nocy?>>. Starzec powiedział: <<Ponieważ życie tego świata ma jeszcze dla ciebie wartość>>”.

Podczas gdy pierwszy rodzaj strachu jest „zgodny z naturą”, drugi – będący złą namiętnością – jest przeciwny naturze (παρα φυσιν)” i nierozumny (παραλογος). Bierze się on stąd, że człowiek odwrócił się od podwójnego naturalnego i normalnego celu strachu, który wiązał go z jego prawdziwym jestestwem i z Bogiem, a zamiast tego uczynił zeń strach przed utratą jego upadłego jestestwa, bycia oddzielonym od świata sensualnego, od utraty życia namiętnego i związanej z nim przyjemności. Zamiast bać się tego, co zagraża jego bytowi, a zwłaszcza jego bytowi duchowemu, człowiek zaczyna się bać wszelkiego, wszystkiego co zagraża jego sensualnej egzystencji i czerpanym z niej przyjemnościom.

Okazuje się tutaj także, że strach według Boga i strach „światowy” nie stanowią dwóch różnych z natury postaw, ale tę samą zasadniczą postawę zorientowaną ku dwóm różnym celom. Wynika to jasno z nauki Ojców, gdzie przedstawia się je jako wzajemnie się wykluczające. Jeśli boimy się czegoś z tego świata, to dlatego, że nie boimy się Boga. I na odwrót, kto boi się Boga, nie ma czego się bać: „kto jest sługą Bożym, czuje bojaźń tylko wobec Niego jednego (…), natomiast kto nie czuje jeszcze wobec Niego bojaźni, boi się często własnego cienia” – pisze na przykład święty Jan Klimak. Z tego właśnie powodu Ojcowie mówią, że bezpłodność duszy i utrata w niej boskiej obecności faworyzuje strach-namiętność: „przestraszyłem się, bo jestem nagi” – wyznaje Adam po popełnieniu grzechu (Rdz 3,10).

Podobnie jak wszystkie inne namiętności, strach przedstawiany jest przez Ojców jako choroba, z fundamentalnego powodu, który właśnie przedstawiliśmy (a mianowicie deprawacji naturalnej cnotliwej dyspozycji i przekształcenia jej w namiętność przeciwną naturze), ale też z powodu wszelkich zaburzeń, które go stanowią i które on rodzi.

Przede wszystkim strach ujawnia patologiczny stosunek człowieka do Boga. Obawiając się utraty jakiegoś dobra tego świata i jakąś przyjemność sensualną, zamiast bać się utraty Boga, a przez to zatracenia samego siebie, człowiek odwraca się od Boga – źródła swego życia, zasady i celu swego istnienia, sensu swej egzystencji – i umieszcza centrum swej troski w rzeczywistości sensualnej, która staje się dlań absolutem. Cały proces grzechu pierworodnego, jak można to zauważyć, mieści się w tej postawie, oczywiście z wszelkimi jego konsekwencjami.

Ale w strachu Bóg nie tylko zostaje zapomniany jako zasada i cel istnienia i życia, jako sens i centrum egzystencji. Jest on również negowany, ignorowany, odrzucany w działaniu opatrznościowym i życzliwej opiece, którą roztacza nad każdym istnieniem. Strach ujawnia złudzenie, jakiemu ulega człowiek, a mianowicie, że został on pozostawiony samemu sobie, że może alb powinien liczyć wyłącznie na własne siły, że został pozbawiony Bożej pomocy. „Zapytano pewnego Starca: <<Dlaczego odczuwam strach idąc przez pustynię?>> Odpowiedział on: <<Ponieważ wierzysz, że jesteś sam i nie widzisz przy sobie Boga>>”. Nauka samego Chrystusa demaskuje to złudzenie, przypominając człowiekowi, że Bóg stale się nim opiekuje (Mt 10,29-31; Łk 12,6-7). Tak więc strach jest oznaką braku wiary w Bożą Opatrzność: „Czemuście tacy bojaźliwi? Jscze nie macie wiary?” – mówi Chrystus do uczniów wystraszonych burzą.

Strach wyraża ponadto brak wiary w dobra duchowe. Albowiem, gdyby był do nich przywiązany, tylko je bałby się utracić: „jednym cierpieniem – mówi święty Maksym – jest utrata rzeczy boskich”. W rzeczywistości dobr te są jedynymi, które dla człowieka mają wartość absolutną i witalną ważność. Człowiek, który zawierza siebie Bogu, staje się uczestnikiem Zmartwychwstania Chrystusa i boskiego życia, nie powinien się już obawiać jakiegokolwiek zamachu na swoją duszę albo ciało, ani nawet nawet śmierci, która prowizorycznie zabija ciało, ale niczego więcej zrobić nie może (Mt 10,28; Łk 12,4). Kto jednoczy się Bogiem, odnajduje w Nim pełnię dóbr i nie obawia się zostać pozbawionym jakiegokolwiek dobra materialnego.

Bać się, nie znaczy tylko nie mieć wiary w dobra duchowe, które są jedynymi realnymi. Oznacza to jednocześnie pokładać daremną wiarę w dobra sensualne, których realność jest iluzoryczna, które przemijają jak kwiat trawy, które są skarbami, które rdza i mole niszczą, a złodzieje kradną (Mt 6,19; Łk 12,33). Wcześniej czy później człowiek, z powodu ich przemijalności albo z powodu własnej śmierci, je traci, jak również przyjemność związana z ich posiadaniem, przyjemność, która, jak to już widzieliśmy, sama jest czymś nieznacznym w porównaniu z dobrami Królestwa. W człowieku może zamieszkiwać strach właśnie dlatego, że człowiek upadły myli się co do prawdziwej realności przedmiotów i rokoszy sensualnych: gdyby znał ich naturę, ich natura byłaby dla niego obojętna.

Innym powodem dla którego strach jawi się jako postawa nierozumna jest jego absolutna bezużyteczność. Przy pomocy strachu człowiek, nie może uniknąć niebezpieczeństwa lub utraty, której się obawia, zakładając, że rzeczywiście mogą się mu przydażyć. „A kto z was – mówi Chrystus – obmyślając, może przydać do wzrostu swego łokieć jeden?” (Mt 6,27). Święty Jan Damasceński przeciwstawia strachowi i nieskutecznym troskom, które swymi słowami gani Chrystus, skuteczną beztroskę tego, który we wszystkim powierza siebie Bożej Opatrzności.

O patologiczności strachu świadczy również, stanowiąca na ogół jego element składowy, bardziej lub mniej istotna część wyobrażona. Dzięki wyobraźni człowiek deformuje rzeczywistość, przypisuje jej rozmiar, którego nie posiada, wyobrażając na przykład niebezpieczeństwo, albo wierząc w nieuchronność utraty jakiegoś przedmiotu. Ale wyobraźnia ukazuje też realia, które nie istnieją: konstruuje ona, antycypuje i przyznaje za pewne – w teraźniejszości albo w bliskiej przyszłości – wydarzenia, które nie istnieją i których realizacji nie pozwala zapewnić żaden obiektywny powód. Święty Jan Klimak podaje taką definicję strachu: „Strach jest fałszywym przewidywaniem i daremną obawą wyobrażonych niebezpieczeństw”. I dodaje, zauważając jak strach każe ponownie powątpiewać w rzeczy najbardziej pewne i rolę, jaką odgrywa tu urojenie: „Strach jest utratą wielkiej peweności w rzeczy nawet najbardziej pewne”. Deformacja rzeczywistości, niepostrzeganie tego, co jest, postrzeganie rzeczywistości nieistniejącej: oto właśnie cechy definiujące urojenie. Strach objawia zawsze, że w sposobie, w jaki rzeczywistość jest postrzegana i przeżywana, wyobraźnia przeważa nad innymi zdolnościami i narzuca im swe wyobrażenia: „Przerażenie pochodzi od nazbyt silnej wyobraźni: „Podczas gdy bojaźń czy przerażenie, choć najczęściej w znacznej mierze opierają się na wyobraźni, jednak są częściowo obiektywnie umotywowane, większość form strachu, a zwłaszcza niepokoju i obawa charakteryzująca się brakiem obiektywnych powodów, które mogłyby je motywować, wpływem irracjonalnego na tego, kto jest jego podmiotem. Zdolności, które pozwoliłyby człowiekowi rozważać rzeczy i wydarzenia według ich właściwych proporcji są w przypadku strachu, są jakby zduszone. „Strach bowiem – zauważa autor Księgi Mądrości – nie jest niczym innym, jak odrzuceniem pomocy zdrowego rozsądku” (Mdr 17,11).

Strach mogą wzbudzać bądź sprzyjać jego powstaniu rozmaite namiętności, i to zarówno w przypadku jego narodzin, jak i rozwoju. Przede wszystkim jest on powiązany z pychą. Święty Izaak Syryjcyk zauważa: „Komu brakuje pokory, temu brak doskonałości. A kto jest pozbawiony doskonałości, zawsze się boi”. Natomiast święty Jan Klimak twierdzi: Dusza – niewolnica pychy – jest niewolnicą małoduszności. Pełna daremnej ufności w sobie, boi się hałasu stworzeń, a nawet cienia”.

Strach jest oczywiście również powiązany z namiętnością tchórzostwa, jak przypomina to święty Symeon Teolog.

Ogólnie rzecz biorąc, strach może zrodzić się ze stanu grzechu jak naucza Apostoł: „Ucisk i udręka będzie udziałem każdego, kto popełnia zło” (Rz 2,9). Święty Jan Chryzostom zauważa: „Kto żyje w grzechu, jest w nieustannym strachu. I podobnie jak ci, co są w drodze, w ciemną noc, gdy księżyc nie świeci, drżą, by nie pojawił się nikt, kto wzbudziłby w nich popłoch, tak też grzesznicy są ciągle nieufni, nawet jeśli się im nie robi wymówek. Ale wyrzuty sumienia powodują, że wszystko ich przeraża, wszystko jest podejrzane, wszystko jest dla nich pełne strachu i przerażenia, i nie widzą nic, co by ich nie niepokoiło”. Te rozważania wydają się stosować nie tylko do tych, którzy starają się żyć według przykazań albo przynajmniej je znają, je naruszyli i w wyniku tego odczuwają wyrzuty sumienia, ale również do tych, którzy żyją bez winy, ignorując jej przykazania, mają jednak niejasne poczucie swej greszności. Okazuje się nawet, że siła, którą posiada stan grzechu by pobudzić strach w postaci niepokoju i lęku, jest tym silniejsza, ponieważ podmiot nie ma wyraźnej świadomości swej winy. Wymieniając „ten strach, który odczuwa dusza, z powodu własnej złośliwości”, święty Diadoch z Fotyki radzi chrześcijaninowi pilnować, by wyznawać nawet winy mimowolne, te, których nie ma się świadomości od razu, albowiem pisze on: „jeśli nie wyznajemy jak trzeba tych win [które nam wylatują z pamięci], odkryjemy w nas głuchy strach.

Strach podobnie jak inne namiętności, jest częściowo bezpośrednio bezpośrednio związany z działaniem demonów: przyczyniają się one do jego pojawienia się; i w znacznej mierze korzystają z jego istnienia, albowiem stanowi on szczególnie sprzyjający grunt dla ich działalności. Mają one w nim swego sprzymierzeńca, zauważa święty Diadoch, przypominając szczególnie o strachu związanym z grzechem.

Terapia chorób duchowych. Wstęp do terapii ascetycznej Kościoła prawosławnego.” Jean-Claude Larchet

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.